Zwiastun

Oto zwiastun opowiadania "Love??" http://www.youtube.com/watch?v=Eak2RV7yGz0
Zamówiony na stronie http://zwiastuny-na-blogi.blogspot.com/

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział Specjalny

*Narrator*
W Londyńskim Liceum Sportowym każdy czekał na święta. Szkoła przystrojona. Choinka stała na każdym holu. Ozdoby były poprzyczepiane do ścian. Nawet niektóre były zamieszczone na lampach. Klub plastyczny popisał się swoimi umiejętnościami. Piękne papierowe bombki i łańcuchy przyozdabiały choinki. Ósemka przyjaciół siedziała jak zawsze w tym samym miejscu. Między nimi cisza. Wszyscy przyglądali się sobie uważnie. 
- Nie wytrzymam siedzenia w ciszy! - wykrzyknęła nagle Jess. 
- Przegrałaś! - wykrzyknęli wszyscy. 
- To komu ma kupić prezent? - zapytała Grace.
- Jak to komu? Oczywiście, że mi. - Tomlinson objął ramieniem dziewczynę. 
- Po moim trupie. - warknęła.
- Przykro mi Jess takie są zasady. - powiedział Harry.
- Czego chcesz ode mnie?
- Dużo tego. Możemy zacząć od wspólnej kąpieli dzisiaj wieczorem z... - chłopak nie dokończył, bo dostał od dziewczyny w brzuch. 
- Chodzi mi o coś normalnego. 
- To chcę twoje zdjęcie.
- W ten sposób się nie dogadamy. Dostaniesz to co mi się będzie podobało, czyli jakieś normalne perfumy.
- Nie podoba ci się mój zapach?
- On mnie drażni! Od samego wąchania tego mam ochotę cię skrzywdzić. 
- Masz ochotę mnie skrzywdzić. Możesz to sprecyzować? - poruszył brwiami.
- Ta rozmowa prowadzi do nikąd. Spadam stąd. - powiedziała zrezygnowana Jess i pognała do swojego klubu.

Po zajęciach Harry, Louis i Zayn starali się urobić dyrektora. Przekonywali go do rozwieszenia po całej szkole gałązek jemioły. Chłopaki sugerując i proponując różne rzeczy w końcu przekonali dyrektora. W sumie mężczyzna miał w tym swój interes. Chciał złapać pod jemiołą swoją młodziutką, seksowną sekretarkę. Chłopaki w ciągu dwudziestu minut zorganizowali ogromną ilość tej rośliny. Rozwiesili ją wszędzie gdzie to było możliwe. Nawet sam woźny pomógł mając nadzieję na pocałunek z kucharką. 

Następnego dnia dziewczyny nic nie spodziewając się poszły do szkoły. Gemma zaspana wędrując korytarzem nawet nie zauważyła dużej ilości porozwieszanych jemioł. Idąc tak wpadła na kogoś. Spojrzała w górę. 
- Cześć Harry. - uśmiechnęła się i chciała go wyminąć. 
- Ani mi się waż. Wiesz gdzie stoimy?
- Na korytarzu szkolnym, koło toalety?
- Tak, ale nie o to mi chodzi. Spójrz w górę. - wskazał palcem i przygryzł wargę. 
- Wisi nad nami jakieś zielsko. Weź do wyrzuć bo tam może być jakieś robactwo. Co będzie jeżeli spadnie na moją piękną gł... - nie dokończyła bo Hazz od razu pocałował ją. Dziewczyna nie bardzo wiedząc o co chodzi poczekała aż skończy. 
- To zielsko to jemioła. Mam cię dzisiaj na oku. - posłał jej zadziorny uśmieszek i odszedł od niej. Gemma dopiero teraz zorientowała się co się tu wyprawia. Postanowiła dać cynk dziewczynom. Odpisała jej jedynie Grace. Treść wiadomości brzmiała "Wcale mi to nie przeszkadza. Ja i Nialler znaleźliśmy sobie spokojne miejsce pod jemiołą ;>".

W tym samym czasie Louis jechał z Jess do szkoły. Dziewczyna przyzwyczajona do takiego zachowania chłopaka (czytaj: przyjechać po nią bez uprzedzenia xD) nie przypuszczała co się w szkole dzieje i w jakim celu chłopak przyjechał po nią. Gdy tylko pojawili przed szkołą Tomlinson zaprowadził Jess pod pierwszą lepszą jemiołę. Ustawił ją odpowiednio i pocałował. Dziewczyna zdziwiona odepchnęła Lou.
- Co ty wyprawiasz?! - warknęła wycierając usta. 
- Stoimy pod jemiołą. - powiedział radośnie. Dziewczyna zrobiła pięć kroków w tył. Tommo szybko podszedł do niej. Złapał ją za ramiona. - Tu też jest jemioła. - ponownie ją pocałował i tak cały czas. Jemioły były wszędzie. Co Jess zrobiła krok, to Louis zrobił to samo i lądowali pod tą rośliną. 
- Przeklęte zielsko. - warknęła patrząc do góry. Widząc, że nie stoi na razie pod żadną uciekła jak najdalej od Tommo. Jess postanowiła pół przerw przesiedzieć w łazience. Tam na szczęście nie było tych roślin. Na lekcje wychodziła jedynie wtedy, gdy była pewna, że nie ma nikogo na korytarzu. Po lekcjach pomału ruszyła w stronę wyjścia. Po drodze zobaczyła Lou z jakąś dziewczyną. Na dodatek pod jemiołą! Dziewczynę ten widok bardzo zirytował. Szybko tam podeszła. Uderzając biodrem dziewczynę odsunęła ją od nic nieświadomego Tomlinsona. Chłopak w tym czasie przybliżał się ustami do twarzy Jess. Ta szybko zasłoniła mu przymknięte oczy ręką. Pocałowała go z własnej woli. 
- Nie zapominaj się. - powiedziała odrywając się od niego. 
- Co ty tu...? Byłaś zazdrosna?
- Lepiej się pośpiesz i mnie odwieź do domu. - burknęła czerwona jak burak. 
- A jak z moim prezentem na święta? Kąpiel nadal aktualna?  - chłopak pobiegł za nią. 
- To był twój świąteczny prezent.
- Czyli z kąpieli nici? - dziewczyna tylko prychnęła pod nosem.

_______________________
Wymusiłam w siebie napisanie tego czegoś xD. 
Nie obiecuję! Możliwe, że w najbliższym czasie pojawi się rozdział.
CZYTASZ TO KOMENTUJ

sobota, 12 października 2013

Rozdział 18

*Z perspektywy Jess*
Zastanawiałam się czemu on to zrobił? Nie miał jakiegoś konkretnego powodu do pocałowania mnie? Muszę w to wierzyć. Moje rozmyślania przerwało szturchnięcie przez kogoś w ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam urażoną minę Tomlinsona. 
- Czego chcesz? - zapytałam.
- Nie słuchasz mnie. Pytałem się czy nie jesteś zmęczona wędrówką. - pewnie jesteście ciekawi gdzie ja tak wędruję. Otóż nauczyciele wymyśli nam wędrówkę na Morskie Oko. Mamy przejść jakieś 4 kilometry w jedną stronę i później wrócić.
- Przeszłam niecałe 50 metrów, zaraz omdleję z wycieńczenia. - prychnęłam z ironią. Po jakimś czasie stwierdziłam, że warto jest się go trochę o wczorajszy wieczór. Tylko jak mam to zrobić by ktoś tak inteligentny jak on zrozumiał o co mi chodzi. 
- Lou? - zaczęłam przyklejając się do jego ramienia. Zawsze tak robiłam gdy chciałam się czegoś dowiedzieć. 
- Czego chcesz? - wow od razu domyślił się o co mi chodzi.
- Wiesz zastanawiam się czy wczoraj nie przechodziłeś przez przypadek obok mojego łóżka, mojej głowy moich ust ? - ostatnie słowo wyraźnie zaakcentowałam. 
- Jess, ty nie mądra dziewczyno. Jak mógłbym przechodzić koło twoich ust? - czy  ten idiota się nie domyślił o co mi chodzi? Jak głupim trzeba być żeby nie wiedzieć o co mi chodzi? Szybko przyśpieszyłam kroku wyprzedzając chłopaka. Boże a jak on... A jak on nie pamięta wczorajszego wieczoru. Szubko się zatrzymałam i odwróciłam się do niego.
- Co? - spojrzał na mnie pytająco.
- Czy ty pamiętasz co zrobiłeś wieczorem, czy te trzy piwa całkiem przyćmiły ci mózg?
- Z wczorajszego wieczoru nic nie pamiętam. - odetchnęłam z ulgą. - Co ja tak właściwie zrobiłem?
- Dopóki sobie nie przypomnisz nie powiem ci. A teraz odwróć się do mnie plecami. - chłopak posłusznie wykonał moje polecenie. Jaki on usłuchany dzisiaj. Szybko wskoczyłam mu na plecy.
- Co ty robisz? - warknął.
- Siedzę na twoich plecach. 
- Jeszcze przed chwilą miałaś pełno siły. - mruknął pod nosem.
- Przed chwilą byłam zmęczona, ale nie wiedziałam na czym stoję więc teraz mogę być niesiona przez ciebie.
- Jesteś niemożliwa. 
*Z perspektywy Gemmy*
Harry to wstrętny dupek. Mimo, że powinnam iść razem z nim na Morskie Oko to on mnie zostawił dla jakiś podejrzanych typów z innej szkoły. Szłam sama. Dziewczyny mi gdzieś zniknęły a ja jak ostatnia ofiara szłam samotnie. Jeszcze trochę a jakaś nauczycielka się przypałęta, żeby ze mną pogadać. Wtedy to by już była porażka. Ostatnia ofiara losu bez przyjaciół to Gemma. Jak zawsze forever alone. 
- Co się stało, Gemma? - z jednej strony objął mnie ramieniem George, a z drugiej typ, który podrywa Jess. 
- Nie wieszajcie się na mnie. 
- To tak mówisz do swoich wybawicieli? - powiedział koleś, który pomógł mi również z walizką na lotnisku. Spojrzałam na nich pytająco. 
- Nasza nauczycielka od matmy, chciała podejść do ciebie. - jeszcze trochę a moje przypuszczenia spełniły by się. 
- Dziękuję wam chłopaki po prostu was kocham. - powiedziałam.
- Właściwie to ten tutaj przyszedł tutaj dla ciebie, a ja miałem nadzieje na spotkanie Jessica'i. - kolega pomocnik dostał po kostkach od George'a. 
- Dlaczego mówisz "Jessica", skoro wszyscy mówią do niej "Jess"? W ogóle to jak masz na imię kolego?
- Ona mi tak kazała. Jestem Ashton, miło mi. - podał mi rękę, a ja ją uścisnęłam.
- Gemma. - uśmiechnęłam się. 
- Tak wiem, ten tutaj cały czas o tobie nawija. - kolejny kopniak o George'a, którego twarz była czerwona. 
- Dobra to idziemy razem. - złapałam obydwóch pod ramię i ruszyłam prosto. - A tak na marginesie Ashton nie masz szans u Jess.
- Dlaczego?
- Spójrz tam. - wskazałam palcem na Jess niesioną przez Tomlinsona.
- A więc kości zostały rzucone*. - powiedział uroczystym tonem. 
- Ashton zlituj się. Przestań cytować Juliusza Cezara. - w głosie Georga było słychać załamanie.
- Widzę, że masz dużo wspólnego z Jess. - uśmiechnęłam się do chłopaka. 
*Z perspektywy Grace*
W końcu wracaliśmy z Morskiego Oka. Myślałam, że nie dam rady wejść tam, ale jednak się udało. Teraz razem z Niallerem schodziłam na dół.
- Grace, nie dam rady wrócić. - zaczął mi płakać za uchem.
- To się stocz. - wymamrotałam. Byłam strasznie zmęczona. 
- Hej, ciekawe czy tutaj są lisy?
- Na pewno. 
- Zagrajmy w grę,  ja powiem jakie zwierze robi, a ty wydasz dźwięki jaki robi.
- Nie jesteśmy w przedszkolu. - jego pomysł był absurdalny. Za dużo czasu przebywa z Louisem. 
- Pies robi...
- ...
- No weź ja wiem, że wiesz co robi pies.
- ...
- Powiedz to dla mnie.
-...
- To jeszcze raz. Pies robi...
- Hau. - zmiękłam. 
- Kot robi...
- Meow.
- A właściwie to jakie dźwięki wydaje lis.
- Co mówi lis? To ciekawe pytanie. 
- Chyba nigdy się nie dowiemy. 
- A może to jest coś w stylu " Ring-ding-ding-ding-dingeringeding". - zaczęłam śpiewać.
- Albo "Hatee-hatee-hatee-ho" - w tym momencie oboje zaczęliśmy śpiewać

sobota, 28 września 2013

Rozdział 17

*Z perspektywy Grace*
Dziś mieliśmy cały dzień wolny. Co oznacza, że idziemy się zabawić do jakiegoś klubu. Aktualnie zbieramy ekipę. 
- Dobra to kto właściwie z nami idzie, bo zagmatwaliście sprawę.  - zapytałam zrezygnowana.
- No więc Jess się źle czuje, więc zostaje w domu, a razem z nią siedzi Tommo. Idę ja, ty, Nialler, Hazz i Zayn. - powiedziała Gemma.
- Dobra to idę się ogarnąć. - pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy i przebrałam się i łam już gotowa do wyjścia. Wszyscy musieliśmy chwilę poczekać na Gemmę, która wyjątkowo strasznie się grzebała. Na imprezie było mnóstwo młodych ludzi a więc mieliśmy się z kim bawić. Zajęliśmy stolik w kącie gdzie każdy zostawił swoje rzeczy. Zabawa była przednia. Cały czas bawiłam się z Gemmą wśród tłumu. Po jakimś czasie postanowiłam pójść z dziewczyną napić się do baru. Tam zasiadłyśmy przy barze poprosiłam barmana o pierwsze piwo.
- Ty nie pijesz? - zdziwiona spojrzałam na Gemme.
- Muszę mieć wszystko pod kontrolą, a więc ty możesz się napić, ale nie przeginaj. - po paru kuflach już zaczęłam odczuwać skutki picia. Już zaczęłam głosić swoje filozoficzne myśli.
- Wiesz Gemma, że na świecie nie ma ideału?
- Gdyby była tutaj Jess to od razu by zaprotestowała. - dziewczyna westchnęła mając dość moich słów. Wzrokiem cały czas kogoś wypatrywała wzrokiem. Nagle ktoś złapał mnie za ramiona.
- Ja zabiorę Grace. Wrócimy już do pensjonatu. Przemkniemy się i nauczyciele nas nie zobaczą. - usłyszałam głos Niallera. Pozwoliłam się prowadzić w drodze powrotnej.
*Z perspektywy Gemmy*
W końcu pozbyłam się pijanej Grace. Może nie powinnam tak mówić, ale ona gdy jest pijana jest strasznie nieznośna. Irytuje samą mimiką twarzy, nie mówiąc już o jej wywodach. Aż chce się jej przyłożyć i to tak porządnie. Teraz szukałam wzrokiem Hazzy. W końcu to z nim chciałam spędzić ten wieczór, lecz najwidoczniej nie obchodziło go co się ze mną dzieje. Postanowiłam zabrać swoje rzeczy i pójść na spacer  po Krupówkach. Po drodze kogoś potrąciłam. Chcąc przeprosić odwróciłam się i zobaczyłam Georga. 
- Przepraszam. Gdzie zmierzasz? - uśmiechnęłam się.
- Właściwie to nie wiem gdzie zmierzam.
- Tak samo jak ja. Pospacerujemy? - zaproponowałam. Chłopak się uśmiechnął i przytaknął. Spacerowaliśmy w ciszy mijając budynki. Było pusto na dworze. Czasami tylko słyszeliśmy śmiechy z pobliskich karczm.
- Dość szybko się zimno zrobiło.- szepnęłam.
- Chcesz kurtkę? - przytaknęłam kiwając głową. Chłopak zdjął z siebie swoją brązową skórę i podał mi ją. Po pewnym czasie poczułam jak jego ciepłe opuszki palców dotykają mojej dłoni. Spojrzałam na niego pytająco.
- Mogę? - spojrzał na mnie. Delikatnie się uśmiechnęłam. Chłopak uznał to za "tak" i po chwili wracaliśmy do pensjonatu trzymając się za ręce.
*Z perspektywy Jess*
Leżałam w łóżku z wielkim bólem głowy. Inni w tej chwili wspaniale się bawili, a ja zwijałam się z bólu. Na szczęście nie byłam sama. Tomlinson postanowił ze mną zostać. Aktualnie chłopak mi gdzieś uciekł. Zapewniał mnie, że przyjdzie za pięć minut, a tymczasem minęło dwadzieścia. Zdenerwowana wstałam i poszłam do łazienki przemyć twarz. Potem szybko wskoczyłam pod prysznic. W trakcie przebierania się w piżamie usłyszałam otwieranie się drzwi.
- Jess? - usłyszałam głos Tommo. - Halo Jess?! Jesteś tam? - chłopak był wyraźnie zmartwiony. Postanowiłam posiedzieć jeszcze trochę w łazience i sprawić aby jeszcze chwilę się pomartwił. To było bardzo zabawne. - Co jest do cholery? Gdzie ta idiotka mogła pójść? Przecież źle się czuje.
- Idiotka poszła do łazienki. - powiedziałam a chłopak odetchnął z ulgą. 
- Mogłaś poczekać z prysznicem aż wrócę. 
- Gdzie byłeś?
- W sklepie. - chłopak wyjął trzy puszki piwa. - Ty nie będziesz pić. - uśmiechnął się i opadł na łóżko z pierwszą puszką. Ja usiadłam na swoim i wyciągnęłam swój telefon i słuchawki. Szybko założyła słuchawki na uszy i włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek, czyli Billy Talent - Diamond On A Landmine*. Potem przysnęłam. Po pewnym czasie poczułam coś delikatnego na moich wargach. To uczucie było wspaniałe, tak jakby ktoś mnie całował. Starałam się zmusić do otworzenia oczu. Po pewnym czasie lekko rozchyliłam powieki. Ujrzałam Nad sobą czuprynę Lou. On mnie pocałował? Wtedy gdy chłopak zaczął się oddalać ja szybko zamknęłam oczy, by nie zauważył, że nie chce.
- O boże zrobiłem to. - usłyszałam cichy szept Lou. 

______________________
Chyba nigdy nie doczekam się tych trzech komentarzy xD.
Tak czy siak postanowiłam napisać rozdział. 
Byłoby miło zobaczyć jakieś komentarze pod tym rozdziałem. 

*piosenka jest naprawdę bardzo fajna, macie tutaj link do niej: KLIK

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 16

Dziękuję za 2 komentarze pod ostatnim postem.
3 komentarze -> następny rozdział
Zapraszam do czytania :)
_________________________________________________________

*Z perspektywy Jess*
 Niedawno wróciłam do pensjonatu. Tomlinsona gdzieś wywiało, a więc siedziałam sama. Byłam strasznie znudzona. W pewnym momencie ktoś zapukał, po czym wszedł bez pozwolenia. Spojrzałam kątem oka w stronę drzwi. Ashton wlazł do mojego pokoju.
- A więc naprawdę dzielisz pokój z Louisem? - westchnął chłopak.
- I co w związku z tym. - odwróciłam głowę w jego stronę. 
- Możesz się przenieść do mnie. 
- Nie.
- Czemu? Aż tak bardzo chcesz spać z nim w jednym pokoju?
- Po prostu przegrałam zakład i muszę tu być czy mi się to podoba czy też nie. 
- Rozumiem. To co powiesz na wspólny posiłek? - szybko zmienił temat.
- Nie jestem głodna. - mój brzuch jak na złość przypomniał sobie, że jest głodny i zaczął burczeć.
- Właśnie widzę. Zakładaj trampki i idziemy. - powiedział. Założyłam szybko buty i wyszłam razem z chłopakiem. - Nie sądziłem, że zgodzisz się ze mną wyjść gdziekolwiek.
- Planowałam wyjść z tobą z budynku, zjeść na twój koszt, a później uciec.
- Miło. - zaśmiał się.
- Mimo wszystko tego nie zrobię. Zapłacę sama za siebie, a  potem ucieknę. 
- Gdzieś tam powinna być pizzeria. 
- Nie chce pizzy. Ja chcę zjeść coś miejscowego.
- To poszukamy jakiejś knajpki. - dalej szliśmy w ciszy. Po pewnym czasie chłopak szturchnął mnie w ramie.
- Co?
- Co pisze na szyldzie tamtej knajpki? - zapytał Ashton.
- "Pstrąg górski" - powiedziałam.
- Łał skąd znasz ten jężyk?
- Debilu jak się jedzie do jakiegoś kraju to starasz się ogarnąć trochę język.
- Dobra dobra. Chodźmy tam. - rozkazał chłopak i po chwili siedzieliśmy przy jednym ze stolików tamtej knajpki. Personel okazał się wyjątkowo wykwalifikowany. Kelner dobrze znal język angielski i normalnie z nami rozmawiał. Zamówiliśmy posiłek i czekaliśmy na niego w ciszy. Po zjedzeniu zapłaciliśmy i wyszliśmy. 
- To co teraz planujemy zrobić? - zaproponował chłopak.
- Chodź połazimy po Krupówkach. - zaproponowałam i tak też zrobiliśmy. Chodziliśmy po nich bez celu. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. 
- Jess? Co tu robisz z nim?
- Tomlinson idioto wystraszyłeś mnie. - szturchnęłam go.
- Odpowiesz na pytanie, które ci zadałem?
- Spaceruje z nim. - powiedziałam.
- To wiem... Nie sądzisz, że ze mną byłoby bardziej ciekawie? - zapytał oburzony. 
- Ciebie gdzieś wywiało, a więc poszłam z nim. W ogóle to gdzie ty się szlajałeś?
- Poszedłem kupić nam oscypki. Czy ty wiesz jak trudno było dogadać się z tymi ludźmi? W ogóle nie ogarniam polskiego. Na szczęście jakiś dzieciak mi pomógł. 
- Oj jak mi przykro. - z trudem powstrzymywałam się od śmiechu. Jego mina i ton głosu były takie zabawne. - Nie wiem, jak wy ale ja spadam do pensjonatu. - nie miałam ochoty łazić już po mieście. Po powrocie zaległam na łóżku i zostałam tam do kolacji.
*Z perspektywy Grace*
- Jesteś głupia! A gdyby ci się coś stało!? Nie wiem, na przykład poślizgnęłabyś się i złamała nogę, albo co gorsza uderzyła się w głowę i straciła przytomność! Nikt nie zorientowałby się, że nie ma cię z nami! Zauważyliby to dopiero w pensjonacie, a wtedy mogłoby być za późno! - właśnie w tej chwili dostawał ochrzan od mojego mężczyzny. No właściwie to nie mojego bo nie jesteśmy parą, ale bardzo go lubię.
- Niall, ale nic mi się nie stało i to jest chyba najważniejsze, nie? - powiedziałam zdobywając się na najładniejszy uśmiech na jaki było mnie stać. 
- Gdyby nie to, że nauczyciel cię znalazł, nie siedziałabyś tu ze mną! - chłopak nadal był wkurzony.
- Co chcesz na przeprosiny?
- Buzi.
- No dobra. - cmoknęłam go w usta.
- Już wszystko okey?
- No może. W sumie to przydałby się jeszcze jeden. 
- Nie przeginaj.
- No dobra. 
- To co robimy? Mamy dużo wolnego czasu.
- Może wspólny prysznic? - zapytał chłopak poruszając brwiami. 
- Nie. - stanowczo odmówiłam. 
- No weź.
- Horan zboczeńcu nawet o tym nie myśl. - warknęłam.
- O czym mam nie myśleć? - chłopak zbliżył się do mnie.
- Tu już wiesz o czym. - Nagle zostałam podniesiona do góry.
- Czas na wspólną kąpiel! - wykrzyknął radośnie blondasek. Zaniósł mnie do łazienki i wsadził w ubraniach pod prysznic. Zaraz dołączył do mnie. Potem odkręcił wodę. 
- Horan idioto ja wychodzę. - powiedziałam, lecz chłopak mnie zatrzymał. 
- Zostań proszę. - Nialler spojrzał na mnie wzrokiem szczeniaka. Po chwili przytulił się do mnie. Nie potrafiłam mu odmówić. Razem spędziliśmy miło czas pod prysznicem.
*Z perspektywy Gemmy*
Łaziłam bez celu po Krupówkach. Byłam sama, bo nikt nie miał dla mnie czasu. Przechadzając się zauważyłam grupkę chłopaków, bardzo przystojnych chłopaków. Oni przyglądali mi się przez dłuższy czas. Zaczęłam zastanawiać się nad tym czy przez przypadek dziwnie nie wyglądam. Szybko obczaiłam samą siebie, ale nie zauważyłam jakiś niedoskonałości w moim wyglądzie. Postanowiłam ich olać i pójść sobie w swoją stronę. Niestety ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam, że to tamci chłopacy.
- Potrzebujecie czegoś? - zapytałam uprzejmie. Mamrotali coś między sobą w innym języku, prawdopodobnie gadali po polsku. Myśląc, że nie udzielą mi odpowiedzi chciałam już iść, lecz ponownie zostałam zatrzymana.
- Poczekaj. Wiesz co masz napisane na bluzie? - odruchowo spojrzałam na nią i ujrzałam napis Free Hugs.
- No teraz wiem, i co w związku z tym? - zapytałam.
- Czekamy na misiaka od ciebie.- cała grupka rozłożyła ręce. Nie miałam innego wyjścia. Przytuliłam wszystkich po kolei. 
- Może, chcesz się z nami trochę połazić. - zapytał jeden z nich. 
- Mimo, że to bardzo kusząca propozycja to muszę odmówić. - pragnęłam wrócić do ciepłego łóżeczka w pensjonacie, a jacyś goście próbują mnie namówić na spacer. 
- No chodź będzie zabawnie. 
- Nie wątpię w to, ale jeżeli teraz nie pójdę to spotkam się na ważne spotkanie. - spotkanie z poduszką i kołdrą oczywiście.
- Spotkanie nie ucieknie, a my tak. 
- No  to ucieknijcie, mi to będzie na rękę. - uśmiechnęłam się. Chyba ich trochę rozzłościłam, bo uśmiechy z ich twarzy szybko zniknęły. 
- Hej Gemma, ci panowie coś chcą od ciebie? - nagle pojawił się Hazz. Loczek stanął przede mną zasłaniając mnie. 
- Nie, właśnie im tłumaczyłam, że muszę iść bo się spóźnię.
- Panowie chyba zrozumieli, że musisz iść. - Harry złapał mnie za rękę i poszedł w stronę pensjonatu.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Nie ma za co. Zawsze służę pomocą. Szczególnie w takich sytuacjach. - po powrocie szybko ogarnęłam się w łazience i wskoczyłam do łóżka. Dość szybko odleciałam w objęcia morfeusza.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 15

Dziękuję za jeden komentarz xd.
2 komentarze -> następny rozdział.
Trzeba was trochę zmobilizować do pisania komentarzy, które sprawiają, że wiem, że mam dla kogo pisać.
Zapraszam do czytania.
_____________________________________________________

  *Z perspektywy Jess*
Przez całą podróż w samolocie musiałam męczyć się z dwoma idiotami. Ashton zagadywał mnie cały czas, co mnie okropnie wkurzało, a Tommo opowiadał mi niedorzeczne historie. Na szczęście teraz siedziałam w pensjonacie. Każdy miał dwuosobowy pokój. Ja dzieliłam go z Gemmą, Grace miała wspólny pokój z Niallerem. Razem z Gemmą rozpakowywałam się. W sumie to cieszyłam się, że Lou zmusił mnie do zapisania się na wycieczkę. Teraz przynajmniej nie będę nudzić się w szkole. W pewnym momencie ktoś wparował do pokoju. 
- Jess, mam pomysł na zakład. - wykrzyknął dumny z siebie Tomlinson. 
- No co znowu wymyśliłeś? - zapytałam znudzona. 
- To będzie konkurs na jedzenie. Ten kto szybciej zje kolację wygrywa. 
- Co będzie musiał zrobić przegrany?
- Jak ty przegrasz to śpisz ze mną w jednym pokoju przez resztę pobytu tutaj w samej bieliźnie!
- Pogięło cię. - szczena opadła mi na to co musiałabym zrobić gdybym przegrała.
- No dobra. Śpisz ze mną w jednym pokoju przez resztę tygodnia i tylko raz śpisz w samej bieliźnie!
- Na to mogę się zgodzić. - westchnęłam. - Ale za to ty będziesz musiał przebiec się w samych bokserkach po Krupówkach. 
- Zgoda. A więc radze ci się pakować bo przenosisz się do mnie. - chłopak uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Myślałam, że mnie rozniesie. Nienawidzę jego pewności siebie. Szybko założyłam trampki na stopy i pobiegłam do jego pokoju.
- Idziemy! - warknęłam otwierając drzwi. Na stołówce wybraliśmy stolik dla dwóch osób. Wzięliśmy swoje porcje kolacji i czekaliśmy na sędziego. W tym przypadku był to Liam. 
- A więc jesteście gotowi? - zapytał, a my przytaknęliśmy kiwnięciem głowy. - A więc. Start. - szybko zaczęłam jeść moją porcję. Starałam się to zrobić jak najszybciej. - Stop. Louis wygrał. - powiedział Liam. Ja spojrzałam zdziwiona na pusty talerz Tommo. 
- Jak? - zapytałam. Louis zachichotał. - To niemożliwe żeby taką wielką porcję w tak szybkim czasie...
- A jednak możliwe. Spokojnie dokończ. Ja idę przenieś twoje rzeczy do mojego pokoju. 
- A ty z kim miałeś pokój?
- Z Hazzą, ale on z przyjemnością przeniesie się do Gemmy. - powiedział chłopak i zniknął. Ja dokończyłam kolację i poczłapałam do mojego nowego pokoju. Tam już moje ciuchy były wypakowane i starannie poukładane na półce. Ten zboczeniec nawet dobrał się do mojej bielizny i właśnie w tej chwili ją przeglądał. 
- Co ty robisz? - warknęłam wyrywając mu mój czarny koronkowy stanik. 
- Wybieram ci bieliznę do snu. - wyszczerzył ząbki. Od razu się zarumieniłam. - Postanowiłem, że będziesz spała w tym staniku, a majtki się jeszcze dobierze. - powiedział.
- Powiem jedno. Jeszcze raz dotkniesz mojej bielizny to cię zabiję. - warknęłam.
- Dobra tak czy siak idź się ogarnąć do łazienki. 
- Niby po co?
- Bo jest już późno, a jutro trzeba wstać o 6. 
- Ty pierwszy idź się myć. - powiedziałam. Chłopak bezproblemowo Wstał i poszedł się myć po paru minutach wyszedł.
- Teraz twoja kolej. - a ja zabrałam naszykowany przez niego strój, szlafrok i kosmetyczkę do łazienki. Po ogarnięciu i przebraniu, wyszłam w szlafroku.
- Buuuuu. - spojrzałam na chłopaka pytająco. - Miałaś być w samej bieliźnie.
- Nie będę przed tobą paradować w majtkach i staniku. - oburzyłam się. - Poza tym ide spać. - szybko ściągnęłam szlafrok i wskoczyłam pod kołdrę. 
*Z perspektywy Gemmy*
Jess siedziała na stołówce, Grace była gdzieś z Niallem, a ja siedziałam sama. Nie minęło dwadzieścia minut, a do mojego pokoju wpadł Harry z Tomlinsonem. Loczek trzymał swoją walizkę. 
- Przegrała? - zapytała.
- Tak.
- A więc ona będzie dzielić pokój z tobą - wskazałam na Lou - a ja z nim?
- Dokładnie tak. - Harry uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki. 
- Rzeczy Jess są na dolnej półce. - powiedziałam, gdy Tomlinson otworzył szafę stojącą w pokoju. Chłopaki szybko przenieśli rzeczy mojej przyjaciółki. Harry szybko się rozpakował.
- Może ty też powinnaś spać jeden dzień w bieliźnie, tak jak Jess? - chłopak przygryzł dolną wargę. 
- Obejdzie się. - mruknęłam pod nosem.
- Jadłaś kolację?
- Nie i nie chce mi się. Jutro jedziemy do tej całej Jaskini Mylnej?
- Taaa... Jak wrócimy to idziemy połazić po Krupówkach. Musimy obczaić jak tu jest.
- No ba. Ponabijamy się trochę z ludzi.
- Tak. Może nawet uda nam się przebrać za małżeństwo staruszków i będziemy wykorzystywać życzliwość innych do własnych celów. - chłopak zaśmiał się. 
- Taaa, na pewno tak zrobimy, ale przedtem... - delikatnie złapałam za róg poduszki. - ... walka na poduchy. - rzuciłam się na chłopaka i zaczęłam go okładać poduszką. Ten szybko złapał swoją i zaczęliśmy zabawę. Nie mogłam opanować śmiechu, z resztą tak samo jak Harry. Po pewnym czasie opadliśmy na łóżko z braku sił. 
- Boli mnie brzuch. - jęknęłam przekręcając się na bok.
- Co się stało? Mam iść po nauczycielkę? - przestraszony Harry szybko zerwał się z łóżka i zmierzał w stronę drzwi.
- Spokojnie. To ze śmiechu. - zachichotałam.
- Ty koniecznie chcesz żebym się o ciebie martwił? - chłopak zapytał.
- Nie, ale twoja reakcja była zabawna. - ledwo się powstrzymywałam od śmiechu.
- Ah tak? - powiedział, po czym podszedł do łóżka, na którym leżałam. Zrzucił mnie na podłogę i zaczął łaskotać. Zaczęłam się śmiać. Dokładnie wiedział gdzie mam łaskotki, bo już w dzieciństwie mi tak robił. Śmiałam się, aż do łez. W pewnym momencie ktoś otworzył drzwi.
- Proszę się uspokoić. Niektórzy próbują spać. - wrzasnęła jedna z opiekunek z innego liceum. My oboje spojrzeliśmy na nią z przerażeniem. Kobieta zadowolona z naszej reakcji wyszła z pokoju. Ja i Hazz automatycznie zaczęliśmy rechotać. Ta stara zołza pewnie w tej chwili wywróciła oczami. 
- Dobra Harry. My  też idziemy spać. - zrzuciłam go z siebie i poszłam po moja piżamkę i kosmetyczkę. Poszłam do łazienki aby się ogarnąć. Po 20 minutach wyszłam. Zastałam znudzonego Harrego czytającego coś na swoim telefonie. 
- Ile można w łazience siedzieć? - westchnął.
- Jak widzisz można długo. - położyłam się na łóżku i poszłam spać. Ta podróż samolotem trochę mnie wymęczyła.
*Z perspektywy Grace*
Z samego rana obudziło mnie miłe i ciepłe uczucie. Otworzyłam oczy i ujrzałam pochylającego się nade mną Niallera. Po chwili zorientowałam się, że chłopak mnie całuje. Podniosłam kąciki ust. Horan najwidoczniej to zauważył bo szybko oderwał się ode mnie.
- Mogłabym byś tak budzona codziennie. - szepnęłam leniwie wstając.
- A chcesz?
- Owszem. - uśmiechnęłam się i ruszyłam do łazienki. Tam szybko wykonałam poranne czynności. Założyłam na siebie ciemne rurki i ciemną bokserkę. Dodatkowo nałożyłam na siebie bordową bluzę. Spięłam włosy w koczka i wyszłam z łazienki. Od razu założyłam ciemne vansy i zeszłam na śniadanie zostawiając blondaska samego. Dzisiaj mieliśmy jechać do jaskini mylnej. Na stołówce szybko znalazłam stolik przy, którym siedziały dziewczyny. Wspólnie zasiadłyśmy do jedzenia. Dziewczyny jak to zawsze miały pełno jedzenia na talerzach. Ja od jakiegoś czasu jadam trochę skromnie. Od razu mówię ja się nie odchudzam. Po prostu nie mam apetytu. Po zjedzonym śniadaniu poszłyśmy na zbiórkę przy autokarze. Już po piętnastu minutach cała wycieczka jechała do wyznaczonego celu. Siedziałam z Gemmą. Razem z dziewczyną słuchałam muzyki przez słuchawki. Niestety nie mogłyśmy się skupić, bo z tyłu siedziała Jess z Tommo i jak zawsze ta dwójka się kłóciła. Westchnęłam ciężko. Po dość jakimś czasie byliśmy na miejscu. Teraz stałam przed wejściem do jaskini.
- No to co moi miluśńscy. Każdy bierze latarkę i za mną. - powiedziała jedna z nauczycielek. Kobieta weszła pierwsza a my zaraz za nią. Szłam trzymając się blisko Niallera. Lecz w pewnym momencie za bardzo oddaliłam się od grupy i zgubiłam się. 
- Boże... Co ja teraz zrobię? Jeżeli a tutaj zginę? Nie chcę umierać Ja jestem za młoda. - Zaczęłam panikować. Od razu opadłam na kola i schowałam twarz w dłoniach. Ja zaczęłam płakać jak małe dziecko. Byłam przerażona tym co tutaj się dzieje. - Spokojnie Grace. Tylko się uspokój. Będzie wszystko dobrze. Sprawdźmy czy jest zasięg. - wyciągnęłam telefon i uświadomiłam sobie, że niema tutaj zasięgu. - Dobra jest coraz gorzej. Muszę sprawić by ktoś mnie usłyszał. Krzyczenie nic tu nie pomoże, ale mam całą baterię w telefonie. Może włączę jakąś piosenkę i ktoś z mojej grupy mnie znajdzie. - włączyłam moją ulubioną piosenkę <Ellie Goulding - Burn>. Podgłośniłam i czekałam na cud. Po paru minutach usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Postanowiłam nie ruszać się z miejsca.
- Tutaj jestem! - wrzasnęłam z całych sił. - odnalazł mnie nauczyciel w-f 'u z mojej szkoły. Profesor szybko wyszedł ze mną z jaskini. Dostałam niezły ochrzan od nauczycieli Niallera dziewczyn. Nawet Tomlinsona poniosło i zaczął się na mnie wydzierać. Teraz wszyscy wróciliśmy do pensjonatu i mieliśmy czas wolny.

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 14

Proszę o komentarze.
 1 komentarz -> następny rozdział.
________________________________________________________________ 
*Z perspektywy Jess*
Właśnie biegłam z Gemmą na spotkanie zapoznawcze związane z wycieczką. Na tą całą wycieczkę do Polski mieliśmy jechać z jakimiś dwiema szkołami. Zorganizowano więc spotkanie na którym mieliśmy się wszyscy spotkać i właśnie byłam na nie spóźniona. Dodatkowo ta wycieczka jest jutro więc trzeba dzisiaj się ogarnąć i spakować.
- Gemma, w której to klasie jest? - biegałyśmy jak idiotki po liceum, w którym nie byłyśmy nigdy w życiu. 
- To sala numer 69...czyli powinna być gdzieś tutaj. - powiedziała dziewczyna skręcając w lewo. Zaraz jednak się wróciła i pobiegła w prawo. -Tutaj jest. - obydwie wpadłyśmy do niej.
- Przepraszamy za spóźnienie. - powiedziałam. 
- Hej dziewczyny tutaj. - Tommo pomachał nam i pokazał na dwa wolne miejsca obok niego. Szybko tam usiadłyśmy. 
- Gdzie Grace? - szturchnęłam Louisa w ramię. 
- Siedzi tam przy tablicy razem z Niallerem. 
- Gołąbeczki. - prychnęłam po czym zaczęłam rozglądać się po sali. Powoli stwierdziłam, że osoby tam siedzące nie wyglądają źle z wyglądu. Po pewnym czasie zauważyłam, że w kącie siedzi osoba, która przypominała mi kogoś. Przyjrzałam się i wiedziałam jedno... siedzi tam Ashton. Koło niego siedział chłopak, któremu pomaga Gemma w szklarni.
- Dobra to teraz może się przedstawmy. - powiedział jakiś brunet, w ogóle go nie słuchałam. Byłam bardziej zajęta w tym co muszę zabrać ze sobą. W pewnym momencie zostałam szturchnięta przez kogoś.  Przestraszyłam się i spadłam z krzesła, czym rozbawiłam wszystkie osoby tam siedzące.
- Jess, opowiedz coś o sobie. - szepnął Tommo zwijając się ze śmiechu.
- Ekhem. Ja wiem, że śmiech to zdrowie, ale nie przesadzajmy. - powiedziałam i czekałam, aż wszyscy łaskawie mnie wysłuchają. - Jestem Jessica, dla przyjaciół Jess. Dziękuję to wszystko. - skończyłam moją długą wypowiedź i czekałam na jakąkolwiek reakcję ze strony ludzi. 
- Nie powiesz nam nic więcej?
- Po co?
- Żebyśmy się czegoś dowiedzieli. 
-Ja wyznaję zasadę "lepiej sam odkryj jaka jestem, a nie ja ci będę o tym opowiadać".
- Rozumiem. To kto następny ? - ja wróciłam do swoich rozmyślań.
*Z perspektywy Grace*
Niedawno skończyło się spotkanie zapoznawcze. Teraz z dziewczynami poszłyśmy do mojego domu.One miały pomóc mi w pakowaniu się.
- Dziewczyny chcecie coś do picia? - zapytałam wpuszczając je do domu.
- A co masz? - zapytała Gemma.
- Sok pomarańczowy.
- To nalewaj nam. - powiedziała Jess. Dziewczyna szybko wbiegła do mojego pokoju. Szybko poszłam do kuchni po napoje i powędrowałam z nimi do pokoju. To co tam zastałam przekraczało ludzkie pojęcie. Zostawić je na chwilę a w moim pokoju już taki bajzel. Wszystkie moje ciuchy były porozrzucane po podłodze. Starając się zachować spokój odstawiłam na biurku kubki.
- Co to ma być? - zapytałam.
- No wybieramy ciuchy, nie?
- Jeden, dwa, trzy... - zaczęłam odliczać aby się uspokoić.
- Po co liczysz? -zapytała  Gemma oglądając jedną z moich bluzek.
- Żeby się uspokoić. - powiedziałam kończąc liczenie. Faktycznie liczenie do dziesięciu mi pomagało. Czułam  się znacznie spokojniejsza.
- A więc chyba przyniosę walizkę. - powiedziałam wychodząc z pokoju. Po paru minutach przytachałam ze sobą walizkę na kółkach. Była ona czerwona. Umieszczone były na niej rozmaite rysunki, między innymi znajdowała się tam wieża Eiffla.
- Zmieścisz się w to? - zapytała Gemma.
- Oczywiście. Ona towarzyszy mi podczas każdej podróży i zawsze mieszczę się z ubraniami i kosmetykami.
- Proponuję ci wziąć te spodnie. - Jess rzuciła we mnie ciemnymi rurkami. - Nigdy cię w nich nie widziałam, a są ładne.
- Prawdopodobnie o nich zapomniałam. Mam wiele ubrań, w których nie chodzę.
- No to z nich wybierzemy ci ubrania, które masz wziąć ze sobą. - pisnęła Gemma i wszystkie razem wzięłyśmy się za szukanie odpowiednich ubrań. Gdy wszystko było spakowane dziewczyny szybko poszły do swoich domów. Same musiały się spakować. Ja została sama.
*Z perspektywy Gemmy*
Biegłam spóźniona na lotnisko. To drugi raz gdy się spóźniam w tym tygodniu. Jeżeli się nie pośpieszę to cała grupa odleci sobie do Polski a ja zostanę tutaj. W pewnym momencie ktoś podbiegł do mnie i złapał za rączkę mojej walizki. Spojrzałam w stronę tej osoby. Nie rozpoznałam jej. Chłopak sam dźwigał swoją walizkę a jeszcze pomagał mi w ciągnięciu swojej.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Ja? Jestem Ashton. Jedziemy razem na wycieczkę do Polski. Jesteś przyjaciółką Jess, tak? Pomyślałem, że skoro ci pomogę to będzie dla mnie milsza. - nic nie powiedziałam tyko zwiększyłam tempo biegu. Po minucie byłam na miejscu. Na szczęście odprawa się nie zaczęła. Szybko odnalazłam Hazze i razem z nim stałam w ciszy czekając na odprawę. Po minutach ciągnących się w nieskończoność w końcu znalazłam się na pokładzie samolotu. Szybko zajęłam swoje miejsce przy oknie. Nie wiedziałam koło kogo siedzę, gdyż mój towarzysz nie raczył się zjawić. 
- Gemma? - usłyszałam głos George'a
- A więc ty siedzisz obok mnie? - spojrzałam w stronę chłopaka.
- Wychodzi na to, że tak. 
- No to super. - postanowiłam się trochę rozejrzeć po samolocie. Jess siedziała między Tomlinsonem a tym chłopakiem, który dzisiaj mi pomógł. Grace siedziała z Niallem, a obok nich siedziała jakaś dziewczyna. Nie kojarzyłam jej. Miejsce obok George'a nie było jeszcze zajęte. 
- Oh a więc siedzę obok ciebie. - usłyszałam ponury głos Hazzy. Odwróciłam się w stronę, z której jego głos dochodził. Okazało się, że te słowa były skierowane do osoby obok, której siedziałam.
- Spokojnie Harry, ja siedzę niedaleko. - uśmiechnęłam się do loczka. 
- Oh Gemma, a więc będziesz koło mnie. - chłopak od razu się uśmiechnął. Lot minął bez większych problemów. Teraz jechaliśmy autokarem do pensjonatu, w którym mieliśmy się zatrzymać. A więc czas na tydzień w Polsce.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 13

*Z perspektywy Grace*
Do wycieczki zostało niewiele czasu. Wszystko było już zorganizowane. Teraz trzeba było zebrać grupę uczniów. Co najwięcej 10 osób z naszego liceum. Dyrektor zażyczył sobie, żeby w tej wycieczce brały udział dwa inne licea. Teraz siedziałam na środku głównego holu i czekałam, aż ktoś łaskawie przyjdzie się zapisać. Na razie były zapełnione dwa miejsca. Zapisałam się ja i Nialler.
- Kim jestem? - ktoś podszedł do mnie od tyłu i zasłonił oczy.
- Niall?
- Bingo!
- Co ty tu robisz?
- Pomyślałem, że musisz być strasznie głodna, skoro siedzisz tutaj cały czas. Więc postanowiłem przynieść ci jakieś jedzenie ze stołówki. - chłopak podał mi mały pakunek. Otworzyłam go i uśmiechnęłam się. Horan naprawdę o mnie dbał. Dokładnie wiedział co lubię jeść, a czego nie.
- Dziękuję. Niall, nakarmisz mnie? - wypaliłam nagle. Chłopak zrobił się czerwony na twarzy. Sama nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą powiedziałam. - S-spokojnie t-tylko żartowałam. - spuściłam wzrok. Chłopak nagle wyrwał mi mój pakunek. Wyjął z niego plastikowe pudełeczko i widelec. Otworzył pojemnik i naprał trochę sałatki na sztuciec. Przyłożył mi go do ust.
- Smacznego. - powiedział. Szybko zjadłam to co było na widelcu.
- Nie musisz mnie karmić...
- Ale mi to nie przeszkadza.
- Mogę zrobić to sama.
- Spokojnie, ja chcę cię nakarmić.
- Ale to jest... trochę... jakby to powiedzieć... - nie wiedziałam jakiego słowa użyć.
- Jest to z pewnością krępujące i zawstydzające... ale skoro oboje się lubimy to chyba nie jest w karmieniu ciebie nic złego, nie?
- Ja też nie widzę w tym problemu. - zaśmiałam się. Nialler skończył karmienie mnie, on poszedł się przejść, a ja wróciłam do czekania, aż ktoś przybędzie i zapisze się na wycieczkę.
*Z perspektywy Jess*
Właśnie dotarłam do szkoły. Kolejny dzień Tomlinson przywiózł mnie do niej. Aktualnie wszystkie lekcje się skończyły. Lou czekał na mnie na korytarzu. 
- To możemy iść? - zapytałam.
- Jest bardzo ważna rzecz, którą musimy zrobić.
- Mianowicie?
- Idziemy się zapisać na tą całą wycieczkę do Polski. 
- Ja mam tam pojechać? Z tobą? 
- Tak. 
- I co może w samolocie będziemy siedzieć obok siebie?
- Dokładnie tak.
- Oczywiście i co dalej, wspólny pokój? - wycedziłam przez zęby.
- Mi się ta opcja podoba. 
- Zapomnij. 
- O patrz, tam jest Grace. To ona przyjmuje zapisy. - uśmiechnął się. - Hej Gracee! - dziewczyna się odwróciła. Lou gestem pokazał jej, żeby podeszła. 
- Co chcecie?
- Ja nic nie chcę. - powiedziałam. 
- Zapisz mnie i Jess na tą wycieczkę do Polski.
- Naprawdę chcecie jechać? - dziewczyna jest naprawdę szczęśliwa. Już miałam się sprzeciwić, ale Tommo zatkał mi ręką usta.
- Tak chcemy. Kto jeszcze jedzie?
- Aktualnie to wy, ja, Horan i Gemma. Staramy się namówić jeszcze Zayna, Hazze i Liama.
- Aha, to my już pójdziemy. - powiedział Louis. Wyszłam z chłopakiem ze szkoły. Cały czas byłam wściekła na niego. Znacznie się od niego oddaliłam. Postanowiłam sama wrócić do domu.
- Gdzie panienka się wybiera? - usłyszałam głos tego idioty.
- Do domu. - odpowiedziałam.
- Ale nie tam zostawiłem skuter. - wskazał palcem stronę, w którą szłam.
- Co ty nie powiesz? Wolę wrócić na piechotę. 
- Jess, nie każ mi użyć siły. - chłopak podszedł do mnie. Ja odruchowo zaczęłam się cofać i potknęłam się. Upadłam na ziemię. Chłopak od razu podniósł mnie i wziął na ręce. - Wszystko w porządku?
- Tak. Mogę iść sama.
- Ale wtedy uciekniesz i nie odwiozę cię do domu. - powiedział. Poszedł ze mną w stronę skutera. Posadził mnie na nim po czym założył mi kask na głowę. Sam po chwili usiadł i ruszył. 
*Z perspektywy Gemmy*
Teraz, przez Harrego i jego błotną maseczkę, jestem chora. To zwykłe przeziębienie. Jednak muszę siedzieć w domu i modlić się, żeby szybko wyzdrowieć.  W końcu za jakieś 15 dni jest ta cała wycieczka do Polski, na którą Grace mnie zapisała. Teraz grzałam się na kanapie z gorącym kubkiem z knora. Czekałam na mamę, która za jakiś czas powinna wrócić z pracy.
- Chyba powinnam sobie zmierzyć temperaturę. - wymamrotałam. Powoli wstałam, podeszłam do szafki i wzięłam termometr do ręki. Wróciłam na miejsce .  Szybko otuliłam się kocem. Po pewnym czasie sprawdziłam temperaturę. - prawie 38 stopni. Zabiję Hazze. - w tym momencie ktoś zapukał do drzwi. - kogo tu do mnie niesie? - poczłapałam otworzyć. O wilku mowa. Przed drzwiami stał sam Styles. 
- Jak się czujesz? - zapytał. 
- Źle.
- Przepraszam, to przeze mnie. 
- Co się stało to się nie odstanie. Wejdź. - powiedziałam i wpuściłam chłopaka do domu. Gdy zdjął buty, zaprosiłam go gestem ręki do salonu. Tam dość długo gadaliśmy. Harry zrobił mi nawet obiad. Tak na marginesie to całkiem niezły z niego kucharz. Moja rodzina, jak na razie nie raczyła zjawić się w domu. Harry postanowił siedzieć ze mną dopóki oni nie przyjdą. Po godzinie siedzenia i oglądania TV, ktoś zapukał do drzwi.
- Czyży to byli moi rodzice? - powiedziałam i chciałam otworzyć drzwi.
- Ja otworze. - chłopak szybko wstanął i pobiegł na korytarz. - Gemma, kolega do ciebie. - powiedział wchodząc do salonu z Georgem.
- Cześć. - powiedziałam lekko zdziwiona. - Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Od twoich znajomych w szkole się dowiedziałem. Poza tym bardzo się martwiłem, gdy nie przyszłaś mi pomóc. Masz tutaj masz kwiaty.
- Dziękuje, Harry wstawisz je do wazonu? - zapytałam chłopaka. On tylko potwierdził skinieniem głowy.
- Ja muszę już iść, ale na pewno jeszcze cię odwiedzę. Nie musisz mnie odprowadzać. Odpoczywaj. 
- Cześć. - pożegnałam się z chłopakiem. Teraz wróciłam do rozmowy z Harrym i czekania na powrót rodziców.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 12

Witajcie! Ostatni mam dziwny napływ weny, tylko nie chce mi się klikać na klawisze klawiatury i pisać. Liczę na komentarze bo to one motywują mnie do pisania.
Zapraszam do czytania
___________________________________________________

*Z perspektywy Jess*
Dzisiaj jest wspaniała pogoda. Zachmurzone niebo i deszcz zalewające ulice. Tak właśnie kocham taką pogodę. Inni jej nienawidzą a ja wprost uwielbiam. Spałam wyjątkowo długo bo aż do godziny 07:34. To jak na moją osobę bardzo długo. Na pewno pobiłam jakiś swój rekord, czy coś w tym rodzaju... W każdym razie mamy weekend. Co oznacza, że muszę iść na mecz Tomlinsona i trochę się z niego pośmiać.
- Kochanie, ktoś przyszedł cię odwiedzić. - usłyszałam głos mamy.
- Już idę. - byłam pewna, że to Grace albo Gemma. Założyłam kapcie i pobiegłam na korytarz w samej piżamce. 
- Oh...- usłyszałam gdy pojawiłam się na miejscu. - Czyżbyś to dla mnie się tak wystroiła. - ten głos mógł należeć tylko do jednej osoby. 
- Co ty tu robisz? - zapytałam się cofając parę kroków do tyłu.
- Mam coś dla ciebie. 
- Co?
- Proszę. - chłopak wręczył mi koszulkę piłkarską z numerem 6 i jego nazwiskiem. 
- Dziękuję. 
- Załóż ją na dzisiejszy mecz i kibicuj mi. Chcę mieć swoją pierwszą fankę w mojej koszulce. - nie wierzę. Louis William Tomlinson był cały czerwony na twarzy. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Nie byłam w stanie powiedzieć niczego gdy zobaczyłam jego wyraz twarzy. Starał się uniknąć kontaktu wzrokowego ze mną. Bawił się nerwowo swoimi palcami. Krótko mówiąc był zmieszany.  Zachichotałam cichutko, lecz on to słyszał. Spojrzał się na mnie. Nagle usłyszałam kroki... charakterystyczne kroki.
- Dobra koniec randkowania, kończymy imprezę. Jest godzina ósma rano. Młody człowieku o tej godzinie po ciężkim tygodniu pracy powinno się odpoczywać. A teraz zmiataj.  - mój tata wygłosił swoją filozoficzną mowę i już chciał odejść, ale Tommo musiał mu oczywiście przeszkodzić. 
- Przepraszam, za moje niegrzeczne zachowanie, nawet się nie przedstawiłem... ba nawet się nie przywitałem. A więc zacznijmy jeszcze raz. Dzień dobry, nazywam się Louis Tomlinson... chodzę z pańską córką do jednej szkoły. Przepraszam za tak wczesne najście, ale koniecznie musiałem porozmawiać z Jess... - chłopak podał swoją rękę mojemu ojcu, a ten ją uściskał. 
- Miło mi cię poznać. - mój tata ziewną i wrócił do łóżka.
- Dobra, o której jest ten mecz?
- Dzisiaj o 10. Za pół godziny muszę tam być.
- Idę z tobą. Daj mi 20 minut.
- 10.
- 15 i ani minuty mniej. 
- Dobrze. 
- Chodź poczekasz w moim pokoju. - powiedziałam i zaprowadziłam go do małej, ale przytulnej klitki. Ja w tym czasie wyciągnęłam z szafy odpowiednie ubranie, zadając wcześniej szereg pytań na temat temperatury powietrza. Wyszło na to, że mimo pada deszcz to jest całkiem ciepło. Potem pobiegłam do łazienki ogarnąć się. Wyszłam ubrana w krótkie jeansowe spodenki, bluzkę bejsbolówkę i ciemne zakolanówki. Schowałam do kieszeni telefon. Bluzkę, którą dostałam od Tommo, wrzuciłam do torby. 
- Wow. - odwróciłam się w stronę Louisa. Dopiero wtedy zauważyłam, że chłopak patrzy się na mnie. Wywróciłam oczami i pomachałam mu ręką przed głową. - Co jest? - zapytał obudzony z transu. 
- Nic. Idziemy?
- Tak. Ładnie wyglądasz. - powiedział odwracając wzrok. Razem ruszyliśmy na trening. 
*Z perspektywy Grace*
Właśnie zaczął się mecz. Siedziałam razem z Gemmą i Jess na trybunach. Wszystkie zagorzale kibicowałyśmy naszej szkolnej drużynie. Wczoraj pisałam z Niallem przez pół nocy i chłopak obiecał mi ze strzeli dla mnie bramkę. Na razie gra szła całkiem gładko... Wygrywaliśmy paroma punktami.  W przerwie meczu, razem z dziewczynami, ruszyłam aby pogadać chwilę z chłopakami. 
- Świetnie gracie. - powiedziałam podchodząc do Niallera, chłopak objął mnie ramieniem. 
- To dlatego, że kibicujecie nam. - powiedział Niall.
- Hej Jess, dlaczego nie masz na sobie koszulki ode mnie? - zapytał Tommo. Wszyscy z ciekawością spojrzeli na dziewczynę. 
- To ja miałam w niej chodzić? - dziewczyna udała zdziwienie. 
- Tak miałaś ją założyć. 
- Ale ja teraz nie mam jej przy sobie...
- Nie gadaj głupot. Widziałem jak ją chowasz do tej torby. - chłopak wskazał na torbę wiszącą na ramieniu dziewczyny. - Czy ja mam ci pomóc ją założyć. - chłopak wyrwał dziewczynie torbę, wyjął bluzkę i oboje zaczęli się szarpać. Wszyscy ich zignorowali. 
- Niall, jak ci idzie zdobycie bramki dla mnie? - zagadnęłam do blondynka.
- Pracuję nad tym. - chłopak podrapał się nerwowo po głowie. 
- Nie czas na gadanie. Wchodzimy na boisko. - bąknął Harry.
- Dobra to my idziemy. Po meczu uczcimy wasze zwycięstwo... - powiedziała Gemma. 
- ... albo przegraną. - mruknęła Jess. 
- Będziemy czekać na was po meczu. - powiedziałam i szybko wróciłyśmy na swoje miejsca.
*Z perspektywy Gemmy*
Okazało się, że chłopcy wygrali. Wszyscy poszliśmy na pizzę. Tam oczywiście było tak jak zawsze. Jess kłóciła się z Lou, Nialler i Grace słodzili sobie nawzajem. Tylko ja i Harry nic nie mówiliśmy. Czasami tylko spojrzałam na chłopaka ukradkiem. W końcu pizza przyszła. Każdy zaczął się nią zajadać. Gdy postawiłam przed Harrym jego porcję, nawet się na nią nie spojrzał. Zirytował mnie tym. Postanowiłam coś z tym zrobić. Nałożyłam na łyżeczkę sosu czosnkowego, i rzuciłam nim w Hazze. 
- Co jest?! - chłopak od razu zareagował. Reszta zaczęła się z niego śmiać. - Co to jest? - starł sobie sos z policzka. - Gemma?
- Słucham?
- Pożałujesz na niego. - chłopak wstał i podniósł mnie siłą.
- Co ty robisz? - nie usłyszałam odpowiedzi. Zostałam tylko przerzucona przez ramię chłopaka. 
- Dziewczyny weźcie rzeczy Gemmy. - powiedział wychodząc. 
- Gdzie ty mnie niesiesz? - zapytałam.
- ...
- Może mi odpowiesz?
- ...
- Super nie odzywaj się do mnie. - niósł mnie przez pół miasta. Ludzie patrzyli się na nas jak na idiotów. Na dodatek cały dzień padał deszcz i zmokły mi całe plecy. Zastanawiam się gdzie mnie niesie i co chce mi zrobić. Przez całą drogę się nie odzywał do mnie, a ja zalewałam go milionami pytań. W pewnym momencie chłopak zatrzymał się. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że stoimy przed jego domem. Nagle chłopak "zdjął" mnie ze swojego ramienia i rzucił prosto w błoto. 
- Zrobię ci maseczkę z błotka. - powiedział. Zrobił tak jak powiedział.
- Styles, jestem cała brudna starczy.. - powiedziałam. Hazz wyjątkowo mnie posłuchał. Pomógł mi wstać i weszliśmy do jego domu. Tam udostępnił mi łazienkę. Dał mi swoje dresy i koszulkę. Potem chwilę pogadaliśmy i wróciłam do domu.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 11

Moi drodzy... oto 69 post na tym blogu  ;> Hazza czuwa 
Liczę na komentarze.
Zapraszam do czytania :)
______________________________________________________________
 
*Z perspektywy Jess*
Przed godziną 7:00 wstałam i zaczęłam się ogarnąć. Szybko umyłam włosy i pośpiesznie je wysuszyłam. Tata- ratownik medyczny - zmienił mi opatrunek na skręconej kostce. Przebrałam się w mundurek wzięłam torbę i poszłam, a raczej pokuśtykałam, do szkoły. Przed blokiem zauważyłam znajomy skuter. Pomyślałam jedno - trzeba jak najszybciej iść, żeby właściciel skutera mnie nie zobaczył. Niestety na moje szczęście musiał mnie zauważyć.
- Hej, Jess! Dokąd się spieszysz? - podbiegł do mnie Lou.
- Emmm... do szkoły? - zrobiłam głupią minę i ruszyłam dalej. Moje plany zniweczył Tomlinson. Złapał mnie za ramię i odwrócił do siebie.
- Zawiozę cię. Tak jak obiecałem.
- Nie potrzebuję twojej pomocy.
- Myślę, że potrzebujesz. - spojrzał na moją kostkę. 
- Nie sądzę. 
- Gdzieś mam twoje zdanie. - chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię. Nie miałam ochoty mu się sprzeciwiać. - Nie masz zamiaru protestować, kopać, wierzgać?
- Po co? To i tak by nic nie dało.
- W sumie to masz rację. To by nic nie dało. - chłopak postawił mnie obok swojego skutera i podał mi kask. - Zakładaj.
- Nie będę jechać na skuterze w spódnicy.
- Ostatnio jechałaś.
- Ale było wtedy ciemno.
- Nie pier... znaczy się skończ z tymi z bzdurami, tylko zakładaj kask i wsiadaj. - jego ton głosu był przerażająco przekonujący. Wykonałam jego polecenia i pojechaliśmy. 
- Jeżeli będzie ci wygodniej, to możesz trzymać się mnie. - powiedział Lou. Ja tylko prychnęłam. Gdy dotarliśmy na miejsce zaparkowaliśmy. Zdjęłam kask i podałam go Louisowi. Szybko poszłam w stronę szkoły. Tommo szybko do mnie podbiegł.
- Pomogę ci nieść torbę. - powiedział, i wyrwał mi ją. - I pomogę ci wejść po schodach. - złapał mnie pod ramionami i wniósł mnie po schodach prowadzących do szkoły. 
- Nie musisz mi pomagać. 
- Ale ja chcę.
- Skoro chcesz... to mogę cię trochę wykorzystać?
- Jeżeli tylko chcesz. - chłopak się uśmiechnął. Resztę dnia Tomlinson nosił za mnie książki i pomagał mi w prostych rzeczach. Przegięłam lekko. Zaczęłam czuć wyrzuty sumienia.
- Louis? Możemy pogadać. - podeszłam do niego i do grupki jego fanek. Tak miał "fanki". Wiele dziewczyn leciało na niego. Nie wiem co w nim widziały, ale jednak jakieś się znalazły.
- Nie widzisz, że my z nim rozmawiamy? - warknęła jedna.
- Nie nazwałabym rozmową wiecznego chichotu i tych całych pisków gdy on się odezwie. 
- Z tobą zawsze mogę porozmawiać.
- Nie widzisz, że ona cię wykorzystuje? - warknęła kolejna.
- Właśnie o tym chcę z nim porozmawiać. - powiedziałam i wyciągnęłam Tomlinsona z tej grupy. Poszłam z nim w bardziej ustronne miejsce. 
- Słucham? - zapytał.
- No więc ja...- przełknęłam ślinę. - Przepraszam...- źrenice chłopaka znacznie się powiększyły.
- Z-za co mnie przepraszasz?
- Wykorzystywałam cię i to nie było w porządku.
- Wiem, że mnie wykorzystywałaś. Ale dla ciebie wszystko. Poza tym dzisiaj po zajęciach mam ostatni ważny trening w nogę i będzie mecz. Chciałbym żebyś przyszła na mecz i na ten trening. 
- Na trening mogę przyjść, a jeżeli chodzi o mecz, to się zastanowię. 
- Mam nadzieję, że będziesz mi kibicować. 
- Pff.. jeszcze czego. Ja będę dopingować przeciwną drużynę. - Louis się zaśmiał i odszedł do zniecierpliwionych fanek. Ja postanowiłam poszukać dziewczyn.
*Z perspektywy Grace*
Dzisiaj w szkole zostałam poinformowana, że należę do komitetu odpowiedzialnego, za organizowanie wycieczek szkolnych. Niedługo mieliśmy zorganizować wycieczkę międzyszkolną za granicę. Świetnie teraz muszę zostawać po lekcjach. Kochani nauczyciele jak zawsze wkopali mnie w coś, gdy nie ma ochotników do pomocy. Teraz właśnie siedzę na jednym spotkaniu. Przysłuchuję się rozmowom i zastanawiam się czy przez przypadek nie pogryzą się tam. W skrócie: każdy kłóci się o to gdzie mamy pojechać. 
- Hej Grace. - z rozmyślań wyrwała mnie jakaś dziewczyna w okularach.
- Słucham?
- Gdzie ty byś pojechała?
- Jakby się tak zastanowić to... może Polska...
- Przecież tam nic nie ma ciekawego. - powiedział przewodniczący komitetu.
- Są tam piękne góry.
- Poza tym opłaca się nam jechać do Polski. - powiedział skarbnik.
- Wolę jechać do Hiszpanii... tam jest dwa razy ładniej i...
- I byliśmy już tam w tamtym roku. - powiedziałam zirytowana. - Większość uczniów jeździ na wakacje do Hiszpanii, a tutaj zrobimy im możliwość pojechania do kraju do którego nigdy by nie pojechali.
- No to postanowione. Jedziemy do Polski... tylko konkretnie gdzie? - wszyscy przystali na mój, no prawie wszyscy... przewodniczący komitetu cały czas upierał się przy Hiszpanii.
- Może góry? Tam są ładne góry. - powiedziałam.
- Tak. - nie ważne co powiedziałam wszyscy się ze mną zgadzali. Gdy spotkanie się skończyło w trybie natychmiastowym wyszłam ze szkoły. Nie miałam ochoty siedzieć w niej dłużej. Wychodząc zobaczyła Nialla siedzącego na ławce. Od razu do niego podeszłam.
- Czyżbyś czekał na kogoś? - zapytałam
- Może...- powiedział wstając. Złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę bramy szkolnej.
- Dzisiaj w ogóle ze sobą nie gadaliśmy...
- Miałem małe urwanie głowy związane z meczem i przedstawieniem. 
- Rozumiem.
- Wiesz, Grace, potrzebuję wsparcia duchowego na meczu i tak się pytam... czy chciałabyś przyjść na mecz w sobotę.
- Z przyjemnością. - powiedziałam. 
*Z perspektywy Gemmy*
Jestem spóźniona. Całkowicie zapomniałam o swoich obowiązkach w szkolnej szklarni na dachu. Jess oczywiście musiała mnie zatrzymać i zacząć ze mną szalenie interesującą dyskusję o tym, że jej tata powiedział, że nie  będzie jej zawozić do szkoły. Teraz wbiegałam po schodach na dach. I tak miałam 20 minut spóźnienia. Pewnie George był na mnie wściekły. Otwierając drzwi prowadzące na dach szkolny wpadłam na kogoś. To był oczywiście George. 
- Przepraszam, że się spóźniłam. - powiedziałam.
- Nic nie szkodzi, właśnie wychodziłem poszukać cię, ale chyba nie muszę już tego robić. 
- Co mam zrobić? 
- Właściwie to nic. Już sam wszystko zrobiłem. Ale chciałem ci coś dać. - chłopak zaprowadził mnie do szklarni. Podszedł do stolika stojącego na środku i wziął  mały bukiecik kwiatów. Podszedł do mnie i dał mi je.
- Nie musiałeś. - zarumieniłam się. 
- Pomyślałem, że byłoby fajnie gdybym dał ci trochę pięknych kwiatów...
- Dziękuję. - podeszłam do chłopaka i go przytuliłam. Staliśmy w uścisku dłuższą chwilę. 
- Może cię odprowadzić?
- Jasne. - powiedziałam i razem zeszliśmy na parter. Tam spotkaliśmy Hazze.
- Hej Gemma. Odprowadzić cię? - zapytał podchodząc.
- Wracam do domu z nim. Może jutro razem wrócimy. - powiedziałam uśmiechając cię szeroko. - Tak w ogóle to może bym was sobie przedstawiła. Harry to jest George, George to jest Harry. 
- Miło mi. - powiedział beznamiętnie Harry. 
- Mnie również. - chłopcy podali sobie ręce. - Gemma, chodźmy już. - powiedział George i wyszłam razem z nim ze szkoły.

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 10

Przepraszam za to, że tak długo rozdział się nie pojawił. W połowie pisania straciłam wenę i dopiero po pewnym czasie dokończyłam .
Zapraszam do czytania.
_____________________________________

*Z perspektywy Gemmy*
 Cały wczorajszy dzień przesiedziałam z George'm. Miło było spędzić z nim trochę czasu. Przed chwilą weszłam do szkoły. Przechodząc przez korytarz główny zostałam przewrócona przez Jess. Potem razem z nią usiadłyśmy na ławce na przeciwko gabinetu dyrektora. Nagle zauważyłam znajomą twarz wychodzącą z gabinetu dyrektora. To był Georg. Wstałam i podeszłam do niego, aby się przywitać.
- Siemka. - Uśmiechnęłam się do niego.
- O cześć Gemma.
- Co ty tutaj robisz?
- A rozmawiałem z dyrektorem o mojej pomocy nad roślinami w szkole.
- Już nie będziesz pomagać? - Zdziwiłam się, przecież on uwielbiał to robić.
- Nie, nadal będę pomagać tylko, że teraz codziennie.
- Czyli na której godzinie mam się pojawić ?
- Znam twój cały plan i będę przychodził na twoje ostatnie godziny.
- No to spoko. To do dzisiaj. - Uśmiechnęłam się do chłopaka i wróciłam do Jess.
- Kto to był? - To było pierwsze pytanie od Jess.
- Razem z nim opiekuję się szklarnią szkolną. Poznałam się z nim na randce w ciemno.
- Rozumiem. - Powiedziała dziewczyna. - A więc życzę powodzenia.
- W czym mi życzysz powodzenia?
- Jak skończyłaś rozmowę z tym chłopakiem i jak się odwróciłaś on był strasznie zarumieniony.
- Nie gadaj bzdur - odwróciłam się na pięcie i szybko uciekłam. W sumie to ten cały Georg był całkiem przystojny i miły. Na dodatek tak słodko się uśmiecha Boże o czym ja myślę. Lepiej się pośpieszę bo zaraz spóźnię się na zajęcia sportowe. 
*Z perspektywy Jess*
Dzisiaj po zajęciach miałam zamiar trenować sama. Niestety widziała Ashtona czekającego na nią przed szkołą pod koniec zajęć. Dzisiaj na dodatek kończyłam ostatnia zajęcia. Musiałam znaleźć jakiś sposób żeby go nie spotkać. Idąc do sali gimnastycznej spotkałam Tomlinsona. Od razu wpadłam na genialny pomysł.
- Heej Lou. Mam do ciebie sprawę. - podeszłam do niego i zrobiłam maślane oczy. Chłopak lekko się zarumienił. 
- Co chcesz? - zapytał
- Bo wiesz, Ashton tutaj cały czas siedzi i...
- I potrzebujesz mojej pomocy? Spoko odprowadzę cię pod blok, tylko poczekaj bo muszę pójść zanieść papiery i możemy iść.
- NIeee. Ja musze potrenować jeszcze godzinę. - uśmiechnęłam się
- No dobra zostanę na treningu drużyny koszykówki.
- Sama trenuję. - powiedziałam drapiąc się w tył głowy. 
- To sobie pogram z tobą. 
- To widzimy się na boisku. - uśmiechnęłam się i pobiegłam w stronę sali gimnastycznej. Tam szybko przebrałam się i pobiegłam na boisko od koszykówki. Tam wzięłam piłkę i zaczęłam rzucać do kosza. Po jakimś czasie przyszedł do mnie Lou. 
- To co robimy? - zapytał podchodząc do mnie i zawieszając się na mnie.
- To może by tak rzucanie do kosza? - zrobiłam głupią minę i zabrałam Tommo piłkę. Rzucaliśmy piłkę cały czas i wygłupialiśmy się. Było całkiem przyjemnie. Niestety przy robieniu dwutaktu krzywo postawiłam nogę i wywróciłam się. 
- Hej Jess, co się stało?! - Tomlinson od razu zareagował.
- Nie mogę wstać. - powiedziałam patrząc na niego. 
- Zaraz cię podniosę i pójdziemy do pielęgniarki. Powinna jeszcze być. - chłopak podniósł mnie i poszedł ze mną w kierunku gabinetu pielęgniarki. 
- Dziękuję. - powiedziałam do pielęgniarki. 
- Odprowadzę cię do domu. 
- Spoko, ale najpierw się przebiorę. 
- Może ci pomóc?
- Nie, poradzę sobie. - chłopak rozczarowany powiedział, że będzie czekać przed szkołą. Ja szybko przebrałam się w szatni i wyszłam przed szkołę. Tommo czekał na mnie.
- Grzebałaś się  - uśmiechnął się do mnie.
- Trudno. - chłopak podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. - Co ty wyprawiasz?
- Masz skręconą kostkę. Lepiej będzie jeżeli cię zaniosę. A i jutro przyjadę po ciebie.
- Po co?
- Ktoś cię musi zawieść do szkoły. - uśmiechnął się a ja się zarumieniłam. 
*Z perspektywy Grace*
Dzisiaj razem z Horanem poszliśmy na spotkanie mojego fanclubu. Horan postanowił odejść od klubu. Mieliśmy małe problemy z członkami, ale Nialler w jakiś sposób przestał być członkiem tego żenującego klubu. 
- Dzięki, że mnie odprowadzasz. - powiedziałam
- Nie ma za co.  Wiesz może przejdziemy się po drodze do kina?
- Czy ty proponujesz mi randkę ?
- No chyba, w sumie to sam nie wiem. - Niall zrobił się cały czerwony.
- No to na jaki film mnie dzisiaj zabierzesz? - wtuliłam się do jego ramienia.
- Nie wiem co grają, ale coś się wybierze.. - powiedział Niall i poszliśmy w stronę kina. Gdy doszliśmy na miejsce od razu sprawdziliśmy jakie filmy będą grane. Okazało się, że za 15 minut będą grać jeden z moich ulubionych horrorów. "Władca lalek kontra demoniczne zabawki". Uwielbiałam wszystkie filmy z serii "Władca lalek". Od razu zaciągnęłam Nialla do kolejki po bilety. Po seansie wyszłam bardzo zadowolona. Film był wspaniały.
- Co s-sądzisz o filmie? - powiedział Niall drżącym głosem.
- Jest genialny. - chłopak co jakiś czas drżał i nerwowo rozglądał się po okolicy. - Niall czy ty się boisz?
- N-nie w...w ogóle...
- Właśnie widzę. Odprowadzić, cię do domu. - zaśmiała się dziewczyna.
- Nie, to ja jestem mężczyzną. - powiedział i wziął mnie pod rękę. Odprowadził mnie do domu po czym poszedł do domu.

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 9

*Z perspektywy Gemmy*
 Właśnie powoli zmierzałam do szkoły. Wczoraj był ten durny festyn, na którym poszłam na tą randkę w ciemno. W końcu dotarłam pod mury mojej szkoły. Ledwo weszłam do niej, a usłyszałam komunikat z głośników szkolnych : "Gemma XYZ*, proszona do pokoju nauczycielskiego". Co ja zrobiłam? Przecież w tym tygodniu byłam wyjątkowo grzeczna. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę pokoju spotkań naszych kochanych pedagogów. Zadziwiające było to, że Jess jeszcze się na mnie nie rzuciła. Po dotarciu przed to przeklęte pomieszczenie zapukałam kilka razy.
- Proszę wejść - usłyszałam męski głos.
- Dzień dobry, byłam wzywana.
- Wyznaczyłem ciebie, abyś pomogła w zadbaniu o szkolną szklarnię. - Powiedział znienawidzony nauczyciel biologii.
- To my mamy w szkole szklarnię? - zapytałam podnosząc jedną brew do góry.
- Tak mamy, znajduje się ona na dachu szkoły, gdzie uczniowie wstępu nie mają. Od dzisiaj co tydzień będziesz tam pomagać. 
- Zrozumiałam. Ale pytanie, czy ja mam na wszystkich lekcjach tam siedzieć?
- Dzisiaj wyjątkowo tak. Za tydzień zostaniesz zwolniona tylko z dwóch lekcji.
- Zrozumiałam to idę tam. 
- Poczekaj, zaprowadzę cię tam. 
- Jak pan musi. - powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów prowadzących na dach. Po dotarciu na miejsce nauczyciel kazał mi chwilę poczekać, na osobę pomagającą w szklarni. Usiadłam po turecku naprzeciwko wejścia do szklarni i czekałam. Minęło jakieś 20 minut zanim ten pomocnik łaskawie się zjawił. 
- Hej, jestem George. Od tej chwili będziemy razem pracować. - ten głos mi coś przypomina, wstałam i odwróciłam się w stronę chłopaka, aby zobaczyć jak wygląda. Zamarłam, ten chłopak to... - Gemma? Co ty tutaj robisz? 
- Najwyraźniej mam ci pomagać w szklarni. Pytanie brzmi co ty tutaj robisz? Przecież nie jesteś uczniem naszej szkoły. 
- Faktycznie nim niie jestem, ale dyrektor to mój chrzestny i poprosił mnie o małą pomoc. Raz w tygodniu dam o roślinność w tej szkole. 
- Hehe - nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować, przecież wczoraj byłam z nim na randce w ciemno.
- Nie uważasz, że to przeznaczenie? - nagle wypalił
- Nie bardzo wiem o co ci chodzi. Zacznijmy już pracować. - odpowiedziałam zmieszana i weszłam do szklarni.
*Z perspektywy Jess*
Gemma przez cały dzisiejszy dzień pomagała w szklarni. Teraz moje wszystkie zajęcia się skończyły i właśnie zmierzałam do bramy szkolnej. Znajdował się tam podejrzany tłum dziewczyn z naszej szkoły, który uniemożliwiał. mi wyjście ze szkoły.
- Proszę się rozejść. - powiedziałam 
- Nie rozkazuj nam! - warknęła jakaś dziewczyna
- Właśnie, my tutaj prowadzimy bardzo ważną dyskusję. - dodała inna.
- Nie obchodzi mnie to, jak koniecznie chcecie sobie dyskutować to przenieście się gdzieś indziej.
- Ale nie możemy.
- Niby czemu.
- Bo on powiedział, że się stąd nie ruszy, dopóki pewna dziewczyna nie wyjdzie.
- Przepuście mnie. - zirytowałam się ich zachowaniem. Jakimś cudem zdołałam się przepchać do centrum tego zgromadzenia. Stało tam dwóch chłopaków.
- Możecie przenieść się gdzieś indziej? - zapytałam nie patrząc w ich stonę.
- O Jessica, w końcu wyszłaś ze szkoły. - skąd zna moje imię, spojrzałam w jego stronę i...
- Ashton? CO ty tu robisz?
- Czekam na ciebie.
- Na tą Mademoiselle czekaliśmy? - odezwał się ten drugi
- Tak.
- Ty musisz być koleżanką Grace? - odezwał się drugi 
- Taa.
- To znaczy, że ona chodzi tutaj do szkoły?
- Tak.
- To na nią poczekam. - odezwał się Ashton
- Dobrze. A więc Jess...
- Tak mogą mówić na mnie przyjaciele, dla ciebie to ja jestem "Jessica"
- Nadal jesteś na mnie zła?
- Oczywiście. A teraz żegnam. - powiedziałam wymijając go. Reszta dziewczyn była pewnie oszołomiona całym zajściem.
- Jess, znaczy Jessica... poczekaj na mnie! 
- Niby po co?
- Chcę cię odprowadzić do domu. 
- Nie dzięki.
- Jess! - usłyszałam ten irytujący głos za sobą, jeszcze jego mi tu brakowało. - Mam pomysł na kolejny zakład.
- Nie mam czasu, na twoje zakłady. Mam ważniejsze rzeczy na głowie. - powiedziałam odwracając się w stronę Tomlinsona, który stał za mną.
- Na przykład jakie?
- Jak się pozbyć tego gościa. - wskazałam kciukiem na Ashtona.
- Jesteś nie miła. - bąknął Ashton.
- Pomóc ci - zapytał Lou
- Coś czuję, że twoja pomoc okaże się zbędna. 
- Jess, wracamy dzisiaj razem. Tylko we dwoje, bez żadnych innych ludzi. - powiedział Lou i złapał mnie za dłoń.
-  Nie ona idzie ze mną. - Ashton złapał moją drugą dłoń.
- Wydaje mi się, że pójdę sama. - wyrwałam się chłopakom i pobiegłam prosto przed siebie. Szybko zgubiłam tę dwójkę po czym powolnym krokiem ruszyłam prosto do domu.
*Z perspektywy Grace*
Dzisiaj musiałam wyjść trochę później bo musiałam rozwiesić w stołówce nowe menu. Po szkole umówiłam się z Niallem, na naukę gry na gitarze. Chłopak miał na mnie czekać przed szkołą.
- Mademoiselle! - usłyszałam nagle na dziedzińcu szkoły, błagam tylko nie on. 
- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem tutaj z kolegą do takiej Jess i okazało się, że jesteś jej koleżanką i pomyślałem sobie, że fajnie znowu będzie cię zobaczyć.
- Super. - wyminęłam go.
- Gdzie się wybierasz, Mademoiselle?
- Niech cię to nie interesuje.
- Dlaczego jesteś taka oziębła, Mademoiselle?
- Posłuchaj. - zatrzymałam się. - Nie mam teraz czasu na rozmowy z tobą. - poszłam w stronę wyjścia ze szkoły.
- Gdzie się tak śpieszysz, Mademoiselle? - chłopak nie dawał za wygraną.
- Jestem umówiona z kimś. - odparłam ozięble.
- Czy to chłopak, Mademoiselle?
- Tak.
- A więc będę musiał walczyć o serce mojej kochanej Grace. 
- Co mają znaczyć słowa "będę musiał walczyć o serce mojej kochanej Grace"? - nagle przed nami pojawił się Nialler.
- Przybyłeś w najlepszym momencie. - odetchnęłam z ulgą i szybko schowałam się za Horanem. 
- Oh, to ty jesteś wybrankiem mojej Grace? Jakoś za specjalnie nie wyglądasz. Może ona spotyka się z tobą z litości?
- Po pierwsze Grace nie jest rzeczą, a więc nie może być twoja. Po drugie mój wygląd nie ma nic do rzeczy...
- Po trzecie ja i Niall jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i nie spotykam się z nim z litości. - dokończyłam po czym złapałam się ramienia Nialla i pociągnęłam go w stronę wyjścia ze szkoły.
___________________________________________________________
Boże dzisiaj było tak wiele wejść, bo ponad 100, a to wszystko dzięki mojej przyjaciółce. Dziękuję :*

* XYZ nie miałam pomysły na nazwisko Gemmy xd

Mile widziane komentarze ;3

Jej *_*

Jak już mówiłam zamówiłam zwiastun opowiadania Love??  a oto i on : http://www.youtube.com/watch?v=Eak2RV7yGz0

Dziękuję  ze strony http://zwiastuny-na-blogi.blogspot.com/

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 8

*Z perspektywy Grace*
Od dyskoteki minęło trochę czasu. Ostatnio grzebiąc w internecie natknęłam się na  bardzo ciekawą informację. Dzisiaj o 16 rozpoczynał się festyn. Koniecznie chciałam na niego pójść. Po wszystkich zajęciach postanowiłam namówić dziewczyny do pójścia.
Po lekcjach
- Dziewczyny, mam do was sprawę. - zaczęłam
- Jaką? - zapytała Gemma
- Dzisiaj jest tak fajny festyn...
- Nie idziemy... - przerwała mi Jess
- Ale czemu?
- Po co mamy tam iść. Pewnie będzie pełno bazarków z zabawkami i jedzeniem. - odpowiedziała Jess.
- Na dodatek zero ciekawych atrakcji. - dodała Gemma
- No proszę. Zgódźcie się. - zaczęłam błagać
- Na co mamy się zgodzić. - znikąd pojawił się Louis. Chłopak objął ramieniem Jess.
- Po pierwsze nie twoja sprawa i po drugie zabieraj tą rękę. - warknęła dziewczyna.
- Spokojnie, spokojnie tylko nie gryź. - Tomlinson zaśmiał się nerwowo po czym odsunął się od dziewczyny.
- Błagam chodźmy na ten festyn.
- No dobra, ale idziemy tam góra na godzinę. - powiedziała Gemma
- Nie musiałam  was długo błagać. - powiedziałam po czym wszyscy mieliśmy spotkać się przed szkołą o 15:30.
W domu szybko się ogarnęłam. Wzięłam prysznic i przebrałam się w to. Potem szybko wyszłam z domu. Jeszcze trochę i się spóźnię. Szybkim krokiem zmierzałam w stronę szkoły. Gdy dotarłam na miejsce wszyscy na mnie czekali. Gemma była ubrana tak a Jess tak.
- No w końcu jesteś. - powiedziała Jess
- Przepraszam trochę się spóźniłam. - dopiero teraz zorientowałam się, że jest więcej osób. - A oni skąd się tu wzięli.
- Louis nam powiedział. - odezwał się Nialler.
- Super. To idziemy. - powiedziałam i ruszyłam w stronę miejsca gdzie zaraz miał rozpocząć się festyn.
Na festynie było dość sporo ciekawych atrakcji. Najciekawszą była randka w ciemno. Oczywiście ja z dziewczynami stwierdziłyśmy, że musimy z tego skorzystać. Randki w ciemno miały odbywać się w specjalnym namiocie. W nim były oddzielone miejsca ponumerowane od jeden do dziesięciu. Zasady były proste. Każda dziewczyna losowała numerek miejsca, w którym ktoś na nią czekał. Wylosowałam numerek 7 skierowałam się do odpowiedniego miejsca. Na wejściu zostałam przywitana nieśmiałym pocałunkiem w dłoń.
- Witaj, Mademoiselle.
- Hej. - powiedziałam lekko speszona jego zachowaniem.
- Pozwolisz, że się przedstawię. Jestem Justin. Do twoich usług, Mademoiselle.
- Ja jestem Grace.
- Cóż za wspaniałe imię, śliczne imię dla ślicznej dziewczyny. - chłopak usiadł razem ze mną na kanapie.
- Opowiesz mi coś o sobie? - po tym pytaniu chłopak opowiedział mi prawie cały swój życiorys.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, Mademoiselle.
- Co już tak szybko?
- Wybacz Mademoiselle, ale jeszcze inne klientki czekają. - zdziwiona wyszłam z namiotu zastanawiając się po co ja kasę wydałam.
*Z perspektywy Jess*
Teraz z dziewczynami zmierzałyśmy do namiotu, w którym były organizowane randki w ciemno.
- Jess, ja się pytam, gdzie ty idziesz? - zapytał zbulwersowany Louis.
- Idę na randkę w ciemno.
- Nie pozwalam się na to.
- Tak na pewno cię posłucham. - powiedziałam i poszłam losować numerek. Wylosowałam numer 3. 
- Cześć. - powiedziałam wchodząc do oddzielonego miejsca. 
- Witaj. - usłyszałam męski głos. - proszę usiądź. - powiedział po czym pomógł usiąść mi przy stole, który się tam znajdował. - Jestem Ashton.
- Ja jestem Jessica, ale mów mi Jess.
- Zrozumiałem. - nieznajomy uśmiechnął się.
- A więc ile ty masz lat?
- 18.
- Czyli jeszcze do liceum chodzisz. Mogę spytać: do jakiego liceum chodzisz?
- Chodzę do męskiego liceum, które organizuje ten fetsyn.
- Mam rozumieć, że siedzisz tutaj  cały dzień flirtując z laskami, które koniecznie chcą iść na randkę w ciemno i które myślą, że po tym jednym spotkaniu wyjdzie z tego wielka miłość?
- Tak... poza tym, czy sama nie jesteś taką laską?
- Nie. To, że tu siedzę jest przymusem koleżanki, tak na prawdę nie miałam ochoty tu przychodzić.
- Oh rozumiem. A teraz ty do jakiego liceum chodzisz... 
- Liceum sportowe.
- To teraz z innej beczki pytanie. Czy miałaś kiedyś chłopaka?
- Co to za pytanie? - podniosłam brew do góry.
- No odpowiedz.
- No miałam i co w związku z tym?
- To znaczy, że jesteś już po pierwszym pocalunku.
- Co cię to obchodzi?
- Wiesz chciałbym ci skraść ci pierwszy pocałunek bo jesteś strasznie słodka. - uśmiechnął się.
- No to spóźniłeś się. - wywróciłam oczami.
- Nic nie szkodzi. Możemy udawać, że to twój pierwszy pocałunek. - chłopak gwałtownie przybliżył się do mnie. Nawet nie zauważyłam kiedy mnie pocałował. Była w szoku nie mogłam nic zrobić. - Twoje usta mają słodki smak...
- Ty... draniu - starałam się opanować swój gniew. Gwałtownie wstałam i skierowałam się do wyjścia.
- Gdzie idziesz?
- Radzę ci lepiej się nie odzywaj, bo jak nie to moja mała piąstka wyląduje między twoimi oczami. - warknęłam po czym wyszłam.
*Z perspektywy Gemmy*
Ja wylosowałam numer 10. Poszłam do wyznaczonego miejsca i przeżyłam szok. Było tam pełno rozmaitych kwiatów. Na środku tego, że tak powiem "ogrodu", siedział bardzo przystojny chłopak.
- Hej  - powiedziałam podchodząc.
- Cześć, jestem George. 
- Jestem Gemma.
- Nie musisz mi się przedstawiasz. Po paru minutach sobie pójdziesz, jak reszta tych dziewczyn, które szukają tutaj pocieszenia.
- Nie szukam tutaj pocieszenia. 
- To niby czego?
- Przyszłam się tutaj zabawić i poznać nowych ludzi. - uśmiechnęłam się promiennie.
- Jakoś nie chce mi się w  to wierzyć.
- Niby czemu nie chcesz w to wierzyć?
- Bo zawsze dziewczyny, które tu przychodzą tak mówią.
- Udowodnię ci, że tak nie jest.
- Jeżeli ci się to uda to czekam.
- Może zmieńmy temat...
- To o czym chcesz rozmawiać.
- To miejsce ma fajny klimat. Jest taki romantyczny. Sam wpadłeś na pomysł takiej dużej ilości kwiatów w jednym miejscu?
- Tak.
- Lubisz kwiaty?
- Tal, to takie piękne rośliny. Każda z nich jest unikalna, a na dodatek ona mają swoje uczucia. Jeżeli się postarasz to może odczujesz to co kwiat czuje. Pewnie uważasz, że jestem dziwny. 
- Nie czemu?
- Po tych słowach wszystkie dziewczyny zazwyczaj wychodziły.
- Wychodziły bo nie potrafiły, a nawet nie próbowały zrozumieć duszy takiego romantyka jak ty.
- A ty możesz mnie zrozumieć?
- Nie, ale się staram.
- To całkiem miłe słowa.
- Nauczysz mnie, jak można poczuć co czują kwiaty?
- Pe..Pewnie. - powiedział chłopak lekko zawstydzony. Przez resztę naszego wspólnego czasu rozmawiałam z George'm. Ten chłopak był na prawdę miły. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Może kiedyś jeszcze wyjdziemy gdzieś wspólnie.
_______________________________________________________
Liczę na komentarze.