Zwiastun

Oto zwiastun opowiadania "Love??" http://www.youtube.com/watch?v=Eak2RV7yGz0
Zamówiony na stronie http://zwiastuny-na-blogi.blogspot.com/

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 5

*Z perspektywy Jess*
Dzisiaj wstałam dośc wcześnie. Dyrektor powiedział, że potrzebuje mojej pomocy w szkole wcześnie rano. Szybko się ogarnęłam i wyszłam z domu. W szkole byłam przed godziną 7. Dyrektor oczywiście czekał na mnie w gabinecie. 
- Dzień dobry. - powiedziałam wchodząc do gabinetu dyrektora.
- Dzień dobry. Może ja od razu przejdę do rzeczy. W szkole chcemy zorganizowac dyskotekę. Do przystrojenia wytypowałem dwie klasy. Twoją i klasę i jeszcze jedną. Masz ogłosic, że macie wszyscy zjawic się w weekend w szkole i ją przystroic na dyskotekę, która odbędzie się w poniedziałek. Nagrodą będzie specjalna strefa dla was. No to tyle. - powiedział 
- Tylko tyle? 
- Tak 
- Dobrze ogłoszę to. - powiedziałam a dyrektor dał mi kartkę na której była napisana ta druga klasa. Spojrzałam na nią i zamarłam. Drugą klasą od przygotowania szkoły była klasa, w której był Tomlinson. Super będę musiała się użerac się z nim. Najgorsze było to, że rozmowa z dyrektorem trwała niecałe 2 minuty, a mężczyzna kazał mi przyjść koniecznie przed 7. Wydaję mi się, że to chyba była jego jakaś złośliwość. W każdym razie musiałam szybko biec na stołówkę coś zjeść.
*Przyśpieszamy czas do drugiej godziny lekcyjnej - Jess idzie ogłosić kto zajmuje się imprezą*
Lekcja wychowawcza. Jak zawsze na tej lekcji muszę coś ogłaszać.
- Słuchajcie muszę wam coś ważnego ogłosić. - powiedziałam wstając z ławki i wychodząc na środek sali. - Dyrektor zadecydował, że my i jeszcze jedna klasa mamy przygotować szkołę na dyskotekę. Cały weekend mamy współpracować z tą klasą i kropka.  - powiedziałam po czym wyszłam i skierowała się do klasy Lou. Zapukałam i poczekałam na pozwolenie na wejście do środka.
- Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam w lekcji. - stara gadka - Ta klasa ma pomóc w organizacji szkolnej imprezy, mamy poświęcić cały weekend na to. Macie być o 10 pod szkołą. Jakieś pytania? - powiedziałam.
- Tak jedno. - usłyszałam głos Lou
- Słucham?
- Czy w końcu powiesz mi jaka dziewczyna mi się podoba?? - w klasie spojrzeli się na Tomlinsona jak na idiotę.
- Przecież, ja nie siedzę w twojej głowie więc nie wiem. - wszyscy się zaśmiali, a ja po prostu wyszłam z sali.
*Z perspektywy Gemmy*
W końcu długa przerwa. Jestem strasznie głodna. 
- HEJ Gemma! - usłyszałam głos Zayna
- Geeemmaaaaaaaa! - tym razem był to głos Liasia
- Co chcecie chłopaki? - obdarowałam ich najlepszym uśmiechem na jaki było mnie stać.
- Czy pójdziesz ze mną na szkolną imprezę w poniedziałek. - powiedzieli razem
- Czemu mnie przedrzeźniasz? - zapytał Liaś, Zayna
- To ty mnie przedrzeźniasz, synu. - warknął Zayn
- Jesteście zabawni. Może pójdziemy razem - zaproponowałam
- Co masz na myśli?
- Oboje mnie zaprosiliście w tym samym czasie, więc ja przyjmuję waszą propozycję i idziemy wszyscy razem. O której jest impreza?
- O 20 zaczyna się impreza.
- A więc o 19:30 przybądźcie pod mój dom. Będę na was czekać. 
- Okey. - uśmiechnęłam się i pobiegłam do stołówki. Tam zjadłam lunch samotnie w koncie... no nie tak samotnie bo zaraz przypałętał się Harry.
- Hej Gemma.
- Siema.
- Chcesz iść ze mną na szkolną imprezę?
- Spóźniłeś się...
- Jak to? Z kim idziesz?
- Idę z Liamem i Zaynem.
- Ale, że cała trójka idzie razem?
- Tak.
- Okey, to ja sobie już pójdę. - powiedział i zniknął. 
*Z perspektywy Grace*
"Grace, Grace, Grace chodź ze mną na dyskotekę!"- te słowa cały czas słyszałam. Zawsze tak jest przed szkolną imprezą.  Nie mogłam odpędzić się od tych wszystkich chłopaków. Łazili za mną cały czas.
- Hej chłopaki! - nagle szum naokoło mnie ucichł.
- Co się stało? - zapytał jeden z nich
- Ja już idę z kimś na dyskotekę.
- Z kim?
- Z.... Emmmmmm... Yyyyyyyy... No właśnie... idę z... emmmm... to jest... - nagle zauważyłam Niall wychodzącego zza zakrętu. - Idę z Niallem. - krzyknęłam uradowana podskakując do chłopaka i wtulając się w jego  ramię.
- O co chodzi? - zapytał zdezorienotwany
- Nie pamiętasz jak przerwę wcześniej zapytałam się ciebie czy idziemy razem na dyskotekę, a ty się zgodziłeś?? - spojrzałam w jego stronę znacząco.
- A to o to chodzi. Tak idziemy razem, bo ona mnie o to poprosiła. - zaśmiał się nerwowo. Na szczęście reszta chłopaków się rozeszła. Zostali tylko członkowie mojego fanclubu. 
- Niall, co to ma być! - wykrzyknął jeden z członków
- Spokoojnie chłopaki, nie prosiłam go o pójście na dyskotekę. Po prostu musiałam coś im powiedzieć żeby się odczepili. Niall przepraszam, ale cię trochę wykorzystałam.
- Nic nie szkodzi.
- Ale w rekompensacie pójdziesz ze mną na prawdę. 
- Ale.. ja nie mogę.
- Możesz.
- Nie zgadzamy się.
- Czyli chcecie, żeby wasz klub przestał istnieć? - spojrzałam się na nich chytrze.
- No dobra zgadzamy się. 
______________________________________________
LICZĘ NA KOMENTARZE

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 4

*Z perspektywy Grace*
- Przepraszam, że tak długo ale musiałam jeszcze chwilę z nauczycielem porozmawiać. - powiedział podbiegając do czekającego na mnie chłopaka. 
- Spokojnie. - uśmiechnął się do mnie.
- Ale musiałeś stać w tym deszczu.
- Dla ciebie zrobię wszystko.
- "Zrobisz dla mnie wszystko" postaram się to wykorzystać. - zaśmiałam się i razem ruszyliśmy do najbliższego sklepu muzycznego. Po drodze rozmawialiśmy, jak przystało na normalnych kolegów. Chociaż chłopak był dzisiaj jakiś taki dziwny. Właśnie co oznaczało słowo "dziwny". Odkąd idziemy razem do ego sklepu chłopak nie jest taki spięty. Zawsze w moim towarzystwie rumienił się. To całkiem pozytywna zmiana. Mógłby się tak częściej zachowywać. W sklepie chłopak był bardzo przydatny. Właściwie to on wybrał gitarę. Chłopak wybrał idealny sprzęt. Potem poszliśmy coś zjeść. 
- To gdzie idziemy jeść? - zapytałam
- Emmmm... Może Nandos??
- Nie ma takiej możliwości.
- Czemu nie?
- Bo ty tam codziennie jadasz.
- I co z tego?
- Zabiorę cię gdzieś gdzie nigdy nie byłeś.
- Czyli gdzie?
- Idziemy na dango!
- Co to?
- Zobaczysz jak zjesz. - powiedziałam tajemniczo się uśmiechając. Tak naprawdę będę pierwszy raz jadła tą potrawę. Po zjedzeniu chłopak odprowadził mnie do domu. 
*Z perspektywy Jess*
Po szkole dopadł mnie Tomlinson. Znowu wymyślił jakiś idiotyczny zakład. Jakby nie mógł kogoś innego dręczyć.
- Weź odejdź i nie psuj mi dobrego humoru. 
- Jeden zakład, proszeeeeee. Nie mogę przeżyć, że jest znów remis.
- Nie ma mowy mam jak na razie dość zakładów.
- Prosze.
- Nie.
- Proszę.
- Znajdź sobie dziewczynę i ją sobie podręcz.
- To w sumie nie jest taki zły pomysł. 
- No widzisz to idź i znajdź jakąś. - powiedziałam wymijając go. Postanowiłam pójść na spacer w deszczu. 
- Hej czekaj Jess! - znowu usłyszałam ten jego wkurzający głosik.
- Czego? - odwróciłam się gwałtownie. Zobaczyłam, że chłopak wbiegł w moją stronę i nie zauważył, że się zatrzymałam i odwróciłam i właśnie w ten sposób wpadł na mniie, wywracając się. - zejdź ze mnie. Jestem cała mokra.
- Przepraszam. - chłopak nadal na mnie siedział
- Co żadna cię nie chciała i wróciłeś dręczyć mnie? 
- Nie po prostu nie wiem jaki jest mój ideał. Powiedz mi jaka dziewczyna może mi się podobać.
- Czy ty idiotę udajesz czy naprawdę nim jesteś?
- Ehhh...? O co ci chodzi?
- Przecież ja nie siedzę w twojej głowie! I złaź ze mnie! Ludzie się na nas patrzą!
- Ah już już. - powiedział. Pomógł mi wstać. Potem szybko wróciłam się do szkoły żeby przebrać się w zapasowy mundurek. Przebrałam się i stwierdziłam, że idę od razu do domu. Tomlinson oczywiście musiał mnie odprowadzić pod same drzwi od mojego domu.
*Z perspektywy Gemmy*
Po szkole siedziałam cały czas w domu. Zamulałam słuchając jakiś smutów o miłości. Dzisiejszy dzień był dość przygnębiający. Na dodatek musiałam siedzieć cały czas z Hazzą, żeby jego faneczki w końcu się odczepiły. Chłopak nie dawał mi spokoju. Nawet wlazł do kibla, ale nauczycielka go wygoniła. Nagle coś uderzyło w szybę mojego pokoju. Gwałtownie wstałam i podeszłam do okna.Odsunęłam roletę po czym zobaczyłam Zayna i Liama stojącego pod moim domem.
- Czego chcecie? - zapytałam otwierając okno
- Dzisiaj w szkole nie spędzaliśmy ze sobą czasu - krzykną Liam
- A więc idziesz z nami na łyżwy! - wrzasną Zayn
- Dajcie mi trochę czasu na ogarnięcie się, okey? - wykrzyknęłam po czym poszłam się przebrać i wziąć jakąś kasę. Po jakiś 15 minutach byłam gotowa i wyszłam do chłopaków. 
- Jesteście świadomi, że będziecie musieli zanosić mnie do domu? 
- Taaak, wiemy ty przecież po jeżdżeniu będziesz strasznie zmęczona. - westchnął Liaś
- No właśnie. - puściłam im oczko. Potem ruszyliśmy przed siebie. Nie obyło się oczywiście bez żartów i śmiechu. Gdy dotarliśmy na miejsce, wypożyczyliśmy łyżwy i poszliśmy jeździć. Ja oczywiście robiłam wspaniałe piruety ... gdy oczywiście się wywracałam. Moje upadki wyglądały tak artystycznie, że każda wybitna łyżwiarka figurowa zazdrościłaby mi. W drodze do dom oczywiście byłam niesiona. Raz niósł mnie Liaś a raz Zeyn. 
- Dzięki za dzisiejszy dzień... było naprawdę miło. - powiedziała gdy dotarliśmy pod mój dom.
- Do zobaczenia w szkole! - krzyknęli oboje naraz 
- Narka! - odkrzyknęłam 
_____________________________________________________________
LIczę komentarze

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 3

*Z perspektywy Jess*
- Tomlinson pośpiesz się! - wrzeszczałam na chłopaka.
- Już idę.
- Szybciej, ja nie mam całego dnia na kupowanie lodów dla takiego dupka jak ty!
- Może trochę grzeczniej, w końcu wygrałem zakład..
- To, że wygrałeś zakład zobowiązuje mnie tylko do kupienia tobie lodów, a nie do bycia miłym. - powiedziałam po czym ruszyłam prosto przed siebie do tej nowej lodziarni. Dzisiaj pogoda była okropna Słońce świeciło, ani jednej chmurki na niebie, duchota straszna. Nienawidziłam takiej pogody. Zdecydowanie bardziej wolałam deszcz. Wtedy jest chłodno. 
- No to co jesteśmy na miejscu. - wyciągnęłam swój portfel i podałam temu gamoniowi - Masz.
- Eee?
- To jest mój portfel z pieniędzmi. Masz go wziąć i ustawić się w kolejce i kupić sobie te cholerne lody.
- Okey. - powiedział i podszedł do kasy. Ja w tym czasie znalazłam jakiś wolny stolik. Rozsiadłam się i czekałam na Louisa. 
- Już jestem. - usłyszałam ten jego irytujący głosik.
- Oddaj portfel. 
- Już, ale najpierw zjedz swoją porcję. - wtedy dopiero spojrzałam na niego. 
- Prosiłam cię o te lody? 
- Nie.
- No to kasę mi oddajesz bo ja ich nie chcę.
- Kupiłem je ze swoich. Wiesz nie wiem jakie smaki lubisz. Wziąłem te najbardziej popularne... - poczułam jak moje policzki robią się różowe. Boże Jess ogarnij się. Ty się rumienisz przy tym idiocie. Co jest ze mną niie tak. Już już opanować się....wdech i wydech wdech i.... ej co ja robię . Zamiast jeść lody bujam w obłokach.  Wzięłam łyżeczkę i zabrałam się za pałaszowanie. Po jakimś czasie usłyszałam chichot Tomlnsona.
- Z czego rżysz?
- Na nosie jesteś ubrudzona lodem. Daj wytrę to. - zbliżył swoją rękę do mojej twarzy i kciukiem starł lód z mojego nosa. Zabierając rękę przejechał palcami po moim policzku. Spojrzałam na niego jak na idiotę, a ten uśmiechnął się do mnie. Odruchowo wstałam zabrałam portfel i torbę. Potem bez słowa wyszłam. Chłopak chyba tam został. Ja poczułam jak moje policzki się rumieniły. Co on sobie wyobraża?
- Jess! Jessica! Poczekaj! - usłyszałam jego głos.  Odruchowo przyśpieszyłam. - Czemu poszłaś? - niestety mnie dogonił
- Emmmm.. ja... eee... zjadłam już i po prostu wyszłam... - głupia wymówka
- Rozumiem... Może cię odprowadzić?
- Nie trzeba. - powiedziałam i zostawiłam chłopaka samego.
*Z perspektywy Gemmy*
Następnego dnia w szkole było nudno. Panowało masowe przygnębienie. A to wszytko przez pogodę, Tylko jedna osoba tryskała energią i entuzjazmem. Była to Jess. 
- Dziewczyno z czego ty się cieszysz. Nie widzisz jaka jest pogoda? - zapytałam zdziwiona
- Ja uwielbiam taką pogodę. Deszcze jest wspaniały i nie wiem czy wam mówiłam, ale ŻYCIE JEST PIĘKNE. - ostatnie trzy słowa wypowiedziała z ogromną radością. 
- Dobra przyznaj się co brałaś?
- Ja nic. Taka pogoda daje mi wielkiego kopa. Właśnie gdzie jest Tommo. Muszę się z nim założyć i wygrać bo ostatnio dałam plamę. 
- Widziałam go ostatnio pod salą muzyczną. - dziewczyna zachichotała i uciekła. Byłam przerażona jej zachowaniem. Nagle poczułam wibrację w kieszeni spódnicy. Wyciągnęłam telefon. Okazało się, że dostałam smsa. Harry chciał coś ode mnie. Powiedział, że czeka na mnie na dachu. Co on tam robi w ten deszcz? Idiota jeszcze się przeziębi. Szybko tam pobiegłam. 
- Harry, gdzie ty jesteś?! Właź do środka bo się przeziębisz!!
- Ooo martwisz się o mniee... jak miło. - usłyszałam głos Hazzy dochodzący zza moich.  Gwałtownie się odwróciłam się. - Nie jestem takim idiotą, żeby wyjść w taki deszcz na dach. Siadaj tutaj. - powiedział pokazując mi schody.
- Co chciałeś?
- Nie mam z kim gadać. Tommo zakłada się o coś z Jess, Nialler śledzi Grace a Zayn i Liam uczą się. 
- Ahaa, jak tylko tyle to chyba masz innych kolegów nie?
- No niby mam ale z nimi nie mam jak o tym pogadać.
- O czym pogadać?
- Bo wiesz Gamma, jakieś dziewczyny się mnie doczepiły i nie wiem jak się ich pozbyć. Jak na razie się ukrywam, ale ja tak dłużej nie wytrzymam. To jest strasznie stresujące gdy ktoś biega za tobą. I mogłabyś łazić ze mną po szkole. One by się odczepiły,  ja byłbym szczęśliwy i co najważniejsze odbudowalibyśmy naszą starą znajomość. - uśmiechnął się.
- No dobra... 
*Z perspektywy Grace*
Dzisiaj wszystkie przerwy spędziłam przy tablicy ogłoszeń. Siedziałam tam z nadzieją na to, że pojawi się tam ogłoszenie o nauce gry na gitarze. Znając życie już dawno ktoś dałby sobie sposób ale  nie ja jak idiotka muszę czekać. 
- Na co czekasz? - usłyszałam szept Nialla
- Czekam, aż wywieszą ważne ogłoszenie...
- Jakie?
- Chodzi o naukę gry na gitarze. 
- Ohhh, znam pewną osobę, która może cię trochę pouczyć.
- Taak? Kto to? Czy to chłopak? Czy jest przystojny?
- Tak to chłopak i nie jestem w stanie stwierdzić czy jest przystojny.
- Wiesz jak to się mówi "chłopak z gitarą byłby dla mnie parą". 
- Dowiem, się czy ta osobą, którą znam będzie mogła cię uczyć. 
- Okey. Teraz tylko muszę pójść kupić gitarę! Chodź ze mną!
- Nie moge.
- Czemu?
- Wiesz sama jakie są zasady w tym fanclubie nie?
- Tak ale to ja ciebie zapraszam a nie ty mnie. Jak chcesz to mogę przyjść na wasze cholerne zebranie i przekazać im, że idziesz ze mną i to nie z własnej woli bo zmusiłam ciebie do pójścia!
- Zebranie zaraz się zaczyna...
- To chodźmy. - Dokładnie wiedziałam  gdzie są zebrania tego fanclubu. Unikałam tego miejsca jak ognia. 
- Hej oszołomy! - wydarłam się wchodząc do sali chemicznej. 
- To ... jest .... ona - wszyscy w szoku patrzyli na mnie.
- Ten oto stojący obok Niall Horan, idzie dzisiaj ze mną kupić nową gitarę, jeżeli będziecie mieli z tym jakiś problem i wyrzucicie mojego przyjaciele z tego idiotycznego zgromadzenia to osobiście doprowadzę do zamknięcia tego fanclubu! - wydarłam się. - Niall czekaj na mnie przed bramą szkoły - powiedziałam nieco spokojniej i wyszłam.
___________________________________________
Komentujcieee

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 2

*Z perspektywy Gemmy*
Po południu wróciłam do domu. Tam zastałam moją mamę krzątającą się po domu. Była wyjątkowo ładnie ubrana. Pewnie wybierała gdzieś się z tatą, zostawiając mnie samą. 
- Gdzie idziecie z tatą? - zapytałam podchodząc do rodzicielki
- Wszyscy idziemy do pani Styles. Dawno się z nią nie widziałam, a przecież w końcu wróciła, a ty będziesz mogła pogadać z Harrym.
- Okey, to ja pójdę się przebrać. - pobiegłam szybko na górę. Wyciągnęłam rurki, jakąś bluzkę i kurtkę. Ubrałam to wszystko na siebie. Mundurek szkolny powiesiłam starannie na krzesełku. Wzięłam swój telefon i byłam gotowa. Zbiegłam szybko po schodach. Tam czekali na mnie rodzice. Szybko założyłam białe trampki i wyszłam razem z rodziną. Szliśmy spokojnie spacerkiem. Opowiedziałam co się ostatnio działo w szkole. Przytoczyłam nawet rodzicom historię o pobiciu Grace.
- Szkoda mi tej dziewczyny. Czemu reszta dziewczyn tak się zachowuje w stosunku do niej? - powiedziała mama
- Chodzi tu o jej wygląd. Wszyscy chłopcy uważają ją za ideał. Grace może kiwnąć palcem a będzie miała, każdego faceta, nawet takie co ma już dziewczynę..
- I dlatego tamte dziewczyny ją pobiły? - dopytywał tata
-  Słyszałam, że chłopak jednej z tych dziewuch zerwał z nią, bo stwierdził, że będzie starał się o serce Grace.
- Grace nie przeszkadza takie zachwanie?
- Oczywiście, że przeszkadza, tato jakbyś się czół gdyby cała zgraja kobiet z twojej firmy nosiła za ciebie wszystkie papiery, wręczała ci prezenty, a nawet stworzyły chory fanclub z chorymi zsadami?? - mówiąc to wymachiwałam rękoma
- W sumie nie byłoby tak źle. - uśmiechnął się tata, ale zaraz ten uśmieszek zszedł mu z twarzy, gdyż dostał od mamy torebką w głowę. Właśnie wtedy doszliśmy do nowego domu Harrego. Byłam podekscytowana. Razem z rodzicami zadzwoniłam do domu.
- Cześć ciociu! - powiedziałam, gdy zobaczyłam jak mama Hazzy otwiera nam drzwi.
- Boże, Gemma jak ty  wyrosłaś. - uśmiechnęła się promiennie. - Harry na górze
- Dziękuję! - powiedziałam, zdjęłam szybko buty i nie patrząc przed siebie pobiegłam na górę. Zakręcając wpadłam na kogoś i upadłam. Drapiąc się po głowie spojrzałam na kogo wpadłam - przepraszam, trochę niezdarna jestem. 
- Z kim mam przyjemność. - usłyszałam głos, chłopaka z kręconymi włosami
- Emmmm... Jestem Gemma - chłopakowi nagle zabłysły oczy. Momentalnie kucną przy mnie i mnie przytulił. 
- Dziewczyno kopę lat, ale wyrosłaś i wyładniałaś przede wszystkim. 
- Harry?
- Eeeee? Nie poznajesz mnie?
- Mniejsza z tym. Co ma oznaczać "i wyładniałaś przede wszystkim"?
- Nic nic... Właśnie pamiętasz o naszej obietnicy?
- Jakiej obietnicy?
- W dniu mojego wyjazdu obiecałaś mi, że jak tutaj wrócę będę mógł cię znowu uczesać. - powiedział, po czym pomógł mi wstać i zaprowadził, mnie do pokoju. Tam zrobił mi dwa wysokie kucyki, jak dla małej dziewczynki.
- Co o tym sądzisz Gemma?
- Nie jestem w stanie tego skomentować...
 *Z perspektywy Jess*
Gace nie chciała dzisiaj sama iść do szkoły. Bała się po tej wczorajszej akcji. Ze względu na to, że i tak wstaje wcześnie postanowiłam pójść po dziewczynę. Koło 7:00 rano wyszłam z domu. Dojście do apartamentowca, w którym mieszkała przyjaciółka zajęło mi pół godziny. Potem razem dotarłyśmy do szkoły. Na lekcji pierwszej  miałyśmy w-f. Okazało się, że musimy mieć łączone zajęcia z klasą Tomlinsona. Ponadto pojawiła się tam nowa osoba. 
- Uwaga wszyscy wiemy, że dzisiaj mamy zajęcia łączone ze względu na to, że nie ma nauczyciela klasy piłkarskiej. Na dzisiejszych zajęciach będziemy biegać. Macie dobrać się w pary, z tym, że to mają być pary gdzie osoby będą z różnych klas. W ten sposób możecie się zintegrować. - właśnie teraz zaczęło się dobieranie par. Wszyscy chłopcy rzucili się w stronę Grace, ale ta nie zwracała na nich uwagi. Dziewczyna zauważyła w kącie jakiegoś chłopaka. Podeszła do niego i kucnęła obok niego. Poszłam podsłuchać o czym gadają.
- Hej, masz parę do ćwiczenia? - zapytała beztrosko
- Nie - chłopak momentalnie, się zarumienił gdy zobaczył z kim gada
- To ćwiczmy razem - dziewczyna wstała i podała mu rękę.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - ktoś szepnął mi do ucha. Odskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się by zobaczyć kto jest takim idiotą i mnie straszy.
- Tomlinson nie rób tak więcej! - wydarłam się, gdy ujrzałam uśmiechniętą twarz Louisa
- Nie zrobię. Z kim jesteś w parze?
- Na razie z nikim.
- To teraz jesteś ze mną w parze. - powiedział i złapał mnie za przedramię i zaprowadził do nauczycielki, że razem będziemy ćwiczyć. Nie wiedziałam gdzie jest Gemma.
- Hej Lou. Widziałeś Gemmę?
- Tak.
- Z kim ona ćwiczy?
- Z nowym z mojej klasy. - potem wszyscy poszliśmy na bieżnie na dworze. 
- Hej Jess, może mały zakładzik? - usłyszałam Tomlinsona
- Jaki znowu zakład?
- Kto przegra dziś chociaż w jednym wyścigu stawia lody w nowej lodziarni niedaleko szkoły. 
- Dobra. - Lekcję zaczęliśmy od 3 kółek wokół dużego boiska szkolnego. Oczywiście już wtedy rozpoczął się nasz wyścig.Biegliśmy łeb w łeb. Tak samo było z biegiem na 60. Po biegu na 60 nastał czas na sztafetę. Pani podzieliła nas na dwie grupy. W jednej byłam ja w drugiej Lou. Mieliśmy biec na samym końcu. Drużyna, w której byłam ja była o jedną osobę do tyło. Aby wygrać  musiałam dać z siebie wszystko. Kiedy Tomlinson był już w połowie drogi ja dopiero dostałam pałeczkę. Biegłam najszybciej jak potrafiłam. Prawie dogoniłam Louisa, ale było już za późno, bo on znajdował się na mecie. Przegrałam...po raz pierwszy raz z nim przegrałam.
- Oh jak mi przykro. Musisz kupić mi lody... 
- Radzę ci zamknij się. - warknęłam i poszłam do szatni. 
*Z perspektywy Grace*
Po w-f byłam wykończona. Ledwo żyłam. Bieganie przez całą godzinę mi nie służy. Teraz siedziałam z dziewczynami na ławce. Nagle przypałętała się 5 szkolnych idiotów. No właściwie to 4 bo jednego nie znałam, bo niedawno się przeniósł, ale wystarczy, że zadawał się z tą 4 a jak to mówią "z kim przystajesz takim się stajesz". Tak czy siak ta 5 to Niall, Zayn, Louis, Harry i Liam.
- Gemma! - wykrzyknęli na raz Liam i  Zayn, stając obok niej.  - czas na codzienny spacer. - powiedzieli łapiąc dziewczynę pod ramię i poszli.
- Hej, ty jesteś Grace. - powiedział Harry
- No jestem...
- Czy Louis i Jessica zawsze tak rywalizują?
- Tak
- Dla przyjaciół jestem Jess - powiedziała Jess to Harrego
- A więc Jess, czemu się z nim zakładasz?
- Bo eeeyyyyeeeeeye właściwie to nie wiem... w  sumie to lubię rywalizować, nie ważne z kim i nie ważne w jakiej dziedzinie.
- Pojedynkujemy się od początku liceum. Na razie jest 52:51 dla mnie. - powiedział Lou z dumą
- Ale to się niedługo zmieni. - odpowiedziała Jess
- Hmmm... Grace, nie przeszkadzają tobie ci cali fani? - nowy zwrócił się do mnie
- Zdążyłam przywyknąć. Co powiecie na to, że wyjdziemy gdzieś wszyscy razem w sobotę. Pójdziemy na jakąś imprezkę i tak dalej...
- To dobry pomysł. - przytaknęła mi Jess
- Ja się zgadzam..- powiedział bez namysły Lou
- Ja chyba muszę się zintegrować z innymi, więc pójdę. - zaśmiał się Harry.
- A ty Niall...NIall? - powtarzałam co jakiś czas jego imię, ale on był tak jakby w transie. Patrzył się na mnie jak na obrazek. Uderzyłam go w głowę i zaraz oprzytomniał. - Niall idziesz z nami na imprezę w sobotę?
- Z chęcią. - chłopak wydukał, a potem się poczerwienił
- Czemu jesteś czerwony?
- B Bo bo yyy eeem yyy eeeeee - chłopak zaczął się jąkać po czym spłoszony usiekł.
_________________________________________________________________________
Liczę na komentarze

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 1

*Z perspektywy Gemmy*
- Gemma, kochanie czas wstawać bo spóźnisz się do szkoły! - zaczęła budzić mnie mama.
- Daj mi jeszcze jakieś 5 minut! - ziewnęłam do poduszki 
- Czy ja tam mam wejść do ciebie? - usłyszałam głos taty. 
-  Nie trzeba, zaraz wstanę. Potrzebuję tylko paru minut na dojście do siebie.
- PO czym ty będziesz dochodzić - usłyszałam głos matki
- Po spaniu.
- Boże co się z dzisiejszą młodzieżą dzieje. - westchnął tata. Ja szybko zwlekłam się z łóżka i przyczołgałam się do łazienki. Tam wykonałam czynności poranne.  Potem zbiegłam na dół na śniadanie. Czekał tam na mnie omlet z nutellą i pewna wiadomość od rodziców. 
- Kochanie...Harry wrócił do miasta - powiedział tata przekręcając strony gazety porannej. 
- To świetnie. Gdzie będzie chodził do szkoły ?
- Od jutra będzie uczęszczał razem z tobą do szkoły. Będziecie tylko w innych klasach. Dzisiaj Harry pojedzie tylko na godzine wychowawczą i na rozeznanie szkoły. 
- O boże już ta godzina. Tato śpieszmy się, za dwadzieścia minut mam lekcje. 
- Już idę. - szybko wybiegłam na korytarz i założyłam buty. Załapałam moją torbę i wybiegłam szybko z domu. Wsiadłam do samochodu taty i czekałam na niego dobre 2 minuty a czas goni. Dojechaliśmy w ciągu 5 minut a więc miałam jeszcze troche czasu. Ledwo weszłam do szkoły a Jes zorganizowała na mnie zamach. Dziewczyna skoczyła mi na plecy, przez co obie wywróciłyśmy się na ziemię. 
- Cześć Meg.
- Hej hej, ja już uciekam bo staram się zgubić tego idiotę...znowu sobie jakiś zakład wymyślił. 
- No to cześć. - zdążyłam przejść parę kroków, a pojawili się Zayn i Liam. Kumpluję się z chłopakami od niedawna.
- Cześć Gemma. - powiedzieli naraz 
- Siemka.
- Idziemy na spacer. - zadecydowali i wzięli mnie pod ręce i poszliśmy w nieznanym mi kierunku.
*Z perspektywy Jessica'y*
W szkole byłam dość wcześnie bo musiałam przygotować ogłoszenia do wywieszenia na tablicy informacyjnej. Ponadto musiałam sporządzić spis wszystkich najbliższych apeli, a także porozmawiać z dyrektorem o dniu sportu, który jest w naszej szkole w każdym semestrze. Ciężka praca mnie czekała, szczególnie wtedy gdy musiał doczepić się mnie Louis. Co trochę przeszkadzał mi w pracy. Wymyślał coraz głupsze zakłady. Chłopak starał zwrócić na siebie moją uwagę, lecz nie udawało mu się to. Byłam bardziej zajęta papierami, którymi zostałam obarczona przez resztę członków tego samorządu.
- Co jest ciekawego w tych papierkach? - zapytał nagle
- Właściwie to nic.
- To czemu je wypełniasz?
- Bo taki mam obowiązek. - powiedziałam kończąc papierkową robotę. Teraz poszłam rozwiesić odpowiednie informacje na tablicy informacyjnej. Rozmowę z dyrektorem postanowiłam odłożyć na później.  Podczas powrotu do pokoju samorządu starałam się zgubić Louisa. Po drodze zauważyłam Gemmę wchodzącą do szkoły. Postanowiłam ją odpowiednio przywitać. Podbiegłam do dziewczyny i wskoczyłam na nią. Oczywiście upadłyśmy na podłogę. Wytłumaczyłam dziewczynie, że muszę uciekać przed Tomlinsonem i jego idiotycznymi zakładami. Szybko ją pożegnałam i pobiegłam po moją torbę. Później zadzwonił dzwonek. Na długiej przerwie jak zawsze szłam do stołówki aby tam zjeść z Gemmą i Grace. Oczywiście musiał dołączyć się do mnie Lou starając się mnie namówić do wspólnego posiłku. Oczywiście odmówiłam. Wolałam zjeść z dziewczynami.
- No weź, przecież codziennie jesz z dziewczynami, nie możesz chociaż raz zrobić wyjątku i zjeść e mną?
- Nie będę tracić na ciebie mojego cennego czasu!
- Ehhh... z resztą i tak nie dałabyś się przekonać. - chłopak przestał mówić ale nadal szedł kolo mnie. Naprawdę irytujący z niego człowiek. - Wiesz, że w mojej klasie będzie nowy koleś. Nawet przyjemny z niego gość. Oczywiście wychowawca kazał mi go oprowadzić po szkole, bo wiesz ja jestem taki wspaniały i wszystko mu pokażę.
-Tak? No to super, ale co ja mam z tym wspólnego - powiedziałam wchodząc do stołówki. Tam szybko znalazłam dziewczyny.
*Z perspektywy Grace*
Ledwo co wysiadłam z samochodu a już dorwał mnie tłum moich "fanów". Takie zachowanie bardzo mnie denerwowało. Oni ograniczali moją wolność osobistą, Nie ważne gdzie się ruszę tam będzie banda tych dziwolągów. Jedynie w łazience miałam choć trochę prywatności. Właściwie to tam spędzałam większość przerw. Czasami siedziałam tam sama czasami z Gemmą i Jess. Teraz niestety musiałam przeżyć towarzystwo tych gamoni.
- Naprawdę musicie za mną łazić?
- Chcemy brać udział w twoim życiu, chcemy być przy każdej ważnej chwili w twoim życiu. - powiedzieli chórem. Zignorowałam ich i przyśpieszyłam kroku. Chciałam jak najszybciej dostać się do łazienki. Najgorsze jest to, że wszyscy osobniki płci brzydkiej podziwiają mnie, a wszystkie dziewczyny w szkole, oprócz Gemmy i Jess, mnie nienawidziły. Nie ważne czy popełnię jakiś błąd czy nie zaraz znajdzie się wytłumaczenie, które został wymyślone przez chłopaków. Tak na prawdę w szkole jestem sztuczną i wyidealizowaną lalką. Dotarłam do łazienki i szybko tam weszłam. Niestety spotkałam się z pewnymi nieprzyjemnościami.
- Ej to ta szmata przez, którą twój chłopak zerwał. - powiedziała jedna z siedzących tam dziewczyn
- Tak... pokarzmy jej co się dzieje gdy ktoś mi odbija chłopaka.- byłam przerażona, gdy chciałam uciec, lecz w pewnym momencie któraś z nich złapała mnie za włosy i pchnęła na podłogę. Odruchowo pisnęłam. Dziewczyny zaczęły mnie kopać. Potem zostałam podniesiona i spoliczkowana. Następnie zostałam pchnięta na umywalkę. Osunęłam się na ziemię. Słyszałam, że ktoś wbiegł do łazienki. Byłam na wpół przytomna.
- Za takie zachowanie zostaniecie wydalone ze szkoły. - usłyszałam głos nauczyciela w-f.
- Ja zabiorę dziewczynę do pielęgniarki. - usłyszałam znajomy męski głos. 
...
- Co się stało? - zapytałam otwierając oczy
- Jesteś w  gabinecie pielęgniarki. Jakieś dziewczyny cię pobiły. Teraz są u dyrektora. Zabierają swoje papiery ze szkoły. Za swoje zachowanie zostaną wydalone.
- Jak to się stało, że przyszedłeś mi na pomoc?
- Emm... miałem w-f i podczas rozgrzewki  zerknąłem w stronę łazienki dziewcząt i zobaczyłem jak upadasz na ziemię. Zawiadomiłem o tym nauczyciela i szybko pobiegliśmy tam. - powiedział
- Niall ty zboczeńcu czemu patrzyłeś się w stronę łazienki dziewcząt? - powiedziałam wstając i odruchowo łapiąc się za głowę. - Co to jest? - poszyłam, że mam coś  na czole
- Do jest bandaż. Jak upadłaś na podłogę to rozcięłaś sobie skórę. 
- Ohh... Dziękuję. - powiedziałam wstając. - Mógłbyś odprowadzić mnie do klasy?
- Ja Ja jasne - chłopak momentalnie się zarumienił. To było dość słodkie.
______________________________________________________________
Mile widziane komantarze

środa, 29 maja 2013

Epilog

Od ostatniej wspólnej Wigilii minęło trochę czasu. Megan nadal nie wróciła do mnie i w sumie jej się nie dziwię. Ona teraz studiuje i ma wie ważniejszych spraw na głowie. Ostatnio wyprowadziłem się z domu w którym mieszkaliśmy z chłopakami. Nie mogłem patrzeć jak im układa się w miłości a mi nie. Takie gadanie jest trochę samolubne. Ostatni nawet widziałem Meg z jakimś chłopakiem. Była szczęśliwa. Jak ich widziałem to czułem jak moje serca rozpada się na miliony kawałeczków. Postanowiłem wtedy działać. Zadzwoniłem pewnego dnia do niej. Poprosiłem o spotkanie. Na szczęście się zgodziła. Powiedziała żebym przyjechał następnego dnia pod jej uczelnię o 15:24. Wtedy pewnie kończyła zajęcia.Tak jak powiedziała tak zrobiłem.
Przyjechałem trochę wcześniej na miejsce spotkania i czekałem. Oczywiście grupa jakiś dziewczyn zdążyła mnie już otoczyć. Nie zwracałem na nich uwagi. W końcu Megan się pojawiła.
- Tomlinson może raczysz tutaj podejść - powiedziała patrząc jak staram się wydostać z tego tłumu. 
- Jak śmiesz tak do niego mówić. On nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie twoim kolegą  - krzyknęła jakaś laska
- Będę mówić tak jak mi się podoba. - Powiedziała Meg - a ty młocie się pośpiesz!
- Wiecie tylko ona ma prawo tak do mnie mówić - powiedziałem wydostając się z tłumu. Wziąłem Meg za rękę i zaprowadziłem do samochodu. Pojechaliśmy do jakiejś kawiarni. Tam rozmawialiśmy o wszystkim. Jak za dawnych czasów. Teraz spotykaliśmy się tak codziennie. Dowiedziałem się o niej wiele więcej niż wiedziałem wcześniej. Stałem się jej przyjacielem. Nie mogłem liczyć na nic więcej bo miała chłopaka. Wiedziałem, że oni spotykają się codziennie wieczorami.
Pewnego dnia ktoś z samego raba zapukał do moich drzwi. Leniwie wstałem i poszedłem aby otworzyć. W progu stała zapłakana Meg. Od razu ją przytuliłem. Poszliśmy do salonu.

-On ...zrobił mi wyrz...uty tylko i w..wy...wyłącznie dlatego, że z tobą roz..mawiałam. - płakała przytulona do mnie. - Jak stanęłam w twojej obronie...to...zer...wał
-Nie płacz... ja jestem przy tobie...
-Lou??
-Hmm?
-Co ty do mnie czujesz? Kim ja dla ciebie jestem?
-To chyba proste – uśmiechnąłem się pod nosem. W końcu mogę powiedzieć jej o swoich uczuciach – jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Z resztą po vo mam to mówić skoro wystarczą tylko dwa słowa...
-Jakie?
-Kocham cię. - zaczęła płakać. - Czy powiedziałem coś nie tak?
-Nie po prostu ja wiem, że ciebie też kocham.
-Co? - nic potem nie powiedziałem. Megan pocałowała mnie. Położyliśmy się na łóżku. -Leżeliśmy przytuleni do siebie.
-Lou?
-Tak kochanie?
-Idź weź prysznic bo śmierdzisz.
-Dobrze ale idziesz ze mną.
-Niby czemu?
-Bo ktoś musi dopilnować mnie podczas kąpieli.
-Jak dziecko – powiedziała wstając i podając mi rękę
-Nie sądziłem, że się zgodzisz.
-A miałam jakieś inne wyjście?

sobota, 25 maja 2013

Pięćdziesiąt Cztery

*Z perspektywy Megan*
Ja i Tomlinson wróciliśmy do domu. Nialler i Harry pojechali ze swoimi dziewczynami do ich domu rodzinnego. Pierwsze co zrobiliśmy to rzuciliśmy się do łazienki. Jakbyśmy mogli to pobilibyśmy się tylko i wyłącznie dlatego że oboje chcieliśmy iść do łazienki w tym samym czasie.
- Ze względu na to, że jestem dżentelmenem przepuszczę cię. - powiedział na co ja wybuchłam śmiechem
-Ty i bycie dżentelmenem - wypowiedziałam z kpiną
- To znaczy, że nie chcesz iść pierwsza??
- Z drogi panie dżentelmenie idę się ogarniać. - powiedziałam popychając go i wbiegając do łazienki. Po 30 minutach wyszłam z łazienki i pomknęłam do ciepłego łóżka. Wzięłam jakąś książkę i zaczęłam czytać. Po jakimś czasie usłyszałam jak Tomlinson mnie woła. Wstałam i podeszłam do drzwi od łazienki.
- Czego chcesz??
- Megaaan podasz mi piżamę??
- NIe ma mowy!
- Ale chyba nie chcesz żebym spał nago prawda??
- Gdzie jest ta piżama?
- Położyłem ją na fotelu.
- Już idę po nią. - ruszyłam w stronę salonu. Wzięłam tą cholerną piżamę i wróciłam się. - Tomlinson wchodzę! - krzyknęłam ostrzegawczo łapiąc za klamkę. Weszłam. Stał tam  w samym ręczniku. Przypatrywał mi się. - co się gapisz??
- Tak tylko zastanawiam się co byś zrobiła gdybym zrobił tak...- przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Odepchnęłam go od siebie i spoliczkowałam. - a to za co??
- Następnym razem jak coś takiego odwalisz będzie z tobą gorzej...- powiedziałam rzucając na niego piżamę. Postanowiłam dzisiejszą noc spędzić na fotelu w salonie. Poszłam do sypialni po poduszkę, koc i książkę. Potem rozsiadłam się w salonie i zaczęłam czytać.
- Co ty tu robisz? - usłyszałam głos Lou. Chłopak stał przy wejściu do salonu opierając się o futrynę.
- Siedze.
- Nie będzie ci wygodniej w sypialni??
- Nie
- Czy ja jestem powodem przez który nie chcesz spać w sypialni?
- Tak
- Przecież są dwie sypialnie, ty możesz  spać w jednej a ja w drugiej...
- Harry zamknął drzwi od drugiej sypialni i zabrał klucz...
- Ahaa... - powiedział i  prawdopodobnie wyszedł. Sama nie wiedziałam kiedy usnęłam.
Rano obudziło mnie czyjeś głaskanie po włosach. Leniwie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że leże na łóżku a obok mnie siedzi Louis, który mnie głaskał. Gwałtownie wstałam.
- O obudziłaś się. - powiedział
- Jak...się...tu dostałam
- Przeniosłem cię. Stwierdziłem, że jest ci nie wygodnie na tym fotelu. Spokojnie nic ci nie zrobiłem... Ograniczyłem się tylko do głaskania cię po głowie. - po wypowiedzeniu tych słów odszedł. Od samego rana był jakiś taki dziwny.  Nie wiem czy to przez to, że go spoliczkowałam. To było bardzo prawdopodobne. Najgorsze było to, że miałam wyrzuty sumienia.
- Louis?? - zapytałam w przestrzeń. Zero odpowiedzi. Nie wiem czemu ale napłynęły mi łzy do oczu. Skuliłam się i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
- Błagam cię nie płacz więcej... Nie płacz... Jak widzę jak płaczesz to serce mi pęka. - wyszeptał znany mi głos.
- Lou??
- Hmm?
- Przepraszam...
- Za co?
- To przeze mnie jesteś smutny, więc dlatego ...
- Jestem smutny bo wiem, że  spieprzyłem wszystko przez jeden głupi wybryk... w sumie jestem ci wdzięczny za to, że jeszcze ze sobą rozmawiamy. - on naprawdę żałuje tego co zrobił. On zawsze był przy mnie. On jest tym którego potrzebuje. Ja to wiem, on to wie i wszyscy inni też to  wiedzą. Tylko czemu ja nie potrafię się przyznać do moich uczuć.
*Z perspektywy Sophie*
Dzisiaj znowu wszyscy zbieramy się w domu chłopców na uroczystym obiedzie. Mogę się założyć, że tam już wszyscy nie śpią od rana tylko biegają po całym domu szykując się na przyjęcie gości. Leniwie wstałam z łóżka i poszłam się ogarniać. W końcu zaraz wszyscy mieliśmy wychodzić a ja jeszcze byłam w proszku. Po umyciu się ubrałam szybko naszykowane wcześniej ubranie i poszłam suszyć włosy. Szybko je rozczesałam bo rodzina mnie pośpieszała. Potem wszyscy pojechaliśmy do domu chłopców. Tam już wszyscy na nas czekali. Maura oczywiście biegała od jadalni do kuchni i tylko po to żeby sobaczyć czy wszystko jest na stole. Po jakimś czasie zasiedliśmy wszyscy wspólnie do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Sophie, kochanie próbowałaś już karpika?
- Nie jeszcze nie, ale zaraz spróbuję.
- A może chcesz więcej tej sałatki??
- Nie trzeba.
- Na pewno??
- Tak - Maura powoli zaczęła mnie irytować swoim zachowaniem. Co parę minut próbowała wcisnąć mi coś do jedzenia. Ta kobieta jakby mogła to zmusiłaby mnie do zjedzenia wszystkiego co leżało na stole. Po obiedzie poszliśmy do salonu, a tam Nialler zaczął grać na gitarze, a reszta osób zaczęła wspólnie śpiewać kolędy.
*Z perspektywy Marry*
Przez cały wieczór byłam obserwowana przez rodzinę Hazzy.  Jego matka i siostra nienawidziły mnie. Bardzo źle się czułam w ich towarzystwie. Na domiar złego Harry organizował nam więcej czasu do spędzenia razem. Matka Stylesa miała do mnie pretensje o wszystko. Raz miała problem z tym że ciasto jest za słodkie mimo że ja go nie piekłam, kolejnym razem miała problem z tym, że krzywo odłożyłam widelec. Dostawałam szału.  Teraz wszyscy siedzieliśmy i rozmawialiśmy w salonie. Na razie było spokojnie.
- Wiecie co wam powiem? W dniu dzisiejszym powinniśmy być szczerzy ze wszystkimi ludźmi. Nie ważne czy to co powiem będzie miłe czy nnie. - zaczęła Anne
- Do czego zmierzasz mamo? - zapytał Hazz
- Mam coś do powiedzenia Marry. Posłuchaj mnie i to bardzo uważnie. Nie byłaś, nie jesteś i nigdy nie będziesz dość dobra by być dziewczyną mojego wspaniałego synka. Lepiej z nim zerwij i zniknij z jego życia. Tylko go ranisz i sprawiasz, że jest smutny. - każde słowo sprawiało mi ból w sercu, miałam łzy w oczach, Harry kipiał ze złości natomiast reszta słuchała słów tej kobiety w oszołomieniu. Po jakimś czasie nie wytrzymałam i uciekłam. Pobiegłam do jakiegoś pokoju, usiadłam w kącie i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Skuliłam się i zaczęłam analizować wszystko od początku do końca. Nie rozumiałam czemu matka Hazzy mnie nienawidziła. Od początku miała ze mną jakiś problem. Nagle usłyszałam kroki i dźwięk otwierających się drzwi. Drgnęłam.
- Marry, jesteś tu? - usłyszałam ciepły głos Hazzy
- Tak - cichutko przytaknęłam. Harry uklęknął przede mną i mnie mocno przytulił. Wtuliłam się w jego tors, a on głaskał mnie po głowie.
- Nie słuchaj mojej matki. Ona nie ma racji. Ja ciebie kocham taką jaką jesteś i nic tego nie zmieni.
- Ja ciebie też kocham. - powiedziała unosząc lekko głowę. Spojrzałam na niego ce łzami w oczach. Chłopak się uśmiechnął. Po chwili nasze usta się spotkały...
_______________________________________________
To był ostatni rozdział opowiadania "True story about love". Muszę jeszcze napisać epilog i to będzie koniec. Nie wiem czy zauważyliście, ale wprowadziłam parę zmian na bloga xd, Otóż zmieniłam nazwę na "Opowiadania o One Direction". Tutaj na tym blogu będzie parę opowiadań. Dodałam jeszcze takie zakładki (jeżeli tak mogę je nazwać) pod tytułem bloga. Tam są tytułu opowiadań prawdopodobnie będzie Wam tak wygodniej w szukaniu rozdziałów (bynajmniej mnie się tak zdaje).
Proszę o komentarze