Zwiastun

Oto zwiastun opowiadania "Love??" http://www.youtube.com/watch?v=Eak2RV7yGz0
Zamówiony na stronie http://zwiastuny-na-blogi.blogspot.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love??. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love??. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 20

*Z perspektywy Jess* 
Tomlinson jak obiecał, przyjechał po mnie. Moja mama oczywiście przyczaiła się i zaprosiła chłopaka na śniadanie. Była tak zajęta wypytywaniem o rzeczy takie jak rozmiar buta, że zapomniała o naleśnikach. Spaliła całą jedną porcję. Znając jej charakter da to tacie na śniadanie. Współczuje mu. Często jadł kulinarne pomyłki mamy. Dziwne, że jest w stanie zjeść to nie okazując emocji. 
- My tu gadu, gadu, a zaraz spóźnimy się na lekcje. - wstałam od stołu i wyszłam na korytarz. Szybko założyłam buty. - Pośpiesz się bo ja w tym momencie wychodzę. - powiedziałam i tak też zrobiłam. Poczekałam chwilę przed blokiem lecz Louis się nie zjawił, tak więc postanowiłam go olać i poszłam na autobus. W ostatniej chwili zdążyłam. W szkole byłam parę minut przed dzwonkiem. Odnalazłam dziewczyny i zaległyśmy na ławce przed klasą. 
- Muszę wam coś powiedzieć. - powiedziała Gemma, dziwnie podniecona od samego rana. 
- No mów. - ponagliłam ją.
- Mam chłopaka! 
- Kto? Od kiedy? Znamy go? - Grace zaczęła zadawać szereg pytań.
- George. Od wczoraj. Tak znacie. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Biedna Jess. - westchnęła Grace.
- Niby czemu jestem biedna?!
- Bo jako jedyna nie masz chłopaka - obydwie zarechotały.
- Jaka strata. - zironizowałam.
- Może wyswatamy Jess z kimś? - zaczęła Gemma.
- To dobry pomysł. W klasie Nialla jest pare chłopaków, którym się Jess podoba.
- A gdy już znajdziecie mi chłopaka to zaczniemy chodzić na potrójne randki? - zironizowałam.
- To świetny pomysł! - na ich reakcję zrobiłam klasycznego facepalm'a. 
- Idę od was. - Nie zrobiłam paru kroków, a wpadłam na zdyszanego Tommo. 
- TY! - warknął.
- Ja?
- Tak TY! Mieliśmy dzisiaj razem pojechać do szkoły, a ty wyszłaś kiedy ja kończyłem śniadanie!
- Nie będę na ciebie czekać! Mogłeś szybciej ruszać tą buźką - powiedziałam i go ominęłam.
*Z perspektywy Gemmy*
Nareszcie weekend! Ostatni tydzień był naprawdę uciążliwy, szczególnie przez treningi. Dzisiaj miałam okazję leżeć do późna w łóżeczku. Jednak żadna przyjemność nie trwa wiecznie. Mama zmusiła mnie do wyjścia z pościeli. Powiedziała, że idziemy w odwiedziny do rodziny Harrego. Może w końcu z nim porozmawiam. Szybkie ogarnięcie i mogliśmy wychodzić. Tym razem tata nie miał ochoty robić spaceru. Wszyscy wsiedliśmy do samochodu i po paru minutach byliśmy na miejscu. 
- Dzień dobry! - przywitała nas mama Hazzy. Przy zdejmowaniu butów byliśmy świadkami bardzo ciekawej sytuacji. 
- Jak możesz! Gówniarz! Nic dla ciebie nie znaczy! Nie szanujesz nikogo! - młoda dziewczyna zbiegła po schodach dopinając koszulę. Na górze stał Harry owinięty jakimś kocem. Dziewczyna w pośpiechu, ocierając łzy, założyła buty i wyszła trzaskając drzwiami. Moim rodzicom opadła szczęka. Ja stałam jak wryta.
- Znowu? - mama Hazzy miała minę jakby zaraz miała się rozpłakać. 
- Życie. - powiedział beznamiętnie. 
- O co chodzi? - zapytałam.
- Chodź na górę to ci wytłumaczę. - powiedział, a ja rad nie rad, poszłam za nim do jego pokoju. 
- Słucham?
- Założyłem się o to, że się z nią prześpię. Nic niezwykłego. Nie rozumiem dlaczego ona zrobiła taką schizę o to? - słuchając jego wypowiedzi gotowało się we mnie. Nie wytrzymałam i spoliczkowałam go. - Za co?!
- Za co?! Ty śmiesz się mnie jeszcze pytać"za co"?! Ty głupi jesteś. Ta dziewczyna dowiedziała się, że była przedmiotem zakładu! Właśnie dlatego zrobiła, jak ty to powiedziałeś, "schizę". W ogóle co cię podkusiło, żeby zakładać się o coś takiego?! - kolejny policzek. - Zmieniłeś się. 
- Ty też się zmieniłaś...
- Ja?
- Tak ty.
- Jak się zmieniłam? Słucham? 
- To wszystko przez tego ogrodnika. Nie znasz typa dobrze, a już stajesz się jego dziewczyną. Może zdążyłaś mu już wskoczyć do łóżka. - w moich oczach zebrały się łzy. Spoliczkowałam go. 
- Szacunek do innych to dla ciebie obca rzecz, jak widzę. Jesteś żałosny. Żegnam.
_________________
Długi, długi czas mnie tu nie było... Miałam kilka rozdziałów w wersji roboczej więc je dodam bo szkoda tego nie zrobić ^^ na to opowiadanie sie wypaliłam i prawdopodobnie już nic więcej nie napiszę xdxd

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 25

*Z perspektywy Gemmy*
Tegoroczne półfinały były naszymi najgorszymi. Nie dość, że przegrałyśmy prawie wszystkie mecze to na dodatek zostaliśmy wygwizdani przez kibiców. Totalna porażka. A wszystko dlatego, że trener wypuścił na boisko nowy, nieprzetestowany skład. Na dodatek nie było osoby, która mogłaby się wykłócić o to. żeby tego nie robił. Tak Jess nie było. Nieważne. Właśnie teraz byłam przed budynkiem szkoły. Zaraz miała rozpocząć się nasz coroczny obóz treningowy. Siedziałam na ogromnej walizce, a zaraz obok mnie stała moja mama. Ta kobieta jak zawsze miała w zwyczaju mnie żegnać przed dłuższymi wyjazdami. Raz było nawet tak, że prawie spóźniłam się na wycieczkę do Polski. Powoli zaczęli zbierać się inni uczniowie. Nie każdemu towarzyszył rodzic, jednak szokującym było to, że niektórzy pojawili się. Tymczasem podjechał nieznany mi grat. tak, delfinowa Multipla  zaparkowała pod naszą szkołą. Nie widziałam kto tam jest jednak dokładnie słyszałam odgłosy kłótni.
- Po co mnie podwoziłeś! Powiedziałam, że tata mnie zawiezie!! - z samochodu wyskoczyła Jess. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Moja walizka zaczęła się ruszać i przechyliłam się do upadku, gdyby nie czyjeś ramiona, pewnie teraz gryzłabym beton.
- Uważaj co robisz. - usłyszałam głos Hazzy. Chłopak szybko mnie postawił na ziemi. - Twój lowelas przyszedł się pożegnać.- chłopak szybko odszedł zostawiając mnie samą z Georgem.
- Muszę ci coś ważnego powiedzieć. - powiedział tonem poważnym. Ja odruchowo wyprostowałam się i zamieniłam się w tzw słuch. - Wyjeżdżam. Powinniśmy ze sobą zerwać. - Co? Przecież nasz związek mógłby przetrwać jakąkolwiek odległość. - Jadę za granicę do Holandii.Tam rozpocznę studia i zostanę. Wybacz.
- Ale czemu.. - powiedziałam ze łzami w oczach, jednak on nie mógł tego usłyszeć, był za daleko.
*Z perspektywy Jess*
Ten idiota jak się na coś uprze to nie da się mu przetłumaczyć. wczoraj wieczorem stwierdził, że  przyjedzie po mnie. Chciał żebyśmy pojechali razem na zbiórkę. Jeszcze na dodatek powiedział o tym mojemu tacie i ten jak zwykle zgodził się na to. właśnie teraz po raz kolejny kłócę się z Lou. A to wszystko dlatego, ze nie chciał mi powiedzieć, że przegraliśmy mecz! Mi oczywiście nerwy puściły, bo wypadałoby o czymś takim powiedzieć, ale on tego nie zrobił! Na dodatek jego matka słyszała to wszystko i radośnie sobie chichotała pod nosem. Ta cała rodzina jest jakaś dziwna. W końcu podjechaliśmy pod szkołę.
- Po co mnie podwoziłeś! Powiedziałam, że tata mnie zawiezie!! - warknęłam wyskakując z auta. Mama chłopaka otworzyła ten gigantyczny bagażnik i w końcu mogłam wyciągnąć torbę. Szarpała się z nią z dobrą minutę, aż w końcu użyłam zbyt dużo siły i upadłam na beton wraz z tą torbą. 
- Uważaj co robisz złotko. - powiedziała matka Tomlinsona. To przecież jej wina,  mogła kupić samochód z normalnym bagażnikiem!
- Ty mała sierotko. - Lou podniósł minie i moją torbę. Prychnęłam pod nosem i szybko oddaliłam się od nich. Z daleka zobaczyłam cichutko płaczącą Gemmę. Od razu pomyślałam, że to przez tego obiboka Hazzę. W sekundę wypatrzyłam go w tłumie uczniów. Jednak chłopak przemieszczał się w stronę szkoły. Poszłam za nim. Za salą gimnastyczna zbierali się wszyscy palacze, tam właśnie udał się loczek. Dogoniłam go szybko.
- Co jej zrobiłeś? - zapytałam pozornie zachowując spokój. 
- Komu?
- A jak myślisz? Gemmie. 
- Co jej jest? - chłopak od razu a mnie poważniej spojrzał. 
- Płacze. 
- To pewnie George. Dorwę go później. - syknął i wrócił się z powrotem przed szkołę. Ja zrobiłam tak samo. Lada moment podjechały autokary.

Rozdział 24

*Z perspektywy Grace*
W szkole nigdzie nie mogłam znaleźć Nialla. Nabiegałam się za nim przez większość przerw, jednak nigdzie go nie było. No po prostu rozpłynął się w powietrzu. Nie wiem może zorganizował coś jak Jedyny Pierścień i nagle stał się niewidzialny. Muszę skończyć czytać książki przed snem, bo wymyślam absurdalne teorie. Nagle zobaczyłam jego blond włoski w tłumie ludzi ze szkoły. Jakoś zdołałam się do niego przepchnąć i zasłoniłam mu oczy. Chłopak najwidoczniej nie był zachwycony moim widokiem. Jego mina bardzo mnie zabolała. Wyglądał jakby chciał powiedzieć "nie chcę cię znać" czy coś takiego.
- Porozmawiajmy na osobności. - w odpowiedzi sztywno pokiwałam głową twierdząco. Poszłam z nim za szkołę.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? 
- Zerwijmy.
- Słucham? Chyba się przesłyszałam. - mój głos zadrżał.
- Nie przesłyszałaś się. Zerwijmy.
- Ale dlaczego? Przecież nasz związek był idealny!
- Nie. Nie był idealny. Właśnie dlatego ja nie chcę być już twoim chłopakiem.  - powiedział i odszedł szybko odszedł. Ja stałam i patrzyłam się w miejsce, w którym niedawno stał chłopak moich marzeń. Wybiegłam ze łzami w oczach ze szkoły. Pierwszy raz uciekłam z zajęć. 
*Z perspektywy Gemmy*
Na długiej przerwie potrzebowałam pomocy Grace. Oczywiście jej nigdzie nie było. Naprawdę chciałam uniknąć takiej sytuacji, ale musiałam skorzystać z jedynego środka kontaktu z nią. Nie! Jeszcze tego nie zrobię. Kolejna rundka po szkole i dziewczyna na pewno się znajdzie. Tak! To dobry plan. Chociaż...nie, nie robię tak. Za dużo z tym roboty. Mam jakieś parę groszy na koncie. Króciutki sygnał i czekam na jej oddzwonienie. Kontakty, później grupy, później "Idioci", o jest. Klikamy zieloną słuchawkę i jest jeden sygnał! Dobra rozłączam się.
- Gdzie ty jesteś!- wykrzyknęłam gdy Grace do mnie oddzwoniła.
- On ze mną zerwał. - wypłakała mi do słuchawki. - Nie wrócę tam.
- Nogi z dupy powyrywam - warknęłam rozłączając się. Od razu dorwałam Jess, która siedziała z Tommo. Opowiedziałam im co się stało.
- Na pewno musiał mieć jakiś powód. - powiedział Lou.
- Jaki niby? Taki zakochany był a teraz co? Olewa laskę? Znudziła mu się? Znam wielu dupków, ale Niall to przeszedł samego siebie. - Jess powoli się denerwowała, jeżeli można to tak nazwać.
- Nie obrażaj go. - powiedział Tomlinson z wyrzutem.
- Solidarność plemników się w tobie odezwała? - syknęła i odeszła. Współczuje Louisowi. Jess ma bardzo zmienny humor i każdą zmianę nastroju z dobrego na zły właśnie na nim musi wyładować. W każdym razie pognałam za nią. Dziewczyna intensywnie się za kimś rozglądała.
- NIALL!! - warknęła gdy znalazła swój cel. Chłopak aż podskoczył.
- Cześć dziewczyny.
- Nie denerwuj mnie tym swoim "cześć dziewczyny". Powiedz mi kiedy ty ostatnio pytałeś się o radę swojego "rozumu". - powiedziała  przez zęby.
- To było jakoś przed chwilą, gdy wybierałem kanapkę na stołówce.
- Ah tak? Może ci nastawić te twoje szare komórki, aby na pełnych obrotach cały czas pracowały, co?
- Ale o co ci chodzi?
- Chodzi mi o to, że moja najlepsza przyjaciółka,  właśnie w tej chwili, wylewa morze łez przez ciebie.
- Życie. - chłopak nagle stał się nadzwyczaj obojętny. Jess wzięła to za odzew bezczelności, której nienawidziła. Zamachnęła się i przywaliła chłopakowi w twarz. - Za co?!
- Za jajco. - warknęła i podeszła, żeby poprawić. W odpowiednim momencie pojawił się Lou, który zabrał dziewczynę jak najdalej od blondyna.
- Lepiej z nią pójdę. - powiedział i przerzucił sobie ją przez ramię. Dziewczyna na odchodne obrzuciła wszystkich mężczyzn wieloma obelgami i to chyba nawet w paru językach. Z dezaprobatą popatrzyłam na Nialla i bez słowa odeszłam.

Rozdział 23

*Z perspektywy Jess*
Przeziębiłam się. Genialnie. Siedzę w domu zamiast zdobywać punkty na zawodach. No po prostu geniusz. Na szczęście to tylko początki i jak szybko się wykuruję to jeszcze zdążę na finały, jeżeli do nich dotrzemy. Jak na razie to pozostało mi leżeć w łóżku z ciepłą herbatką pod ręką. Rodziców w domu nie było. Siedziałam z kotem na kolanach przed telefonem. Przeglądałam facebook'a i parę innych stron internetowych. W internetach jak zawsze nie ma nic do roboty. Koło godziny trzynastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Chcąc, nie chcąc musiałam pójść i otworzyć. Znając życie to listonosz z pocztą do nas, albo sąsiadki. Tej kobiety wiecznie nie ma w domu.
- Gdzie podpisać? - zapytałam wyciągając rękę po przesyłkę.
- Nigdzie. - podniosłam wzrok.
- Co ty tu robisz? Nie powinieneś być w szkole. - powiedziałam z przerwami na kaszel.
- Może mnie wpuścisz? Jest przeciąg. - powiedział na siłę wpychając się do środka. Szybko zamknął drzwi i zdjął ubranie. Zaprowadził mnie do salonu i posadził na kanapie. Potem zniknął na chwilę i pojawił się z kocem.
- Pozwoliłem sobie zajrzeć do twojego pokoju. - powiedział okrywając mnie. - Zaraz zrobię ci herbaty i opowiem jak było na zawodach. Ledwo przeszłyście do półfinałów. Nagrałem kilka meczy. Co jeszcze... Zorganizowałem ci lekcje. Wiesz jak przy tym musiałem się namęczyć? Poza tym z powrotem przyniosłem ci koszulkę ode mnie. Zaraz ją przyczepię do twojej ściany.
- Co ty tu robisz?
- Nie cieszysz się z mojego widoku?
- Nie o to chodzi. Kończysz dzisiaj po 15.
- Znasz mój plan?
- Oczywiście. Muszę wiedzieć, którą część szkoły muszę omijać!
- Unikasz mnie?
- I tak mi to nie wychodzi. - westchnęłam. - To co z tą herbatą? Możesz mi zrobić malinową z cytrynką. I w lodówce mam sałatkę. Nałożysz mi?? I sobie też, jak chcesz.
- Znowu mnie wykorzystujesz...
- Przepraszam.
- ...ale dla ciebie wszystko. - uśmiechnął się i pognał do kuchni. Ja w tym czasie obejrzałam filmiki z meczu.
*Z perspektywy Nialla*
Zostałem zmuszony do śledzenia Gemmy, przez zazdrosnych Liama i Malika. Chłopaki dowiedzieli się o tym, że Gemma ma chłopaka i właśnie w ten sposób teraz wylądowałem w krzakach. Malik szybko mnie tam wepchnął gdy Gemma się odwróciła. Najgorsze jest to, że mam uczulenie na pyłki, których tam akurat było pełno. Zacząłem zanosić się od kichania, a chłopaki chcieli mnie zabić. 
- Panowie to jakieś wasze nowe hobby. Siedzenie w krzakach? - Gemma stanęła nad nami rozbawiona.
- Tak. To znaczy nieee. Bo my sprawdzaliśmy czy Niall naprawdę ma uczulenie na pyłki i okazało się, że ma. - wyjąkał Liam.
- Fascynujące. Przepraszam, ale się śpieszę. - powiedziała.
- A gdzie idziesz jeśli można wiedzieć. - chłopaki szybko zostawili mnie i pobiegli za dziewczyną. Po jakimś czasie wygramoliłem się z tych chaszczy. Usiadłem na ławce zwracając na siebie uwagę starszych pań dokarmiających gołębie. 
- Przepraszam. - powiedziałem do nich. - Czy mają panie chusteczkę? - jedna z kobiet podała mi kilka. Szybko się wysmarkałem i rozłożyłem się na ławce. Żałosny ja z kawałkami gałęzi we włosach. Bluza pobrudzona. Po jakimś czasie usłyszałem znajomy chichot. Zacząłem się rozglądać. Od razu rozpoznałem ją. Niestety nie była sama. Szła z jakimś chłopakiem. Najwidoczniej dobrze się bawili. Spotykała się z kimś innym? Najwidoczniej tak. W końcu taka dziewczyna jak ona mogła chodzić z  kim  chciała. Po co jej taki ja? Po co jej taki żałosny ja? Z liśćmi i gałęziami na głowie? Taki ja, który jest cały ubrudzony w ziemi? Taki ja, który przez dłuższy okres czasu nie potrafił wyznać jej swoich uczuć i spadł do poziomu przewodniczącego jej fanklubu, którym już oczywiście nie jestem. Aż żałość człowieka ujmuje gdy się na mnie spojrzy. A tamten chłopak? Na pewno wyższy ode mnie. Znając życie też mądrzejszy i bardziej wysportowany. Ba! On może nawet lepiej grać ode mnie na gitarze. Na pewno to on więcej ją nauczy. Ale najgorsze jest to, że poczułem ukłucie w sercu. Jakby coś mi je rozerwało. Poczułem, że powinienem z nią zerwać. 

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 22

*Z perspektywy Gemmy*
Dzisiejszy dzień od samego rana nie zapowiadał się najlepiej. Po pierwsze brzydka pogoda, po drugie kłótnia z mamą i po trzecie spóźniłam się na autobus. Teraz przemoknięta i spóźniona wbiegłam do szkoły. Spotkałam się ze spojrzeniami sprzątaczek. Te stare dewoty na pewno narobią pełno plotek na ten temat. Ja już się na nich dobrze poznałam. Raz puściły po szkole plotkę, że Grace kręciła z jakimś typem, przez co dziewczyna miała zorganizowane piekło przez dziewczyny z jego klasy. Wszystko oczywiście okazało się nie prawdą.
- Przepraszam za spóźnienie! - wbiegłam do klasy.
- Co się stało? - zapytał nauczyciel polskiego, spoglądając na mnie ze swoich krzaczastych brwi.
- Spóźniłam się na autobus i musiałam iść na piechotę w ten deszcz. - powiedziałam spinając mokre włosy. 
- Idź przebierz mundurek na strój od w-f'u. Masz spóźnienie. - powiedział starszy mężczyzna. Ja szybko wyszłam z klasy i ruszyłam do swojej szafki. Wyciągnęłam swój strój poszłam w stronę łazienki.
- Co się łazi po szkole w czasie lekcji. - zaczepił mnie Harry.
- Mogę spytać cię o to samo. - na chwilę zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Potem ruszyłam w wyznaczonym kierunku.
- Nie chce mi się siedzie na lekcji. 
- Interesujące. - chłopak szybko mnie dogonił. 
- Co tam u ciebie??
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. 
- Niby dlaczego niee? Ponoć jesteśmy przyjaciółmi.
- Nie wiem, może ty się założyłeś o to, że będziemy przyjaciółmi. 
- Nadal się o to złościsz? Przecież to nawet się ciebie nie tyczyło.
- I co z tego. Harry, tu chodzi o sam fakt, że zrobiłeś coś takiego.
- Nie matkuj mi.
- Ktoś w końcu musi przetłumaczyć ci parę kwestii.
- I to akurat musisz być ty?
- Skoro nikt inny do ciebie nie dociera...
- Nienawidzę takich jak ty. - syknął przez zęby.
- Jakich?
- Takich, które zawsze się wtrącają w nie swoje sprawy.
- Ah, tak? Cóż to się nie będę wtrącać. - warknęłam i weszłam do łazienki. Szybko się przebrałam i wróciłam do klasy. 
*Z perspektywy Grace*
Dzisiejszy dzień powinien być dla mnie bardzo ważny. W końcu urodziny cioci. Miałam iść tam i przedstawić całej rodzinie mojego chłopaka. Jednak on nie może. Tyle przegrać. Teraz nie mam z kim iść, a ciotka na pewno będzie wypytywać się o mojego "narzeczonego". Kuzyni nie dadzą mi spokoju, ponieważ po raz kolejny przyjdę sama. Z samego rana strasznie zniechęciłam się do tej imprezy. Niestety jak moi rodzice każą coś zrobić
, to to ma być zrobione. 
- Grace! - zawołała mnie Jess. 
- Słucham?
- Proszę oddaj to Tommo. - dała mi złożoną w kosteczkę koszulkę.
- Czemu ty mu tego nie dasz?
- Nie maa mowy. Ty widziałaś co on wczoraj robił? Zdobył gola to darł się na całe boisko, że jest dla mnie ten gol. Odebrał komuś piłkę, krzyczał, że to dzięki mnie. Jeszcze trochę, a stwierdziłby, że każde kopnięcie piłki przez niego jest przeze mnie. Chłopaki z drużyny Tommo dziwnie się na mnie patrzą i jak nigdy zachciało im się spędzać z nim każdą przerwę.
- Nie wierzę.
- W co nie wierzysz??
- Jessica jest skrępowana jego obecnością. 
- Nie jestem!
- To w takim razie sama oddasz mu koszulkę.
- Nie.
- Czyli jesteś...
- Dobra dobra. Skoro tak uważasz. Tylko proszę zanieś mu to. Nie chcę kolejnej jego koszulki w moim domu. Tata zaczyna sugerować mi, że to mój chłopak jest.
- Daj to. - powiedziałam i wyrwałam dziewczynie koszulkę. Poczochrałam ją po włosach i ruszyłam w poszukiwaniu tego młotka. Nie trudno było go znaleźć. Siedział niedaleko sali gimnastycznej. Podeszłam do niego, wcześniej przepychając się przez drużynę piłkarzy.
- Jess oddaje. - powiedziałam podając mu jego koszulkę. 
- Ale to jest dla niej. Prezentów się nie oddaje.
- Powiedziała, że nie potrzebuje dwóch takich samych koszulek w domu. 
- Jak to nie? Jedna powinna wisieć na ścianie, a w drugiej powinna chodzić. 
- Powiedz to jej, a nie mi. - westchnęłam i pomału się wycofałam. 
 Po lekcjach szybkie ogarnięcie się i szybkie wyruszenie na imprezę. Jak zawsze nudna paplanina przy obiedzie. Głupie uwagi na temat tego, że sama przyszłam. Stara gadka ciotki i właściwie tyle.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 21

*Z perspektywy Jess*
Dzisiaj w szkole były organizowane zawody piłki nożnej. Oczywiście zostałam wplątana w pomoc przy zaprowadzeniu drużyn z innych szkół do odpowiednich szatni. Zostałam zwolniona z lekcji.
- Jessica! - zwołał mnie nauczyciel w-f'u.
- Słucham? - podeszłam do wysokiego, chudego mężczyzny, ze skromny owłosieniem głowy.
- Weź sobie kogoś do pomocy z zawodników. Nie dasz rady sama tego ogarnąć. Idź poprosić kogoś.
- Tak jest. - powiedziałam i ruszyłam do szatni naszej drużyny. Zapukałam kilka razy. - Ubrani wszyscy? - Cisza. Nikt się nie odezwał. - Jest tam ktoś w ogóle?? - usłyszałam cichy rechot. No tak. Sobie żarty ze mnie robią. Dobra. Nie potrzebuję ich pomocy. Odeszłam od drzwi i poszłam czekać na pierwszą drużynę. Po drodze zaczepiłam złą Gemmę.
- Co jest? Od rana jesteś wściekła. - powiedziałam.
- Gdybyś wiedziała co Harry wyprawia.
- Zamieniam się w słuch.
- W skrócie: założył się o to, że prześpi się z jakąś laską. - Harry  takie rzeczy wyprawia. To się w głowie nie mieści.
- Jessica. Znalazłaś kogoś do pomocy? - znowu nauczyciel w-f'u.
- W sumie to Gemma z chęcią pomogłaby mi. Tylko trzeba ją zwolnić z lekcji. - szybko urobiłam nauczyciela i w ten oto sposób wciągnęła w to moją przyjaciółkę. Teraz we dwie czekałyśmy przed bramą szkoły, jako komitet powitalny. Pierwsze przybyło męskie liceum. Standardowa regułka powitalna i idziemy do szatni. Oczywiście, jak zawsze Tommo musiał mnie zobaczyć i się przypałętał.
- Co ty  tutaj robisz z naszą konkurencją? - zatrzymał mnie i tym samym całą drużynę z męskiego liceum.
- Prawdopodobnie wykonuję swoje obowiązki. Nie mam czasu na rozmowy z tobą.
- Mam jedno pytanie.
- Słucham. Byle szybko - każdy się nam uważnie przyglądał.
- Masz przy sobie koszulkę, którą ci podarowałem.
- Tak. I mam przy sobie spadochron, surowice na jad węża i zestaw krawiecki. - ominęłam go i zaprowadziłam naszych gości do odpowiedniej szatni.
*Z perspektywy Grace*
Dzisiaj były te całe zawody, tak więc postanowiłam urwać się z lekcji i poszłam na boisko. Musiałam wspierać mojego chłopaka. Na dodatek muszę go poprosić o ważną dla mnie rzecz. Siedziałam samotnie na miejscach dla kibiców. Obserwowałam trening dokładnie obserwują mojego blondaska. Niedługo później dołączyły do mnie Jess i Gemma. Nie widziałam ich od rana. Mogę się założyć, że zostały wkręcone w pomoc przy zawodach. 
- Ci piłkarze przystojni są. - oczy Jess zaświeciły się. 
- Niewątpliwie tak jest, szczególnie ten blondy w koszulce z numerem 9. - zachichotałam.
- Który? - Jess prawie spadła ze swojego miejsca, byle zobaczyć, który to. 
- No ten. - wskazałam palcem.
- Wyjdź. To przecież Niall jest! Ja już myślałam, że ty kogoś wyhaczyłaś dla mnie,a tu dupa. 
- Kto, kogo wyhaczył i dla kogo.
- Jess myślała, że wyhaczyłam jakiegoś przystojniaka - uśmiechnęłam się.
- Nie trzeba nikogo szukać, skoro jestem tutaj JA. - powiedział i stanął dumnie przed nosem Jess. - Czyż nie jestem wspaniały?
- Tommo śmierdzisz potem idź stąd. - powiedziała Jess. 
- Mam dla ciebie prezent. Poczekaj chwile. - powiedział nie przejmując się słowami dziewczyny. Parę minut później chłopak wrócił do nas. - Trzymaj. Masz w tym siedzieć cały czas. - rzucił Jess małe zawiniątko. Dziewczyna otworzyła je i wyjęła koszulkę z nazwiskiem Lou. Dziewczyna uśmiechnęła się i natychmiast ją założyła. Ja w tym czasie uciekłam do Nialla, który czekał na mnie na boisku. Podbiegłam do niego. 
- Muszę ci coś powiedzieć Właściwie o coś poprosić. Pójdziesz ze mną na urodziny cioci, w piątek o 16??
- Nie mogę. Mam pracę dorywczą. 
- Rozumiem. 
- Horan mamy zbiórkę! - krzyknął ich trener. 
- Muszę iść.
- Trzymam kciuki. Powodzenia!

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 19

*Z perspektywy Jess*
Jakiś tydzień temu wróciliśmy do Londynu. Tomlinson nadal udaje greka i nie wie co się stało na wycieczce. Chodzi mi oczywiście o ten pocałunek. Ja to jeszcze od niego wyciągnę. Ale teraz mam ważniejsze rzeczy na głowie. Zaczyna się sezon. Wiosenne mecze i tak dalej to prawdziwe utrapienie. Czasami zastanawiam się co ja robię w tej szkole sportowej. Mniejsza... Teraz morduję się na kolejnym treningu. Nasz trener nie daje nam spokoju. Jego postanowienie na nowy sezon to pewnie "wygramy, ale najpierw ciężki trening". Teraz robimy jakieś podania. Mnie już ręce odpadają. A to nie koniec! Potem rzuty a następnie krótki mecz. Mam ochotę wybiec z tej sali gimnastycznej. Poza tym zbiera się pełno gapiów. Na dodatek wśród nich jest Louis. Dokładnie widzę, że on mnie obserwuje. Sadysta jeden, lubi patrzeć jak cierpię. Z resztą nie ważne. Skupmy się na grze. 
Po ponad godzinie gry, nie mam ochoty patrzeć się na piłkę. Teraz piłka to dla mnie jest jakiś szatański rekwizyt do wykańczania ludzi.Ogarnięta wypełzłam z szatni. Za zakrętem zauważyłam dziewczyny z innego liceum. Na przeszpiegi przyszły, czy jak? Podeszłam do nich.
- A panie czego tutaj szukają. - zironizowałam.
- Emmm....my tego noo... No powiedz coś Alice. - niska blondynka szturchnęła brunetkę.
- Nie wiesz, gdzie może są treningi drużyny piłki nożnej? Ponoć zaraz mają się zacząć, a chciałyśmy popatrzeć.Na dodatek się zgubiłyśmy.
- Macie do treningu jakieś 5 minut. Noga zazwyczaj jest na dworze. Właśnie wychodzę to was zaprowadzę.
- Dziękujemy. - powiedziały ucieszone. Wywróciłam oczami i ruszyłam w stronę wyjścia na boiska. Dziewczyny podekscytowane zaczęły pierdzielić coś o przystojniakach z mojej szkoły.
- To tutaj. - powiedziałam, ale one nie słuchały. Pisnęły z dziwnego podniecenia i poczerwieniały na twarzy. - Co jest?
- T-tam s-stoi T-tomlinson. - pisnęła blondynka.
- No tak i co z tego?
- Ciekawe czy da nam ręcznik. - całkowicie mnie ignorowały i jarały się nim między sobą.
- Louis! Masz tu swoje pierwsze fanki! - krzyknęłam machając do niego. On w podskokach przybiegł.
- Nie wierze, jednak należysz do mojego fanklubu? - zapytał się mnie.
- Ty masz fanklub? Myślałam, że to dwie pierwsze Tomlinsonator.
- Nie. To ty byłaś pierwszą Tomlinsonator.
- Taaak. Masz rację. Bo każda chce być fanką takiego przygłupa jak ty. Poza tym one zbierają twój pot do kolekcji. Daj im swój ręcznik po meczu. - wskazałam na dziewczyny, które przyglądały mu się z podziwem. Wystarczył tylko jeden uśmiech do nich, a już było słychać piski na pół boiska. Ja wycofałam się i szybko ruszyłam w stronę wyjścia.
- Przyjadę po ciebie jutro! - krzyknął za mną.
- Nie dzięki! Dam sobie rade sama!
- I tak będę po ciebie. - uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam do domu.
*Z perspektywy Gemmy*
Straciłam kontakt z Harrym! Loczek, najwidoczniej, znalazł sobie innych znajomych. Zaczął zadawać się z tymi podejrzanymi typami z wycieczki. Odkąd zaczął z nimi przebywać stał się strasznie chamski, arogancki i nieznośny. Najgorsze jest to, że nie chce ze mną rozmawiać! Potrzebuje jego pomocy, on mnie zlewa. Zawsze mogłam się mu wyżalić, a teraz nic! Odkąd się pojawił miałam w nim większe wsparcie niż w dziewczynach. Teraz takim wsparciem dla mnie jest George. Poza tym on chyba mi się podoba. Ba! On na pewno mi się podoba. Tylko czy ja mu się podobam? Nie wiem. Na wycieczce niby wszystko było fajnie, ale teraz traktuje mnie tak zwyczajnie. Wydaje mi się, że jestem dla niego bardziej jak przyjaciółka, niż dziewczyna, która może mu się podobać. No nic, nie ważne. Dzisiaj postaram się go jakoś podejść i dowiedzieć się czy mu się podobam. Teraz tylko czekać do końca zajęć. 
Właśnie zadzwonił ostatni dzwonek. Idąc w stronę schodów, natknęłam się na Hazze. Chłopak był wyraźnie zdenerwowany. Spojrzał na mnie jakbym była jego wrogiem. "Ściągnął" mnie z bara i  ruszył ku wyjściu ze szkoły. Zdziwiona jego zachowaniem, pognałam na górę.
- Cześć, cześć. - uśmiechnęłam się radośnie.
- Witam, witam. - te nasze podwójne powitania. 
- Mogę z tobą porozmawiać?
- Możesz, możesz.
- Po pierwsze skończ.
- Sorry zapędziłem się z tym powtarzaniem. 
- Podoba mi się chłopak. Jest z innej szkoły i widzę się z nim codziennie, ale krótko. Jak mam się dowiedzieć czy mu się podobam?
- Podobasz mi się i to strasznie! - wykrzyknął... hej hej hej? Co?
- Skąd wiesz, że o ciebie chodzi. 
- Nie wiem. Intuicja kazała mi to powiedzieć. - przytulił się do  mnie. 
- To dobrze, że intuicji posłuchałeś. - wyszeptałam wtulając głowę w jego tors.
_________________________________
Rozdział pisany w bólach braku weny itd. 
Mógłby być lepszy, ale na dziś dzień nie wymyślę nic innego. 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 12 października 2013

Rozdział 18

*Z perspektywy Jess*
Zastanawiałam się czemu on to zrobił? Nie miał jakiegoś konkretnego powodu do pocałowania mnie? Muszę w to wierzyć. Moje rozmyślania przerwało szturchnięcie przez kogoś w ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam urażoną minę Tomlinsona. 
- Czego chcesz? - zapytałam.
- Nie słuchasz mnie. Pytałem się czy nie jesteś zmęczona wędrówką. - pewnie jesteście ciekawi gdzie ja tak wędruję. Otóż nauczyciele wymyśli nam wędrówkę na Morskie Oko. Mamy przejść jakieś 4 kilometry w jedną stronę i później wrócić.
- Przeszłam niecałe 50 metrów, zaraz omdleję z wycieńczenia. - prychnęłam z ironią. Po jakimś czasie stwierdziłam, że warto jest się go trochę o wczorajszy wieczór. Tylko jak mam to zrobić by ktoś tak inteligentny jak on zrozumiał o co mi chodzi. 
- Lou? - zaczęłam przyklejając się do jego ramienia. Zawsze tak robiłam gdy chciałam się czegoś dowiedzieć. 
- Czego chcesz? - wow od razu domyślił się o co mi chodzi.
- Wiesz zastanawiam się czy wczoraj nie przechodziłeś przez przypadek obok mojego łóżka, mojej głowy moich ust ? - ostatnie słowo wyraźnie zaakcentowałam. 
- Jess, ty nie mądra dziewczyno. Jak mógłbym przechodzić koło twoich ust? - czy  ten idiota się nie domyślił o co mi chodzi? Jak głupim trzeba być żeby nie wiedzieć o co mi chodzi? Szybko przyśpieszyłam kroku wyprzedzając chłopaka. Boże a jak on... A jak on nie pamięta wczorajszego wieczoru. Szubko się zatrzymałam i odwróciłam się do niego.
- Co? - spojrzał na mnie pytająco.
- Czy ty pamiętasz co zrobiłeś wieczorem, czy te trzy piwa całkiem przyćmiły ci mózg?
- Z wczorajszego wieczoru nic nie pamiętam. - odetchnęłam z ulgą. - Co ja tak właściwie zrobiłem?
- Dopóki sobie nie przypomnisz nie powiem ci. A teraz odwróć się do mnie plecami. - chłopak posłusznie wykonał moje polecenie. Jaki on usłuchany dzisiaj. Szybko wskoczyłam mu na plecy.
- Co ty robisz? - warknął.
- Siedzę na twoich plecach. 
- Jeszcze przed chwilą miałaś pełno siły. - mruknął pod nosem.
- Przed chwilą byłam zmęczona, ale nie wiedziałam na czym stoję więc teraz mogę być niesiona przez ciebie.
- Jesteś niemożliwa. 
*Z perspektywy Gemmy*
Harry to wstrętny dupek. Mimo, że powinnam iść razem z nim na Morskie Oko to on mnie zostawił dla jakiś podejrzanych typów z innej szkoły. Szłam sama. Dziewczyny mi gdzieś zniknęły a ja jak ostatnia ofiara szłam samotnie. Jeszcze trochę a jakaś nauczycielka się przypałęta, żeby ze mną pogadać. Wtedy to by już była porażka. Ostatnia ofiara losu bez przyjaciół to Gemma. Jak zawsze forever alone. 
- Co się stało, Gemma? - z jednej strony objął mnie ramieniem George, a z drugiej typ, który podrywa Jess. 
- Nie wieszajcie się na mnie. 
- To tak mówisz do swoich wybawicieli? - powiedział koleś, który pomógł mi również z walizką na lotnisku. Spojrzałam na nich pytająco. 
- Nasza nauczycielka od matmy, chciała podejść do ciebie. - jeszcze trochę a moje przypuszczenia spełniły by się. 
- Dziękuję wam chłopaki po prostu was kocham. - powiedziałam.
- Właściwie to ten tutaj przyszedł tutaj dla ciebie, a ja miałem nadzieje na spotkanie Jessica'i. - kolega pomocnik dostał po kostkach od George'a. 
- Dlaczego mówisz "Jessica", skoro wszyscy mówią do niej "Jess"? W ogóle to jak masz na imię kolego?
- Ona mi tak kazała. Jestem Ashton, miło mi. - podał mi rękę, a ja ją uścisnęłam.
- Gemma. - uśmiechnęłam się. 
- Tak wiem, ten tutaj cały czas o tobie nawija. - kolejny kopniak o George'a, którego twarz była czerwona. 
- Dobra to idziemy razem. - złapałam obydwóch pod ramię i ruszyłam prosto. - A tak na marginesie Ashton nie masz szans u Jess.
- Dlaczego?
- Spójrz tam. - wskazałam palcem na Jess niesioną przez Tomlinsona.
- A więc kości zostały rzucone*. - powiedział uroczystym tonem. 
- Ashton zlituj się. Przestań cytować Juliusza Cezara. - w głosie Georga było słychać załamanie.
- Widzę, że masz dużo wspólnego z Jess. - uśmiechnęłam się do chłopaka. 
*Z perspektywy Grace*
W końcu wracaliśmy z Morskiego Oka. Myślałam, że nie dam rady wejść tam, ale jednak się udało. Teraz razem z Niallerem schodziłam na dół.
- Grace, nie dam rady wrócić. - zaczął mi płakać za uchem.
- To się stocz. - wymamrotałam. Byłam strasznie zmęczona. 
- Hej, ciekawe czy tutaj są lisy?
- Na pewno. 
- Zagrajmy w grę,  ja powiem jakie zwierze robi, a ty wydasz dźwięki jaki robi.
- Nie jesteśmy w przedszkolu. - jego pomysł był absurdalny. Za dużo czasu przebywa z Louisem. 
- Pies robi...
- ...
- No weź ja wiem, że wiesz co robi pies.
- ...
- Powiedz to dla mnie.
-...
- To jeszcze raz. Pies robi...
- Hau. - zmiękłam. 
- Kot robi...
- Meow.
- A właściwie to jakie dźwięki wydaje lis.
- Co mówi lis? To ciekawe pytanie. 
- Chyba nigdy się nie dowiemy. 
- A może to jest coś w stylu " Ring-ding-ding-ding-dingeringeding". - zaczęłam śpiewać.
- Albo "Hatee-hatee-hatee-ho" - w tym momencie oboje zaczęliśmy śpiewać. 

sobota, 28 września 2013

Rozdział 17

*Z perspektywy Grace*
Dziś mieliśmy cały dzień wolny. Co oznacza, że idziemy się zabawić do jakiegoś klubu. Aktualnie zbieramy ekipę. 
- Dobra to kto właściwie z nami idzie, bo zagmatwaliście sprawę.  - zapytałam zrezygnowana.
- No więc Jess się źle czuje, więc zostaje w domu, a razem z nią siedzi Tommo. Idę ja, ty, Nialler, Hazz i Zayn. - powiedziała Gemma.
- Dobra to idę się ogarnąć. - pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam włosy i przebrałam się i łam już gotowa do wyjścia. Wszyscy musieliśmy chwilę poczekać na Gemmę, która wyjątkowo strasznie się grzebała. Na imprezie było mnóstwo młodych ludzi a więc mieliśmy się z kim bawić. Zajęliśmy stolik w kącie gdzie każdy zostawił swoje rzeczy. Zabawa była przednia. Cały czas bawiłam się z Gemmą wśród tłumu. Po jakimś czasie postanowiłam pójść z dziewczyną napić się do baru. Tam zasiadłyśmy przy barze poprosiłam barmana o pierwsze piwo.
- Ty nie pijesz? - zdziwiona spojrzałam na Gemme.
- Muszę mieć wszystko pod kontrolą, a więc ty możesz się napić, ale nie przeginaj. - po paru kuflach już zaczęłam odczuwać skutki picia. Już zaczęłam głosić swoje filozoficzne myśli.
- Wiesz Gemma, że na świecie nie ma ideału?
- Gdyby była tutaj Jess to od razu by zaprotestowała. - dziewczyna westchnęła mając dość moich słów. Wzrokiem cały czas kogoś wypatrywała wzrokiem. Nagle ktoś złapał mnie za ramiona.
- Ja zabiorę Grace. Wrócimy już do pensjonatu. Przemkniemy się i nauczyciele nas nie zobaczą. - usłyszałam głos Niallera. Pozwoliłam się prowadzić w drodze powrotnej.
*Z perspektywy Gemmy*
W końcu pozbyłam się pijanej Grace. Może nie powinnam tak mówić, ale ona gdy jest pijana jest strasznie nieznośna. Irytuje samą mimiką twarzy, nie mówiąc już o jej wywodach. Aż chce się jej przyłożyć i to tak porządnie. Teraz szukałam wzrokiem Hazzy. W końcu to z nim chciałam spędzić ten wieczór, lecz najwidoczniej nie obchodziło go co się ze mną dzieje. Postanowiłam zabrać swoje rzeczy i pójść na spacer  po Krupówkach. Po drodze kogoś potrąciłam. Chcąc przeprosić odwróciłam się i zobaczyłam Georga. 
- Przepraszam. Gdzie zmierzasz? - uśmiechnęłam się.
- Właściwie to nie wiem gdzie zmierzam.
- Tak samo jak ja. Pospacerujemy? - zaproponowałam. Chłopak się uśmiechnął i przytaknął. Spacerowaliśmy w ciszy mijając budynki. Było pusto na dworze. Czasami tylko słyszeliśmy śmiechy z pobliskich karczm.
- Dość szybko się zimno zrobiło.- szepnęłam.
- Chcesz kurtkę? - przytaknęłam kiwając głową. Chłopak zdjął z siebie swoją brązową skórę i podał mi ją. Po pewnym czasie poczułam jak jego ciepłe opuszki palców dotykają mojej dłoni. Spojrzałam na niego pytająco.
- Mogę? - spojrzał na mnie. Delikatnie się uśmiechnęłam. Chłopak uznał to za "tak" i po chwili wracaliśmy do pensjonatu trzymając się za ręce.
*Z perspektywy Jess*
Leżałam w łóżku z wielkim bólem głowy. Inni w tej chwili wspaniale się bawili, a ja zwijałam się z bólu. Na szczęście nie byłam sama. Tomlinson postanowił ze mną zostać. Aktualnie chłopak mi gdzieś uciekł. Zapewniał mnie, że przyjdzie za pięć minut, a tymczasem minęło dwadzieścia. Zdenerwowana wstałam i poszłam do łazienki przemyć twarz. Potem szybko wskoczyłam pod prysznic. W trakcie przebierania się w piżamie usłyszałam otwieranie się drzwi.
- Jess? - usłyszałam głos Tommo. - Halo Jess?! Jesteś tam? - chłopak był wyraźnie zmartwiony. Postanowiłam posiedzieć jeszcze trochę w łazience i sprawić aby jeszcze chwilę się pomartwił. To było bardzo zabawne. - Co jest do cholery? Gdzie ta idiotka mogła pójść? Przecież źle się czuje.
- Idiotka poszła do łazienki. - powiedziałam a chłopak odetchnął z ulgą. 
- Mogłaś poczekać z prysznicem aż wrócę. 
- Gdzie byłeś?
- W sklepie. - chłopak wyjął trzy puszki piwa. - Ty nie będziesz pić. - uśmiechnął się i opadł na łóżko z pierwszą puszką. Ja usiadłam na swoim i wyciągnęłam swój telefon i słuchawki. Szybko założyła słuchawki na uszy i włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek, czyli Billy Talent - Diamond On A Landmine*. Potem przysnęłam. Po pewnym czasie poczułam coś delikatnego na moich wargach. To uczucie było wspaniałe, tak jakby ktoś mnie całował. Starałam się zmusić do otworzenia oczu. Po pewnym czasie lekko rozchyliłam powieki. Ujrzałam Nad sobą czuprynę Lou. On mnie pocałował? Wtedy gdy chłopak zaczął się oddalać ja szybko zamknęłam oczy, by nie zauważył, że nie chce.
- O boże zrobiłem to. - usłyszałam cichy szept Lou. 

______________________
Chyba nigdy nie doczekam się tych trzech komentarzy xD.
Tak czy siak postanowiłam napisać rozdział. 
Byłoby miło zobaczyć jakieś komentarze pod tym rozdziałem. 

*piosenka jest naprawdę bardzo fajna, macie tutaj link do niej: KLIK

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 16

Dziękuję za 2 komentarze pod ostatnim postem.
3 komentarze -> następny rozdział
Zapraszam do czytania :)
_________________________________________________________

*Z perspektywy Jess*
 Niedawno wróciłam do pensjonatu. Tomlinsona gdzieś wywiało, a więc siedziałam sama. Byłam strasznie znudzona. W pewnym momencie ktoś zapukał, po czym wszedł bez pozwolenia. Spojrzałam kątem oka w stronę drzwi. Ashton wlazł do mojego pokoju.
- A więc naprawdę dzielisz pokój z Louisem? - westchnął chłopak.
- I co w związku z tym. - odwróciłam głowę w jego stronę. 
- Możesz się przenieść do mnie. 
- Nie.
- Czemu? Aż tak bardzo chcesz spać z nim w jednym pokoju?
- Po prostu przegrałam zakład i muszę tu być czy mi się to podoba czy też nie. 
- Rozumiem. To co powiesz na wspólny posiłek? - szybko zmienił temat.
- Nie jestem głodna. - mój brzuch jak na złość przypomniał sobie, że jest głodny i zaczął burczeć.
- Właśnie widzę. Zakładaj trampki i idziemy. - powiedział. Założyłam szybko buty i wyszłam razem z chłopakiem. - Nie sądziłem, że zgodzisz się ze mną wyjść gdziekolwiek.
- Planowałam wyjść z tobą z budynku, zjeść na twój koszt, a później uciec.
- Miło. - zaśmiał się.
- Mimo wszystko tego nie zrobię. Zapłacę sama za siebie, a  potem ucieknę. 
- Gdzieś tam powinna być pizzeria. 
- Nie chce pizzy. Ja chcę zjeść coś miejscowego.
- To poszukamy jakiejś knajpki. - dalej szliśmy w ciszy. Po pewnym czasie chłopak szturchnął mnie w ramie.
- Co?
- Co pisze na szyldzie tamtej knajpki? - zapytał Ashton.
- "Pstrąg górski" - powiedziałam.
- Łał skąd znasz ten jężyk?
- Debilu jak się jedzie do jakiegoś kraju to starasz się ogarnąć trochę język.
- Dobra dobra. Chodźmy tam. - rozkazał chłopak i po chwili siedzieliśmy przy jednym ze stolików tamtej knajpki. Personel okazał się wyjątkowo wykwalifikowany. Kelner dobrze znal język angielski i normalnie z nami rozmawiał. Zamówiliśmy posiłek i czekaliśmy na niego w ciszy. Po zjedzeniu zapłaciliśmy i wyszliśmy. 
- To co teraz planujemy zrobić? - zaproponował chłopak.
- Chodź połazimy po Krupówkach. - zaproponowałam i tak też zrobiliśmy. Chodziliśmy po nich bez celu. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. 
- Jess? Co tu robisz z nim?
- Tomlinson idioto wystraszyłeś mnie. - szturchnęłam go.
- Odpowiesz na pytanie, które ci zadałem?
- Spaceruje z nim. - powiedziałam.
- To wiem... Nie sądzisz, że ze mną byłoby bardziej ciekawie? - zapytał oburzony. 
- Ciebie gdzieś wywiało, a więc poszłam z nim. W ogóle to gdzie ty się szlajałeś?
- Poszedłem kupić nam oscypki. Czy ty wiesz jak trudno było dogadać się z tymi ludźmi? W ogóle nie ogarniam polskiego. Na szczęście jakiś dzieciak mi pomógł. 
- Oj jak mi przykro. - z trudem powstrzymywałam się od śmiechu. Jego mina i ton głosu były takie zabawne. - Nie wiem, jak wy ale ja spadam do pensjonatu. - nie miałam ochoty łazić już po mieście. Po powrocie zaległam na łóżku i zostałam tam do kolacji.
*Z perspektywy Grace*
- Jesteś głupia! A gdyby ci się coś stało!? Nie wiem, na przykład poślizgnęłabyś się i złamała nogę, albo co gorsza uderzyła się w głowę i straciła przytomność! Nikt nie zorientowałby się, że nie ma cię z nami! Zauważyliby to dopiero w pensjonacie, a wtedy mogłoby być za późno! - właśnie w tej chwili dostawał ochrzan od mojego mężczyzny. No właściwie to nie mojego bo nie jesteśmy parą, ale bardzo go lubię.
- Niall, ale nic mi się nie stało i to jest chyba najważniejsze, nie? - powiedziałam zdobywając się na najładniejszy uśmiech na jaki było mnie stać. 
- Gdyby nie to, że nauczyciel cię znalazł, nie siedziałabyś tu ze mną! - chłopak nadal był wkurzony.
- Co chcesz na przeprosiny?
- Buzi.
- No dobra. - cmoknęłam go w usta.
- Już wszystko okey?
- No może. W sumie to przydałby się jeszcze jeden. 
- Nie przeginaj.
- No dobra. 
- To co robimy? Mamy dużo wolnego czasu.
- Może wspólny prysznic? - zapytał chłopak poruszając brwiami. 
- Nie. - stanowczo odmówiłam. 
- No weź.
- Horan zboczeńcu nawet o tym nie myśl. - warknęłam.
- O czym mam nie myśleć? - chłopak zbliżył się do mnie.
- Tu już wiesz o czym. - Nagle zostałam podniesiona do góry.
- Czas na wspólną kąpiel! - wykrzyknął radośnie blondasek. Zaniósł mnie do łazienki i wsadził w ubraniach pod prysznic. Zaraz dołączył do mnie. Potem odkręcił wodę. 
- Horan idioto ja wychodzę. - powiedziałam, lecz chłopak mnie zatrzymał. 
- Zostań proszę. - Nialler spojrzał na mnie wzrokiem szczeniaka. Po chwili przytulił się do mnie. Nie potrafiłam mu odmówić. Razem spędziliśmy miło czas pod prysznicem.
*Z perspektywy Gemmy*
Łaziłam bez celu po Krupówkach. Byłam sama, bo nikt nie miał dla mnie czasu. Przechadzając się zauważyłam grupkę chłopaków, bardzo przystojnych chłopaków. Oni przyglądali mi się przez dłuższy czas. Zaczęłam zastanawiać się nad tym czy przez przypadek dziwnie nie wyglądam. Szybko obczaiłam samą siebie, ale nie zauważyłam jakiś niedoskonałości w moim wyglądzie. Postanowiłam ich olać i pójść sobie w swoją stronę. Niestety ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam, że to tamci chłopacy.
- Potrzebujecie czegoś? - zapytałam uprzejmie. Mamrotali coś między sobą w innym języku, prawdopodobnie gadali po polsku. Myśląc, że nie udzielą mi odpowiedzi chciałam już iść, lecz ponownie zostałam zatrzymana.
- Poczekaj. Wiesz co masz napisane na bluzie? - odruchowo spojrzałam na nią i ujrzałam napis Free Hugs.
- No teraz wiem, i co w związku z tym? - zapytałam.
- Czekamy na misiaka od ciebie.- cała grupka rozłożyła ręce. Nie miałam innego wyjścia. Przytuliłam wszystkich po kolei. 
- Może, chcesz się z nami trochę połazić. - zapytał jeden z nich. 
- Mimo, że to bardzo kusząca propozycja to muszę odmówić. - pragnęłam wrócić do ciepłego łóżeczka w pensjonacie, a jacyś goście próbują mnie namówić na spacer. 
- No chodź będzie zabawnie. 
- Nie wątpię w to, ale jeżeli teraz nie pójdę to spotkam się na ważne spotkanie. - spotkanie z poduszką i kołdrą oczywiście.
- Spotkanie nie ucieknie, a my tak. 
- No  to ucieknijcie, mi to będzie na rękę. - uśmiechnęłam się. Chyba ich trochę rozzłościłam, bo uśmiechy z ich twarzy szybko zniknęły. 
- Hej Gemma, ci panowie coś chcą od ciebie? - nagle pojawił się Hazz. Loczek stanął przede mną zasłaniając mnie. 
- Nie, właśnie im tłumaczyłam, że muszę iść bo się spóźnię.
- Panowie chyba zrozumieli, że musisz iść. - Harry złapał mnie za rękę i poszedł w stronę pensjonatu.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Nie ma za co. Zawsze służę pomocą. Szczególnie w takich sytuacjach. - po powrocie szybko ogarnęłam się w łazience i wskoczyłam do łóżka. Dość szybko odleciałam w objęcia morfeusza.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 15

Dziękuję za jeden komentarz xd.
2 komentarze -> następny rozdział.
Trzeba was trochę zmobilizować do pisania komentarzy, które sprawiają, że wiem, że mam dla kogo pisać.
Zapraszam do czytania.
_____________________________________________________

  *Z perspektywy Jess*
Przez całą podróż w samolocie musiałam męczyć się z dwoma idiotami. Ashton zagadywał mnie cały czas, co mnie okropnie wkurzało, a Tommo opowiadał mi niedorzeczne historie. Na szczęście teraz siedziałam w pensjonacie. Każdy miał dwuosobowy pokój. Ja dzieliłam go z Gemmą, Grace miała wspólny pokój z Niallerem. Razem z Gemmą rozpakowywałam się. W sumie to cieszyłam się, że Lou zmusił mnie do zapisania się na wycieczkę. Teraz przynajmniej nie będę nudzić się w szkole. W pewnym momencie ktoś wparował do pokoju. 
- Jess, mam pomysł na zakład. - wykrzyknął dumny z siebie Tomlinson. 
- No co znowu wymyśliłeś? - zapytałam znudzona. 
- To będzie konkurs na jedzenie. Ten kto szybciej zje kolację wygrywa. 
- Co będzie musiał zrobić przegrany?
- Jak ty przegrasz to śpisz ze mną w jednym pokoju przez resztę pobytu tutaj w samej bieliźnie!
- Pogięło cię. - szczena opadła mi na to co musiałabym zrobić gdybym przegrała.
- No dobra. Śpisz ze mną w jednym pokoju przez resztę tygodnia i tylko raz śpisz w samej bieliźnie!
- Na to mogę się zgodzić. - westchnęłam. - Ale za to ty będziesz musiał przebiec się w samych bokserkach po Krupówkach. 
- Zgoda. A więc radze ci się pakować bo przenosisz się do mnie. - chłopak uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Myślałam, że mnie rozniesie. Nienawidzę jego pewności siebie. Szybko założyłam trampki na stopy i pobiegłam do jego pokoju.
- Idziemy! - warknęłam otwierając drzwi. Na stołówce wybraliśmy stolik dla dwóch osób. Wzięliśmy swoje porcje kolacji i czekaliśmy na sędziego. W tym przypadku był to Liam. 
- A więc jesteście gotowi? - zapytał, a my przytaknęliśmy kiwnięciem głowy. - A więc. Start. - szybko zaczęłam jeść moją porcję. Starałam się to zrobić jak najszybciej. - Stop. Louis wygrał. - powiedział Liam. Ja spojrzałam zdziwiona na pusty talerz Tommo. 
- Jak? - zapytałam. Louis zachichotał. - To niemożliwe żeby taką wielką porcję w tak szybkim czasie...
- A jednak możliwe. Spokojnie dokończ. Ja idę przenieś twoje rzeczy do mojego pokoju. 
- A ty z kim miałeś pokój?
- Z Hazzą, ale on z przyjemnością przeniesie się do Gemmy. - powiedział chłopak i zniknął. Ja dokończyłam kolację i poczłapałam do mojego nowego pokoju. Tam już moje ciuchy były wypakowane i starannie poukładane na półce. Ten zboczeniec nawet dobrał się do mojej bielizny i właśnie w tej chwili ją przeglądał. 
- Co ty robisz? - warknęłam wyrywając mu mój czarny koronkowy stanik. 
- Wybieram ci bieliznę do snu. - wyszczerzył ząbki. Od razu się zarumieniłam. - Postanowiłem, że będziesz spała w tym staniku, a majtki się jeszcze dobierze. - powiedział.
- Powiem jedno. Jeszcze raz dotkniesz mojej bielizny to cię zabiję. - warknęłam.
- Dobra tak czy siak idź się ogarnąć do łazienki. 
- Niby po co?
- Bo jest już późno, a jutro trzeba wstać o 6. 
- Ty pierwszy idź się myć. - powiedziałam. Chłopak bezproblemowo Wstał i poszedł się myć po paru minutach wyszedł.
- Teraz twoja kolej. - a ja zabrałam naszykowany przez niego strój, szlafrok i kosmetyczkę do łazienki. Po ogarnięciu i przebraniu, wyszłam w szlafroku.
- Buuuuu. - spojrzałam na chłopaka pytająco. - Miałaś być w samej bieliźnie.
- Nie będę przed tobą paradować w majtkach i staniku. - oburzyłam się. - Poza tym ide spać. - szybko ściągnęłam szlafrok i wskoczyłam pod kołdrę. 
*Z perspektywy Gemmy*
Jess siedziała na stołówce, Grace była gdzieś z Niallem, a ja siedziałam sama. Nie minęło dwadzieścia minut, a do mojego pokoju wpadł Harry z Tomlinsonem. Loczek trzymał swoją walizkę. 
- Przegrała? - zapytała.
- Tak.
- A więc ona będzie dzielić pokój z tobą - wskazałam na Lou - a ja z nim?
- Dokładnie tak. - Harry uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki. 
- Rzeczy Jess są na dolnej półce. - powiedziałam, gdy Tomlinson otworzył szafę stojącą w pokoju. Chłopaki szybko przenieśli rzeczy mojej przyjaciółki. Harry szybko się rozpakował.
- Może ty też powinnaś spać jeden dzień w bieliźnie, tak jak Jess? - chłopak przygryzł dolną wargę. 
- Obejdzie się. - mruknęłam pod nosem.
- Jadłaś kolację?
- Nie i nie chce mi się. Jutro jedziemy do tej całej Jaskini Mylnej?
- Taaa... Jak wrócimy to idziemy połazić po Krupówkach. Musimy obczaić jak tu jest.
- No ba. Ponabijamy się trochę z ludzi.
- Tak. Może nawet uda nam się przebrać za małżeństwo staruszków i będziemy wykorzystywać życzliwość innych do własnych celów. - chłopak zaśmiał się. 
- Taaa, na pewno tak zrobimy, ale przedtem... - delikatnie złapałam za róg poduszki. - ... walka na poduchy. - rzuciłam się na chłopaka i zaczęłam go okładać poduszką. Ten szybko złapał swoją i zaczęliśmy zabawę. Nie mogłam opanować śmiechu, z resztą tak samo jak Harry. Po pewnym czasie opadliśmy na łóżko z braku sił. 
- Boli mnie brzuch. - jęknęłam przekręcając się na bok.
- Co się stało? Mam iść po nauczycielkę? - przestraszony Harry szybko zerwał się z łóżka i zmierzał w stronę drzwi.
- Spokojnie. To ze śmiechu. - zachichotałam.
- Ty koniecznie chcesz żebym się o ciebie martwił? - chłopak zapytał.
- Nie, ale twoja reakcja była zabawna. - ledwo się powstrzymywałam od śmiechu.
- Ah tak? - powiedział, po czym podszedł do łóżka, na którym leżałam. Zrzucił mnie na podłogę i zaczął łaskotać. Zaczęłam się śmiać. Dokładnie wiedział gdzie mam łaskotki, bo już w dzieciństwie mi tak robił. Śmiałam się, aż do łez. W pewnym momencie ktoś otworzył drzwi.
- Proszę się uspokoić. Niektórzy próbują spać. - wrzasnęła jedna z opiekunek z innego liceum. My oboje spojrzeliśmy na nią z przerażeniem. Kobieta zadowolona z naszej reakcji wyszła z pokoju. Ja i Hazz automatycznie zaczęliśmy rechotać. Ta stara zołza pewnie w tej chwili wywróciła oczami. 
- Dobra Harry. My  też idziemy spać. - zrzuciłam go z siebie i poszłam po moja piżamkę i kosmetyczkę. Poszłam do łazienki aby się ogarnąć. Po 20 minutach wyszłam. Zastałam znudzonego Harrego czytającego coś na swoim telefonie. 
- Ile można w łazience siedzieć? - westchnął.
- Jak widzisz można długo. - położyłam się na łóżku i poszłam spać. Ta podróż samolotem trochę mnie wymęczyła.
*Z perspektywy Grace*
Z samego rana obudziło mnie miłe i ciepłe uczucie. Otworzyłam oczy i ujrzałam pochylającego się nade mną Niallera. Po chwili zorientowałam się, że chłopak mnie całuje. Podniosłam kąciki ust. Horan najwidoczniej to zauważył bo szybko oderwał się ode mnie.
- Mogłabym byś tak budzona codziennie. - szepnęłam leniwie wstając.
- A chcesz?
- Owszem. - uśmiechnęłam się i ruszyłam do łazienki. Tam szybko wykonałam poranne czynności. Założyłam na siebie ciemne rurki i ciemną bokserkę. Dodatkowo nałożyłam na siebie bordową bluzę. Spięłam włosy w koczka i wyszłam z łazienki. Od razu założyłam ciemne vansy i zeszłam na śniadanie zostawiając blondaska samego. Dzisiaj mieliśmy jechać do jaskini mylnej. Na stołówce szybko znalazłam stolik przy, którym siedziały dziewczyny. Wspólnie zasiadłyśmy do jedzenia. Dziewczyny jak to zawsze miały pełno jedzenia na talerzach. Ja od jakiegoś czasu jadam trochę skromnie. Od razu mówię ja się nie odchudzam. Po prostu nie mam apetytu. Po zjedzonym śniadaniu poszłyśmy na zbiórkę przy autokarze. Już po piętnastu minutach cała wycieczka jechała do wyznaczonego celu. Siedziałam z Gemmą. Razem z dziewczyną słuchałam muzyki przez słuchawki. Niestety nie mogłyśmy się skupić, bo z tyłu siedziała Jess z Tommo i jak zawsze ta dwójka się kłóciła. Westchnęłam ciężko. Po dość jakimś czasie byliśmy na miejscu. Teraz stałam przed wejściem do jaskini.
- No to co moi miluśńscy. Każdy bierze latarkę i za mną. - powiedziała jedna z nauczycielek. Kobieta weszła pierwsza a my zaraz za nią. Szłam trzymając się blisko Niallera. Lecz w pewnym momencie za bardzo oddaliłam się od grupy i zgubiłam się. 
- Boże... Co ja teraz zrobię? Jeżeli a tutaj zginę? Nie chcę umierać Ja jestem za młoda. - Zaczęłam panikować. Od razu opadłam na kola i schowałam twarz w dłoniach. Ja zaczęłam płakać jak małe dziecko. Byłam przerażona tym co tutaj się dzieje. - Spokojnie Grace. Tylko się uspokój. Będzie wszystko dobrze. Sprawdźmy czy jest zasięg. - wyciągnęłam telefon i uświadomiłam sobie, że niema tutaj zasięgu. - Dobra jest coraz gorzej. Muszę sprawić by ktoś mnie usłyszał. Krzyczenie nic tu nie pomoże, ale mam całą baterię w telefonie. Może włączę jakąś piosenkę i ktoś z mojej grupy mnie znajdzie. - włączyłam moją ulubioną piosenkę <Ellie Goulding - Burn>. Podgłośniłam i czekałam na cud. Po paru minutach usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Postanowiłam nie ruszać się z miejsca.
- Tutaj jestem! - wrzasnęłam z całych sił. - odnalazł mnie nauczyciel w-f 'u z mojej szkoły. Profesor szybko wyszedł ze mną z jaskini. Dostałam niezły ochrzan od nauczycieli Niallera dziewczyn. Nawet Tomlinsona poniosło i zaczął się na mnie wydzierać. Teraz wszyscy wróciliśmy do pensjonatu i mieliśmy czas wolny.

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 14

Proszę o komentarze.
 1 komentarz -> następny rozdział.
________________________________________________________________ 
*Z perspektywy Jess*
Właśnie biegłam z Gemmą na spotkanie zapoznawcze związane z wycieczką. Na tą całą wycieczkę do Polski mieliśmy jechać z jakimiś dwiema szkołami. Zorganizowano więc spotkanie na którym mieliśmy się wszyscy spotkać i właśnie byłam na nie spóźniona. Dodatkowo ta wycieczka jest jutro więc trzeba dzisiaj się ogarnąć i spakować.
- Gemma, w której to klasie jest? - biegałyśmy jak idiotki po liceum, w którym nie byłyśmy nigdy w życiu. 
- To sala numer 69...czyli powinna być gdzieś tutaj. - powiedziała dziewczyna skręcając w lewo. Zaraz jednak się wróciła i pobiegła w prawo. -Tutaj jest. - obydwie wpadłyśmy do niej.
- Przepraszamy za spóźnienie. - powiedziałam. 
- Hej dziewczyny tutaj. - Tommo pomachał nam i pokazał na dwa wolne miejsca obok niego. Szybko tam usiadłyśmy. 
- Gdzie Grace? - szturchnęłam Louisa w ramię. 
- Siedzi tam przy tablicy razem z Niallerem. 
- Gołąbeczki. - prychnęłam po czym zaczęłam rozglądać się po sali. Powoli stwierdziłam, że osoby tam siedzące nie wyglądają źle z wyglądu. Po pewnym czasie zauważyłam, że w kącie siedzi osoba, która przypominała mi kogoś. Przyjrzałam się i wiedziałam jedno... siedzi tam Ashton. Koło niego siedział chłopak, któremu pomaga Gemma w szklarni.
- Dobra to teraz może się przedstawmy. - powiedział jakiś brunet, w ogóle go nie słuchałam. Byłam bardziej zajęta w tym co muszę zabrać ze sobą. W pewnym momencie zostałam szturchnięta przez kogoś.  Przestraszyłam się i spadłam z krzesła, czym rozbawiłam wszystkie osoby tam siedzące.
- Jess, opowiedz coś o sobie. - szepnął Tommo zwijając się ze śmiechu.
- Ekhem. Ja wiem, że śmiech to zdrowie, ale nie przesadzajmy. - powiedziałam i czekałam, aż wszyscy łaskawie mnie wysłuchają. - Jestem Jessica, dla przyjaciół Jess. Dziękuję to wszystko. - skończyłam moją długą wypowiedź i czekałam na jakąkolwiek reakcję ze strony ludzi. 
- Nie powiesz nam nic więcej?
- Po co?
- Żebyśmy się czegoś dowiedzieli. 
-Ja wyznaję zasadę "lepiej sam odkryj jaka jestem, a nie ja ci będę o tym opowiadać".
- Rozumiem. To kto następny ? - ja wróciłam do swoich rozmyślań.
*Z perspektywy Grace*
Niedawno skończyło się spotkanie zapoznawcze. Teraz z dziewczynami poszłyśmy do mojego domu.One miały pomóc mi w pakowaniu się.
- Dziewczyny chcecie coś do picia? - zapytałam wpuszczając je do domu.
- A co masz? - zapytała Gemma.
- Sok pomarańczowy.
- To nalewaj nam. - powiedziała Jess. Dziewczyna szybko wbiegła do mojego pokoju. Szybko poszłam do kuchni po napoje i powędrowałam z nimi do pokoju. To co tam zastałam przekraczało ludzkie pojęcie. Zostawić je na chwilę a w moim pokoju już taki bajzel. Wszystkie moje ciuchy były porozrzucane po podłodze. Starając się zachować spokój odstawiłam na biurku kubki.
- Co to ma być? - zapytałam.
- No wybieramy ciuchy, nie?
- Jeden, dwa, trzy... - zaczęłam odliczać aby się uspokoić.
- Po co liczysz? -zapytała  Gemma oglądając jedną z moich bluzek.
- Żeby się uspokoić. - powiedziałam kończąc liczenie. Faktycznie liczenie do dziesięciu mi pomagało. Czułam  się znacznie spokojniejsza.
- A więc chyba przyniosę walizkę. - powiedziałam wychodząc z pokoju. Po paru minutach przytachałam ze sobą walizkę na kółkach. Była ona czerwona. Umieszczone były na niej rozmaite rysunki, między innymi znajdowała się tam wieża Eiffla.
- Zmieścisz się w to? - zapytała Gemma.
- Oczywiście. Ona towarzyszy mi podczas każdej podróży i zawsze mieszczę się z ubraniami i kosmetykami.
- Proponuję ci wziąć te spodnie. - Jess rzuciła we mnie ciemnymi rurkami. - Nigdy cię w nich nie widziałam, a są ładne.
- Prawdopodobnie o nich zapomniałam. Mam wiele ubrań, w których nie chodzę.
- No to z nich wybierzemy ci ubrania, które masz wziąć ze sobą. - pisnęła Gemma i wszystkie razem wzięłyśmy się za szukanie odpowiednich ubrań. Gdy wszystko było spakowane dziewczyny szybko poszły do swoich domów. Same musiały się spakować. Ja została sama.
*Z perspektywy Gemmy*
Biegłam spóźniona na lotnisko. To drugi raz gdy się spóźniam w tym tygodniu. Jeżeli się nie pośpieszę to cała grupa odleci sobie do Polski a ja zostanę tutaj. W pewnym momencie ktoś podbiegł do mnie i złapał za rączkę mojej walizki. Spojrzałam w stronę tej osoby. Nie rozpoznałam jej. Chłopak sam dźwigał swoją walizkę a jeszcze pomagał mi w ciągnięciu swojej.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Ja? Jestem Ashton. Jedziemy razem na wycieczkę do Polski. Jesteś przyjaciółką Jess, tak? Pomyślałem, że skoro ci pomogę to będzie dla mnie milsza. - nic nie powiedziałam tyko zwiększyłam tempo biegu. Po minucie byłam na miejscu. Na szczęście odprawa się nie zaczęła. Szybko odnalazłam Hazze i razem z nim stałam w ciszy czekając na odprawę. Po minutach ciągnących się w nieskończoność w końcu znalazłam się na pokładzie samolotu. Szybko zajęłam swoje miejsce przy oknie. Nie wiedziałam koło kogo siedzę, gdyż mój towarzysz nie raczył się zjawić. 
- Gemma? - usłyszałam głos George'a
- A więc ty siedzisz obok mnie? - spojrzałam w stronę chłopaka.
- Wychodzi na to, że tak. 
- No to super. - postanowiłam się trochę rozejrzeć po samolocie. Jess siedziała między Tomlinsonem a tym chłopakiem, który dzisiaj mi pomógł. Grace siedziała z Niallem, a obok nich siedziała jakaś dziewczyna. Nie kojarzyłam jej. Miejsce obok George'a nie było jeszcze zajęte. 
- Oh a więc siedzę obok ciebie. - usłyszałam ponury głos Hazzy. Odwróciłam się w stronę, z której jego głos dochodził. Okazało się, że te słowa były skierowane do osoby obok, której siedziałam.
- Spokojnie Harry, ja siedzę niedaleko. - uśmiechnęłam się do loczka. 
- Oh Gemma, a więc będziesz koło mnie. - chłopak od razu się uśmiechnął. Lot minął bez większych problemów. Teraz jechaliśmy autokarem do pensjonatu, w którym mieliśmy się zatrzymać. A więc czas na tydzień w Polsce.