Zwiastun

Oto zwiastun opowiadania "Love??" http://www.youtube.com/watch?v=Eak2RV7yGz0
Zamówiony na stronie http://zwiastuny-na-blogi.blogspot.com/

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 2

*Z perspektywy Gemmy*
Po południu wróciłam do domu. Tam zastałam moją mamę krzątającą się po domu. Była wyjątkowo ładnie ubrana. Pewnie wybierała gdzieś się z tatą, zostawiając mnie samą. 
- Gdzie idziecie z tatą? - zapytałam podchodząc do rodzicielki
- Wszyscy idziemy do pani Styles. Dawno się z nią nie widziałam, a przecież w końcu wróciła, a ty będziesz mogła pogadać z Harrym.
- Okey, to ja pójdę się przebrać. - pobiegłam szybko na górę. Wyciągnęłam rurki, jakąś bluzkę i kurtkę. Ubrałam to wszystko na siebie. Mundurek szkolny powiesiłam starannie na krzesełku. Wzięłam swój telefon i byłam gotowa. Zbiegłam szybko po schodach. Tam czekali na mnie rodzice. Szybko założyłam białe trampki i wyszłam razem z rodziną. Szliśmy spokojnie spacerkiem. Opowiedziałam co się ostatnio działo w szkole. Przytoczyłam nawet rodzicom historię o pobiciu Grace.
- Szkoda mi tej dziewczyny. Czemu reszta dziewczyn tak się zachowuje w stosunku do niej? - powiedziała mama
- Chodzi tu o jej wygląd. Wszyscy chłopcy uważają ją za ideał. Grace może kiwnąć palcem a będzie miała, każdego faceta, nawet takie co ma już dziewczynę..
- I dlatego tamte dziewczyny ją pobiły? - dopytywał tata
-  Słyszałam, że chłopak jednej z tych dziewuch zerwał z nią, bo stwierdził, że będzie starał się o serce Grace.
- Grace nie przeszkadza takie zachwanie?
- Oczywiście, że przeszkadza, tato jakbyś się czół gdyby cała zgraja kobiet z twojej firmy nosiła za ciebie wszystkie papiery, wręczała ci prezenty, a nawet stworzyły chory fanclub z chorymi zsadami?? - mówiąc to wymachiwałam rękoma
- W sumie nie byłoby tak źle. - uśmiechnął się tata, ale zaraz ten uśmieszek zszedł mu z twarzy, gdyż dostał od mamy torebką w głowę. Właśnie wtedy doszliśmy do nowego domu Harrego. Byłam podekscytowana. Razem z rodzicami zadzwoniłam do domu.
- Cześć ciociu! - powiedziałam, gdy zobaczyłam jak mama Hazzy otwiera nam drzwi.
- Boże, Gemma jak ty  wyrosłaś. - uśmiechnęła się promiennie. - Harry na górze
- Dziękuję! - powiedziałam, zdjęłam szybko buty i nie patrząc przed siebie pobiegłam na górę. Zakręcając wpadłam na kogoś i upadłam. Drapiąc się po głowie spojrzałam na kogo wpadłam - przepraszam, trochę niezdarna jestem. 
- Z kim mam przyjemność. - usłyszałam głos, chłopaka z kręconymi włosami
- Emmmm... Jestem Gemma - chłopakowi nagle zabłysły oczy. Momentalnie kucną przy mnie i mnie przytulił. 
- Dziewczyno kopę lat, ale wyrosłaś i wyładniałaś przede wszystkim. 
- Harry?
- Eeeee? Nie poznajesz mnie?
- Mniejsza z tym. Co ma oznaczać "i wyładniałaś przede wszystkim"?
- Nic nic... Właśnie pamiętasz o naszej obietnicy?
- Jakiej obietnicy?
- W dniu mojego wyjazdu obiecałaś mi, że jak tutaj wrócę będę mógł cię znowu uczesać. - powiedział, po czym pomógł mi wstać i zaprowadził, mnie do pokoju. Tam zrobił mi dwa wysokie kucyki, jak dla małej dziewczynki.
- Co o tym sądzisz Gemma?
- Nie jestem w stanie tego skomentować...
 *Z perspektywy Jess*
Gace nie chciała dzisiaj sama iść do szkoły. Bała się po tej wczorajszej akcji. Ze względu na to, że i tak wstaje wcześnie postanowiłam pójść po dziewczynę. Koło 7:00 rano wyszłam z domu. Dojście do apartamentowca, w którym mieszkała przyjaciółka zajęło mi pół godziny. Potem razem dotarłyśmy do szkoły. Na lekcji pierwszej  miałyśmy w-f. Okazało się, że musimy mieć łączone zajęcia z klasą Tomlinsona. Ponadto pojawiła się tam nowa osoba. 
- Uwaga wszyscy wiemy, że dzisiaj mamy zajęcia łączone ze względu na to, że nie ma nauczyciela klasy piłkarskiej. Na dzisiejszych zajęciach będziemy biegać. Macie dobrać się w pary, z tym, że to mają być pary gdzie osoby będą z różnych klas. W ten sposób możecie się zintegrować. - właśnie teraz zaczęło się dobieranie par. Wszyscy chłopcy rzucili się w stronę Grace, ale ta nie zwracała na nich uwagi. Dziewczyna zauważyła w kącie jakiegoś chłopaka. Podeszła do niego i kucnęła obok niego. Poszłam podsłuchać o czym gadają.
- Hej, masz parę do ćwiczenia? - zapytała beztrosko
- Nie - chłopak momentalnie, się zarumienił gdy zobaczył z kim gada
- To ćwiczmy razem - dziewczyna wstała i podała mu rękę.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - ktoś szepnął mi do ucha. Odskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się by zobaczyć kto jest takim idiotą i mnie straszy.
- Tomlinson nie rób tak więcej! - wydarłam się, gdy ujrzałam uśmiechniętą twarz Louisa
- Nie zrobię. Z kim jesteś w parze?
- Na razie z nikim.
- To teraz jesteś ze mną w parze. - powiedział i złapał mnie za przedramię i zaprowadził do nauczycielki, że razem będziemy ćwiczyć. Nie wiedziałam gdzie jest Gemma.
- Hej Lou. Widziałeś Gemmę?
- Tak.
- Z kim ona ćwiczy?
- Z nowym z mojej klasy. - potem wszyscy poszliśmy na bieżnie na dworze. 
- Hej Jess, może mały zakładzik? - usłyszałam Tomlinsona
- Jaki znowu zakład?
- Kto przegra dziś chociaż w jednym wyścigu stawia lody w nowej lodziarni niedaleko szkoły. 
- Dobra. - Lekcję zaczęliśmy od 3 kółek wokół dużego boiska szkolnego. Oczywiście już wtedy rozpoczął się nasz wyścig.Biegliśmy łeb w łeb. Tak samo było z biegiem na 60. Po biegu na 60 nastał czas na sztafetę. Pani podzieliła nas na dwie grupy. W jednej byłam ja w drugiej Lou. Mieliśmy biec na samym końcu. Drużyna, w której byłam ja była o jedną osobę do tyło. Aby wygrać  musiałam dać z siebie wszystko. Kiedy Tomlinson był już w połowie drogi ja dopiero dostałam pałeczkę. Biegłam najszybciej jak potrafiłam. Prawie dogoniłam Louisa, ale było już za późno, bo on znajdował się na mecie. Przegrałam...po raz pierwszy raz z nim przegrałam.
- Oh jak mi przykro. Musisz kupić mi lody... 
- Radzę ci zamknij się. - warknęłam i poszłam do szatni. 
*Z perspektywy Grace*
Po w-f byłam wykończona. Ledwo żyłam. Bieganie przez całą godzinę mi nie służy. Teraz siedziałam z dziewczynami na ławce. Nagle przypałętała się 5 szkolnych idiotów. No właściwie to 4 bo jednego nie znałam, bo niedawno się przeniósł, ale wystarczy, że zadawał się z tą 4 a jak to mówią "z kim przystajesz takim się stajesz". Tak czy siak ta 5 to Niall, Zayn, Louis, Harry i Liam.
- Gemma! - wykrzyknęli na raz Liam i  Zayn, stając obok niej.  - czas na codzienny spacer. - powiedzieli łapiąc dziewczynę pod ramię i poszli.
- Hej, ty jesteś Grace. - powiedział Harry
- No jestem...
- Czy Louis i Jessica zawsze tak rywalizują?
- Tak
- Dla przyjaciół jestem Jess - powiedziała Jess to Harrego
- A więc Jess, czemu się z nim zakładasz?
- Bo eeeyyyyeeeeeye właściwie to nie wiem... w  sumie to lubię rywalizować, nie ważne z kim i nie ważne w jakiej dziedzinie.
- Pojedynkujemy się od początku liceum. Na razie jest 52:51 dla mnie. - powiedział Lou z dumą
- Ale to się niedługo zmieni. - odpowiedziała Jess
- Hmmm... Grace, nie przeszkadzają tobie ci cali fani? - nowy zwrócił się do mnie
- Zdążyłam przywyknąć. Co powiecie na to, że wyjdziemy gdzieś wszyscy razem w sobotę. Pójdziemy na jakąś imprezkę i tak dalej...
- To dobry pomysł. - przytaknęła mi Jess
- Ja się zgadzam..- powiedział bez namysły Lou
- Ja chyba muszę się zintegrować z innymi, więc pójdę. - zaśmiał się Harry.
- A ty Niall...NIall? - powtarzałam co jakiś czas jego imię, ale on był tak jakby w transie. Patrzył się na mnie jak na obrazek. Uderzyłam go w głowę i zaraz oprzytomniał. - Niall idziesz z nami na imprezę w sobotę?
- Z chęcią. - chłopak wydukał, a potem się poczerwienił
- Czemu jesteś czerwony?
- B Bo bo yyy eeem yyy eeeeee - chłopak zaczął się jąkać po czym spłoszony usiekł.
_________________________________________________________________________
Liczę na komentarze

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 1

*Z perspektywy Gemmy*
- Gemma, kochanie czas wstawać bo spóźnisz się do szkoły! - zaczęła budzić mnie mama.
- Daj mi jeszcze jakieś 5 minut! - ziewnęłam do poduszki 
- Czy ja tam mam wejść do ciebie? - usłyszałam głos taty. 
-  Nie trzeba, zaraz wstanę. Potrzebuję tylko paru minut na dojście do siebie.
- PO czym ty będziesz dochodzić - usłyszałam głos matki
- Po spaniu.
- Boże co się z dzisiejszą młodzieżą dzieje. - westchnął tata. Ja szybko zwlekłam się z łóżka i przyczołgałam się do łazienki. Tam wykonałam czynności poranne.  Potem zbiegłam na dół na śniadanie. Czekał tam na mnie omlet z nutellą i pewna wiadomość od rodziców. 
- Kochanie...Harry wrócił do miasta - powiedział tata przekręcając strony gazety porannej. 
- To świetnie. Gdzie będzie chodził do szkoły ?
- Od jutra będzie uczęszczał razem z tobą do szkoły. Będziecie tylko w innych klasach. Dzisiaj Harry pojedzie tylko na godzine wychowawczą i na rozeznanie szkoły. 
- O boże już ta godzina. Tato śpieszmy się, za dwadzieścia minut mam lekcje. 
- Już idę. - szybko wybiegłam na korytarz i założyłam buty. Załapałam moją torbę i wybiegłam szybko z domu. Wsiadłam do samochodu taty i czekałam na niego dobre 2 minuty a czas goni. Dojechaliśmy w ciągu 5 minut a więc miałam jeszcze troche czasu. Ledwo weszłam do szkoły a Jes zorganizowała na mnie zamach. Dziewczyna skoczyła mi na plecy, przez co obie wywróciłyśmy się na ziemię. 
- Cześć Meg.
- Hej hej, ja już uciekam bo staram się zgubić tego idiotę...znowu sobie jakiś zakład wymyślił. 
- No to cześć. - zdążyłam przejść parę kroków, a pojawili się Zayn i Liam. Kumpluję się z chłopakami od niedawna.
- Cześć Gemma. - powiedzieli naraz 
- Siemka.
- Idziemy na spacer. - zadecydowali i wzięli mnie pod ręce i poszliśmy w nieznanym mi kierunku.
*Z perspektywy Jessica'y*
W szkole byłam dość wcześnie bo musiałam przygotować ogłoszenia do wywieszenia na tablicy informacyjnej. Ponadto musiałam sporządzić spis wszystkich najbliższych apeli, a także porozmawiać z dyrektorem o dniu sportu, który jest w naszej szkole w każdym semestrze. Ciężka praca mnie czekała, szczególnie wtedy gdy musiał doczepić się mnie Louis. Co trochę przeszkadzał mi w pracy. Wymyślał coraz głupsze zakłady. Chłopak starał zwrócić na siebie moją uwagę, lecz nie udawało mu się to. Byłam bardziej zajęta papierami, którymi zostałam obarczona przez resztę członków tego samorządu.
- Co jest ciekawego w tych papierkach? - zapytał nagle
- Właściwie to nic.
- To czemu je wypełniasz?
- Bo taki mam obowiązek. - powiedziałam kończąc papierkową robotę. Teraz poszłam rozwiesić odpowiednie informacje na tablicy informacyjnej. Rozmowę z dyrektorem postanowiłam odłożyć na później.  Podczas powrotu do pokoju samorządu starałam się zgubić Louisa. Po drodze zauważyłam Gemmę wchodzącą do szkoły. Postanowiłam ją odpowiednio przywitać. Podbiegłam do dziewczyny i wskoczyłam na nią. Oczywiście upadłyśmy na podłogę. Wytłumaczyłam dziewczynie, że muszę uciekać przed Tomlinsonem i jego idiotycznymi zakładami. Szybko ją pożegnałam i pobiegłam po moją torbę. Później zadzwonił dzwonek. Na długiej przerwie jak zawsze szłam do stołówki aby tam zjeść z Gemmą i Grace. Oczywiście musiał dołączyć się do mnie Lou starając się mnie namówić do wspólnego posiłku. Oczywiście odmówiłam. Wolałam zjeść z dziewczynami.
- No weź, przecież codziennie jesz z dziewczynami, nie możesz chociaż raz zrobić wyjątku i zjeść e mną?
- Nie będę tracić na ciebie mojego cennego czasu!
- Ehhh... z resztą i tak nie dałabyś się przekonać. - chłopak przestał mówić ale nadal szedł kolo mnie. Naprawdę irytujący z niego człowiek. - Wiesz, że w mojej klasie będzie nowy koleś. Nawet przyjemny z niego gość. Oczywiście wychowawca kazał mi go oprowadzić po szkole, bo wiesz ja jestem taki wspaniały i wszystko mu pokażę.
-Tak? No to super, ale co ja mam z tym wspólnego - powiedziałam wchodząc do stołówki. Tam szybko znalazłam dziewczyny.
*Z perspektywy Grace*
Ledwo co wysiadłam z samochodu a już dorwał mnie tłum moich "fanów". Takie zachowanie bardzo mnie denerwowało. Oni ograniczali moją wolność osobistą, Nie ważne gdzie się ruszę tam będzie banda tych dziwolągów. Jedynie w łazience miałam choć trochę prywatności. Właściwie to tam spędzałam większość przerw. Czasami siedziałam tam sama czasami z Gemmą i Jess. Teraz niestety musiałam przeżyć towarzystwo tych gamoni.
- Naprawdę musicie za mną łazić?
- Chcemy brać udział w twoim życiu, chcemy być przy każdej ważnej chwili w twoim życiu. - powiedzieli chórem. Zignorowałam ich i przyśpieszyłam kroku. Chciałam jak najszybciej dostać się do łazienki. Najgorsze jest to, że wszyscy osobniki płci brzydkiej podziwiają mnie, a wszystkie dziewczyny w szkole, oprócz Gemmy i Jess, mnie nienawidziły. Nie ważne czy popełnię jakiś błąd czy nie zaraz znajdzie się wytłumaczenie, które został wymyślone przez chłopaków. Tak na prawdę w szkole jestem sztuczną i wyidealizowaną lalką. Dotarłam do łazienki i szybko tam weszłam. Niestety spotkałam się z pewnymi nieprzyjemnościami.
- Ej to ta szmata przez, którą twój chłopak zerwał. - powiedziała jedna z siedzących tam dziewczyn
- Tak... pokarzmy jej co się dzieje gdy ktoś mi odbija chłopaka.- byłam przerażona, gdy chciałam uciec, lecz w pewnym momencie któraś z nich złapała mnie za włosy i pchnęła na podłogę. Odruchowo pisnęłam. Dziewczyny zaczęły mnie kopać. Potem zostałam podniesiona i spoliczkowana. Następnie zostałam pchnięta na umywalkę. Osunęłam się na ziemię. Słyszałam, że ktoś wbiegł do łazienki. Byłam na wpół przytomna.
- Za takie zachowanie zostaniecie wydalone ze szkoły. - usłyszałam głos nauczyciela w-f.
- Ja zabiorę dziewczynę do pielęgniarki. - usłyszałam znajomy męski głos. 
...
- Co się stało? - zapytałam otwierając oczy
- Jesteś w  gabinecie pielęgniarki. Jakieś dziewczyny cię pobiły. Teraz są u dyrektora. Zabierają swoje papiery ze szkoły. Za swoje zachowanie zostaną wydalone.
- Jak to się stało, że przyszedłeś mi na pomoc?
- Emm... miałem w-f i podczas rozgrzewki  zerknąłem w stronę łazienki dziewcząt i zobaczyłem jak upadasz na ziemię. Zawiadomiłem o tym nauczyciela i szybko pobiegliśmy tam. - powiedział
- Niall ty zboczeńcu czemu patrzyłeś się w stronę łazienki dziewcząt? - powiedziałam wstając i odruchowo łapiąc się za głowę. - Co to jest? - poszyłam, że mam coś  na czole
- Do jest bandaż. Jak upadłaś na podłogę to rozcięłaś sobie skórę. 
- Ohh... Dziękuję. - powiedziałam wstając. - Mógłbyś odprowadzić mnie do klasy?
- Ja Ja jasne - chłopak momentalnie się zarumienił. To było dość słodkie.
______________________________________________________________
Mile widziane komantarze

środa, 29 maja 2013

Epilog

Od ostatniej wspólnej Wigilii minęło trochę czasu. Megan nadal nie wróciła do mnie i w sumie jej się nie dziwię. Ona teraz studiuje i ma wie ważniejszych spraw na głowie. Ostatnio wyprowadziłem się z domu w którym mieszkaliśmy z chłopakami. Nie mogłem patrzeć jak im układa się w miłości a mi nie. Takie gadanie jest trochę samolubne. Ostatni nawet widziałem Meg z jakimś chłopakiem. Była szczęśliwa. Jak ich widziałem to czułem jak moje serca rozpada się na miliony kawałeczków. Postanowiłem wtedy działać. Zadzwoniłem pewnego dnia do niej. Poprosiłem o spotkanie. Na szczęście się zgodziła. Powiedziała żebym przyjechał następnego dnia pod jej uczelnię o 15:24. Wtedy pewnie kończyła zajęcia.Tak jak powiedziała tak zrobiłem.
Przyjechałem trochę wcześniej na miejsce spotkania i czekałem. Oczywiście grupa jakiś dziewczyn zdążyła mnie już otoczyć. Nie zwracałem na nich uwagi. W końcu Megan się pojawiła.
- Tomlinson może raczysz tutaj podejść - powiedziała patrząc jak staram się wydostać z tego tłumu. 
- Jak śmiesz tak do niego mówić. On nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie twoim kolegą  - krzyknęła jakaś laska
- Będę mówić tak jak mi się podoba. - Powiedziała Meg - a ty młocie się pośpiesz!
- Wiecie tylko ona ma prawo tak do mnie mówić - powiedziałem wydostając się z tłumu. Wziąłem Meg za rękę i zaprowadziłem do samochodu. Pojechaliśmy do jakiejś kawiarni. Tam rozmawialiśmy o wszystkim. Jak za dawnych czasów. Teraz spotykaliśmy się tak codziennie. Dowiedziałem się o niej wiele więcej niż wiedziałem wcześniej. Stałem się jej przyjacielem. Nie mogłem liczyć na nic więcej bo miała chłopaka. Wiedziałem, że oni spotykają się codziennie wieczorami.
Pewnego dnia ktoś z samego raba zapukał do moich drzwi. Leniwie wstałem i poszedłem aby otworzyć. W progu stała zapłakana Meg. Od razu ją przytuliłem. Poszliśmy do salonu.

-On ...zrobił mi wyrz...uty tylko i w..wy...wyłącznie dlatego, że z tobą roz..mawiałam. - płakała przytulona do mnie. - Jak stanęłam w twojej obronie...to...zer...wał
-Nie płacz... ja jestem przy tobie...
-Lou??
-Hmm?
-Co ty do mnie czujesz? Kim ja dla ciebie jestem?
-To chyba proste – uśmiechnąłem się pod nosem. W końcu mogę powiedzieć jej o swoich uczuciach – jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Z resztą po vo mam to mówić skoro wystarczą tylko dwa słowa...
-Jakie?
-Kocham cię. - zaczęła płakać. - Czy powiedziałem coś nie tak?
-Nie po prostu ja wiem, że ciebie też kocham.
-Co? - nic potem nie powiedziałem. Megan pocałowała mnie. Położyliśmy się na łóżku. -Leżeliśmy przytuleni do siebie.
-Lou?
-Tak kochanie?
-Idź weź prysznic bo śmierdzisz.
-Dobrze ale idziesz ze mną.
-Niby czemu?
-Bo ktoś musi dopilnować mnie podczas kąpieli.
-Jak dziecko – powiedziała wstając i podając mi rękę
-Nie sądziłem, że się zgodzisz.
-A miałam jakieś inne wyjście?

sobota, 25 maja 2013

Pięćdziesiąt Cztery

*Z perspektywy Megan*
Ja i Tomlinson wróciliśmy do domu. Nialler i Harry pojechali ze swoimi dziewczynami do ich domu rodzinnego. Pierwsze co zrobiliśmy to rzuciliśmy się do łazienki. Jakbyśmy mogli to pobilibyśmy się tylko i wyłącznie dlatego że oboje chcieliśmy iść do łazienki w tym samym czasie.
- Ze względu na to, że jestem dżentelmenem przepuszczę cię. - powiedział na co ja wybuchłam śmiechem
-Ty i bycie dżentelmenem - wypowiedziałam z kpiną
- To znaczy, że nie chcesz iść pierwsza??
- Z drogi panie dżentelmenie idę się ogarniać. - powiedziałam popychając go i wbiegając do łazienki. Po 30 minutach wyszłam z łazienki i pomknęłam do ciepłego łóżka. Wzięłam jakąś książkę i zaczęłam czytać. Po jakimś czasie usłyszałam jak Tomlinson mnie woła. Wstałam i podeszłam do drzwi od łazienki.
- Czego chcesz??
- Megaaan podasz mi piżamę??
- NIe ma mowy!
- Ale chyba nie chcesz żebym spał nago prawda??
- Gdzie jest ta piżama?
- Położyłem ją na fotelu.
- Już idę po nią. - ruszyłam w stronę salonu. Wzięłam tą cholerną piżamę i wróciłam się. - Tomlinson wchodzę! - krzyknęłam ostrzegawczo łapiąc za klamkę. Weszłam. Stał tam  w samym ręczniku. Przypatrywał mi się. - co się gapisz??
- Tak tylko zastanawiam się co byś zrobiła gdybym zrobił tak...- przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Odepchnęłam go od siebie i spoliczkowałam. - a to za co??
- Następnym razem jak coś takiego odwalisz będzie z tobą gorzej...- powiedziałam rzucając na niego piżamę. Postanowiłam dzisiejszą noc spędzić na fotelu w salonie. Poszłam do sypialni po poduszkę, koc i książkę. Potem rozsiadłam się w salonie i zaczęłam czytać.
- Co ty tu robisz? - usłyszałam głos Lou. Chłopak stał przy wejściu do salonu opierając się o futrynę.
- Siedze.
- Nie będzie ci wygodniej w sypialni??
- Nie
- Czy ja jestem powodem przez który nie chcesz spać w sypialni?
- Tak
- Przecież są dwie sypialnie, ty możesz  spać w jednej a ja w drugiej...
- Harry zamknął drzwi od drugiej sypialni i zabrał klucz...
- Ahaa... - powiedział i  prawdopodobnie wyszedł. Sama nie wiedziałam kiedy usnęłam.
Rano obudziło mnie czyjeś głaskanie po włosach. Leniwie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że leże na łóżku a obok mnie siedzi Louis, który mnie głaskał. Gwałtownie wstałam.
- O obudziłaś się. - powiedział
- Jak...się...tu dostałam
- Przeniosłem cię. Stwierdziłem, że jest ci nie wygodnie na tym fotelu. Spokojnie nic ci nie zrobiłem... Ograniczyłem się tylko do głaskania cię po głowie. - po wypowiedzeniu tych słów odszedł. Od samego rana był jakiś taki dziwny.  Nie wiem czy to przez to, że go spoliczkowałam. To było bardzo prawdopodobne. Najgorsze było to, że miałam wyrzuty sumienia.
- Louis?? - zapytałam w przestrzeń. Zero odpowiedzi. Nie wiem czemu ale napłynęły mi łzy do oczu. Skuliłam się i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
- Błagam cię nie płacz więcej... Nie płacz... Jak widzę jak płaczesz to serce mi pęka. - wyszeptał znany mi głos.
- Lou??
- Hmm?
- Przepraszam...
- Za co?
- To przeze mnie jesteś smutny, więc dlatego ...
- Jestem smutny bo wiem, że  spieprzyłem wszystko przez jeden głupi wybryk... w sumie jestem ci wdzięczny za to, że jeszcze ze sobą rozmawiamy. - on naprawdę żałuje tego co zrobił. On zawsze był przy mnie. On jest tym którego potrzebuje. Ja to wiem, on to wie i wszyscy inni też to  wiedzą. Tylko czemu ja nie potrafię się przyznać do moich uczuć.
*Z perspektywy Sophie*
Dzisiaj znowu wszyscy zbieramy się w domu chłopców na uroczystym obiedzie. Mogę się założyć, że tam już wszyscy nie śpią od rana tylko biegają po całym domu szykując się na przyjęcie gości. Leniwie wstałam z łóżka i poszłam się ogarniać. W końcu zaraz wszyscy mieliśmy wychodzić a ja jeszcze byłam w proszku. Po umyciu się ubrałam szybko naszykowane wcześniej ubranie i poszłam suszyć włosy. Szybko je rozczesałam bo rodzina mnie pośpieszała. Potem wszyscy pojechaliśmy do domu chłopców. Tam już wszyscy na nas czekali. Maura oczywiście biegała od jadalni do kuchni i tylko po to żeby sobaczyć czy wszystko jest na stole. Po jakimś czasie zasiedliśmy wszyscy wspólnie do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Sophie, kochanie próbowałaś już karpika?
- Nie jeszcze nie, ale zaraz spróbuję.
- A może chcesz więcej tej sałatki??
- Nie trzeba.
- Na pewno??
- Tak - Maura powoli zaczęła mnie irytować swoim zachowaniem. Co parę minut próbowała wcisnąć mi coś do jedzenia. Ta kobieta jakby mogła to zmusiłaby mnie do zjedzenia wszystkiego co leżało na stole. Po obiedzie poszliśmy do salonu, a tam Nialler zaczął grać na gitarze, a reszta osób zaczęła wspólnie śpiewać kolędy.
*Z perspektywy Marry*
Przez cały wieczór byłam obserwowana przez rodzinę Hazzy.  Jego matka i siostra nienawidziły mnie. Bardzo źle się czułam w ich towarzystwie. Na domiar złego Harry organizował nam więcej czasu do spędzenia razem. Matka Stylesa miała do mnie pretensje o wszystko. Raz miała problem z tym że ciasto jest za słodkie mimo że ja go nie piekłam, kolejnym razem miała problem z tym, że krzywo odłożyłam widelec. Dostawałam szału.  Teraz wszyscy siedzieliśmy i rozmawialiśmy w salonie. Na razie było spokojnie.
- Wiecie co wam powiem? W dniu dzisiejszym powinniśmy być szczerzy ze wszystkimi ludźmi. Nie ważne czy to co powiem będzie miłe czy nnie. - zaczęła Anne
- Do czego zmierzasz mamo? - zapytał Hazz
- Mam coś do powiedzenia Marry. Posłuchaj mnie i to bardzo uważnie. Nie byłaś, nie jesteś i nigdy nie będziesz dość dobra by być dziewczyną mojego wspaniałego synka. Lepiej z nim zerwij i zniknij z jego życia. Tylko go ranisz i sprawiasz, że jest smutny. - każde słowo sprawiało mi ból w sercu, miałam łzy w oczach, Harry kipiał ze złości natomiast reszta słuchała słów tej kobiety w oszołomieniu. Po jakimś czasie nie wytrzymałam i uciekłam. Pobiegłam do jakiegoś pokoju, usiadłam w kącie i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Skuliłam się i zaczęłam analizować wszystko od początku do końca. Nie rozumiałam czemu matka Hazzy mnie nienawidziła. Od początku miała ze mną jakiś problem. Nagle usłyszałam kroki i dźwięk otwierających się drzwi. Drgnęłam.
- Marry, jesteś tu? - usłyszałam ciepły głos Hazzy
- Tak - cichutko przytaknęłam. Harry uklęknął przede mną i mnie mocno przytulił. Wtuliłam się w jego tors, a on głaskał mnie po głowie.
- Nie słuchaj mojej matki. Ona nie ma racji. Ja ciebie kocham taką jaką jesteś i nic tego nie zmieni.
- Ja ciebie też kocham. - powiedziała unosząc lekko głowę. Spojrzałam na niego ce łzami w oczach. Chłopak się uśmiechnął. Po chwili nasze usta się spotkały...
_______________________________________________
To był ostatni rozdział opowiadania "True story about love". Muszę jeszcze napisać epilog i to będzie koniec. Nie wiem czy zauważyliście, ale wprowadziłam parę zmian na bloga xd, Otóż zmieniłam nazwę na "Opowiadania o One Direction". Tutaj na tym blogu będzie parę opowiadań. Dodałam jeszcze takie zakładki (jeżeli tak mogę je nazwać) pod tytułem bloga. Tam są tytułu opowiadań prawdopodobnie będzie Wam tak wygodniej w szukaniu rozdziałów (bynajmniej mnie się tak zdaje).
Proszę o komentarze

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Pięćdziesiąt Trzy

Czas na kolejny rozdział... ostatnio w ogóle nie miałam weny. Wszystko przez chorobę. Ale już się czuję lepiej. Prawdopodobnie zbliżamy się do końca mojego opowiadania <le łezka spływa mi z oka>
Lou: Jak to? Nie mów, że nas tak zostawiasz? A co będzie ze mną i z Meg??
Co będzie to będziee...
Lou: Będziemy razem prawda??
....
Lou: No odpowiedz przecież to ty jesteś "bogiem" w tej opowieści no nie??
Jak się nie uspokoisz too...
Lou: To co??
To wrzucę cię pod śmieciaree! A teraz zapraszam na rozdział.
*Z perspektywy Megan*
W pewnym momencie naszła mnie ochota na...wielki puchar lodów śmietankowych  i czekoladowych polanych sosem truskawkowym z owocami. Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam do kuchni. Louis pewnie patrzył na mnie jak na jakąś wariatkę, ale w tej chwili liczyło się tylko zjedzenie tego deseru. Po wejściu do kuchni zaczęłam szukać sosu. Nie było go w lodówce i w półkach kuchennych. Postanowiłam zajrzeć do spiżarki. Ledwo otworzyłam drzwi a coś upadło na mnie. Tym czymś była deska do prasowania. Deskę do prasowania podniosłam z ziemi i postawiłam obok. Potem zaczęłam szukać w poszukiwaniu sosu truskawkowego. Znalazłam go za stertą przypraw. Wyjęłam go i postawiłam na blacie kuchennym.
- Coś się stało - usłyszałam głos Tomlinsona za sobą
- Zachciało mi się lodów i poszłam sobie zrobić deser lodowy.
- Aha. Mi też mogłabyś zrobić?
- Jasne. Siadaj i czekaj. - posłałam mu ciepły uśmiech. Zaczęłam nakładać lody do dwóch misek. Potem polałam je sosem. Następnie ozdobiłam  truskawkami i podałam chłopakowi jedną miseczkę. Sama wzięłam drugą i usiadłam  na przeciwko niego. Nie ma to jak jeść po północy. Szczególnie wtedy gdy ma się złą przemianę materii i wszystko pójdzie w biodra. Skrzywiłam się na samą myśl o tym.
- Coś się stało?? - zapytał chłopak, zauważył moją minę
- Przed chwilą zdałam sobie sprawę, że to wszystko idzie mi w biodra. -powiedziałam całkiem poważnie. Louis skarcił mnie wzrokiem. Zachichotałam pod nosem i dokończyłam bez zbędnych dyskusji mój posiłek. Potem razem z Tomlinsonem wróciliśmy do pokoju. Ja oczywiście miałam pod pachą deskę do prasowania.
- Czy musimy dzielić łóżko tą deską - jęknął Tomlinson
- Musimy.
- Ale czemu?
- Bo nie ma dżemu. - powiedziałam kładąc się na łóżku. Zaraz koło mnie położył się Louis. Gdy położyłam deskę między nami on natychmiastowo ją zabrał.
- Oddasz ją??
- Nie - cmoknął Lou. Chłopak dostał w łeb i się uspokoił. Oddał deskę. Potem poszliśmy spać.
*Z perspektywy Sue*
W dzień Wigilii ja Sophie i Marry pojechałyśmy do domu Meg, Tam miałyśmy się szykować do kolacji. Przyjechałyśmy do dziewczyny koło 11:00.Wszystkie weszłyśmy na górę. Oczywiście dziewczyny pomogły w chodzeniu po schodach. Mimo rehabilitacji nadal miałam z tym problemy. Marry zapukała do drzwii mieszkania. Otworzył nam Nialler. Chłopak był bardzo zmieszany. Sophie od razu to wyczuła.
- Co się stało?? - zapytała wyjątkowo chłodnym głosem wciskając Niallerowi swoją torbę z ubraniem i kosmetykami.
- Ciiiiiiii, zaraz wam coś pokarzę. - powiedział Niall. Wszystkie poszłyśmy za chłopakiem. Okazało się, że celem naszej cichej wędrówki była sypialnia Tomlinsona i Meg. - oni śpią i trzymają się za ręce. - szepną NIall wskazując na ich złączone dłonie leżące na desce do prasowania.
- O nie ta nie będzie! Wstawać ale już nie będziecie mi tutaj spać! - krzyknęła Marry wskakując na łóżko skacząc po nim.
- Co się stało. - zapytała Meg spadając z łóżka
- Coś ta deska do prasowania nie oddziela waszej dwójki  - zaśmiał się Niall
- Nie ładnie tak wchodzić do czyjegoś pokoju bez pukania. - Megan skarciła go wzrokiem. PO czym wyrzuciła nas z pokoju. Teraz miałyśmy zająć się ogarnianiem do Wigilii. Najpierw ustawiliśmy się w kolejkę do łazienki, w celu odświeżenia. Ja Marry i Sophie miałyśmy torby z przygotowanymi wcześniej ciuchami i kosmetykami. Teraz ja byłam w kolejce.  Szybko umyłam twarz i dłonie. Następnie umyłam włosy i je rozczesałam. W szlafroku wyszłam z łazienki. Dziewczyny już się zdążyły się ogarnąć. Sophie aktualnie malowała paznokcie, a Marry biegała za Harrym, który zabrał jej buta. Ja usiadłam i zaczęłam myśleć nad fryzurom. Stwierdziłam, że nie będę ich suszyć.Takie działanie spowoduje lekkie pofalowanie moich włosów. Teraz wystarczyło sie tylko przebrać. Ja ubrałam się w to, Sophie założyła to, Meg to, a Marry to. Chłopaki też byli już gotowi. Była 14:30. Ruszyliśmy do domu chłopców.
*Z perspektywy Sophie*
Właśnie weszliśmy do domu chłopców. Pomału zaczynało się ściemniać. Nialler od razu poszedł do okna czekać na pierwszą gwiazdkę. Prezenty pod choinką były już ułożone. Trzeba było czekać na resztę zaproszonych gości. Usiadłam na kanapie przeglądając jakąś gazetę. Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi. Oczywiście ja jako jedyna pofatygowałam się do drzwi, aby otworzyć. W drzwiach stali moi rodzice. Mama w rękach trzymała wielką torbę...najprawdopodobniej z upominkami. Zapewne pomyśleli o wszystkich. Moja rodzina była jedną z bogatszych rodzin w Londynie, więc było ich stać na droobny upominek dla każdego. Weszli do środka. Mama od razu poszła rozłożyć dodatkowe prezenty pod choinką. Zauważyłam, że mój tata się za kimś rozgląda.
- Kogo szukasz papciu. - zapytałam dziecinnym głosikiem.
- Tego całego Nialla. Muszę mu wyjaśnić parę spraw.
- O tam stoi. - powiedziałam wskazując na chłopaka stojącego przy oknie.
- Dobra to idę. - powiedział poprawiając garnitur. Ja postanowiłam podsłuchać ich dyskusję. Wiem, że nie powinnam ale byłam bardzo ciekawa.
- Przepraszam młody człowieku- powiedział mój tata podchodząc do blondaska.
- Słucham? - zapytał lekko zdezorientowany
- Jesteś Niall tak??
- Tak..
- Osobiście cię informuję. Jeżeli skrzywdzisz moją córkę, doprowadzisz ją do płaczu to mnie popamiętasz. Zrozumiałeś - powiedział surowym tonem - Wesołych Świąt - powiedział ciepłym tonem, uśmiechnął się i podał chłopakowi rękę. Nialler zdziwiony ją uścisną. Potem wyjrzał za okno i zaczął się drzeć, że pierwsza gwiazdka i że trzeba siadać do stołu.
*Z perspektywy Marry*
Właśnie zasiedliśmy do stoły. Siedziałam między Megan a Tomlinsonem. Miałam wrażenie, że teraz to ja odgrywam role tej deski do prasowania. Co trochę wymieniali się spojrzeniami. Meg była na niego wściekła a Lou nie wiedział o co jej chodzi. Z resztą ja też nie wiedziałam. Po pewnym czasie ktoś zapukał. JA i Sophie poszłyśmy otworzyć. Okazało się, że to kolędnicy, a konkretnie The Wanted w przebraniach kolędników. Zaczęli śpiewać nam. Potem każdy się do nas uśmiechnął. Zauważyłam, że Silva zaniemówił. Zachwiał się lekko, a potem upadł w wielką zaspę śniegu. Nathan i Max pomogli mu wstać. Postanowiłyśmy ich na chwilę wpuścić do domu. Wprowadziłyśmy ich do salonu. Potem matka Nialla przyniosła każdemu coś do picia. Czekaliśmy aż Silva się obudzi. Po pewnym czasie wstał gwałtownie.
- Gdzie jest ta śliczna dziewczyna. Jej jasne włosy z różowym pasemkiem. I jej twarz. Ona wyglądała jak anioł. - wydarł się. Rozejrzał się i zobaczył Sophie patrzącą na niego jak na idiotę. Gwałtownie wstał i podszedł do niej.  Złapał ją za dłonie i spojrzał jej w oczy. Dziewczyna stała nieruchomo. - Jak ci na imię??
- S.. Sophie..- ledwo wykrztusiła 
- Na pewno jesteś tą jedyną. - na te słowa Niallerowi włączył się jego tryb ochrony swojej dziewczyny. Jak robot wstał od stołu i wślizgnął się między Sophie a Silve. 
- Cześć. Jestem Niall. Jestem jej chłopakiem. Nie masz u niej szans. - zaczął swój monolog
- Czy mógłbyś nie przerywać w wyznawaniu miłości?? - zapytał obojętny na to co przed chwilą usłyszał 
- Nie zrozumiałeś moich słów??
- Zrozumiałem, ale ona ma potwierdzić to co przed chwilą powiedziałeś. - Sophie na te słowa odwróciła do siebie Nialla i pocałowała go. - Rozumiem, jednak jesteście parą. Ale to nie oznacza, że nie możecie zerwać. Na razie życze wam wesołych świąt. - powiedział i bez pożegnania wyszedł z naszego domu.
_____________________________________________________________
UWAGA KONKURS ODWOŁANY xD

niedziela, 17 marca 2013

Pięćdziesiąt Dwa

*Z perspektywy Sophie*
Już jutro Wigilia. Dzisiaj ostatnie przygotowania do rodzinnej kolacji. Miałam zamiar przyjść do domu chłopców nieco później, bo chciałam się wyspać. Niestety moje plany zostały pokrzyżowane przez pukanie do drzwi mojego pokoju. Leniwie wstałam przecierając oczy.
- Proszę. - powiedziałam na znak, że można wejść. W progu stanęła moja mama z telefonem w ręku.
- Jakaś kobieta do ciebie dzwoni. - powiedziała podając mi telefon
- Halo - powiedziałam jednocześnie ziewając.
- Gdzie ty jesteś Sophie?! Miałaś z samego rana przyjechać z tiramisu! Co ty sobie żarty stroisz?! - zaczęła się na mnie wydzierać Maura
- Już dobrze dobrze, zaraz przyjadę - powiedziałam leniwie
- Teraz to mnie możesz w nos pocałować. Zaraz podjedzie tam Liam i weźmie to co ty powinnaś przywieść.
- OKey, to znaczy, że mogę wrócić do spania?
- Tak - powiedziała rozłączając się. Przekazałam mamie, że Liam przyjedzie po to cholerne tiramisu i żeby mu je dała. Ja w tym czasie wróciłam do snu. Niestety nie bardzo mogłam oddać się w objęcia morfeusza. Postanowiłam posłuchać muzyki. Po pewnym czasie usnęłam, i dosłownie minutę później obudziłam się. Nie mogłam już usnąć. Postanowiłam wzięć zimny prysznic i przemyśleć w co się ubiorę na jutrzejsze spotkanie rodzinne.
*Z perspektywy Marry*
Aktualnie jestem w drodze do domu chłopców. Napadało trochę śniegu. W wiadomościach ukazała się informacja, że autobusy nie kursują, więc musiałam iść przez pół Londynu na piechotę. Przed wejściem do domu chłopców zobaczyłam Harolda odśnieżającego chodnik. Postanowiłam wrzucić go w śnieg. Po cichutku, jakby było to możliwe na tym śniegu, podeszłam do niego. Gdy już miałam go popychać poślizgnęłam się i upadłam. W trakcie upadku złapałam Hazze za ramię i chłopak upadł razem ze mną. Teraz ten grubas leżał na mnie. Po jakimś czasie przekręcił się do mnie przodem.nasze nosy się stykały. Prawie nasze usta złączyły się w pocałunku, ale zachciało mi się kichać. Po pewnym czasie nie wytrzymałam  i kichnęłam. Twarz Hazzy była pokryta moją śliną. Nie mogłam się powstrzymać od  śmiechu. NIgdy nie zapomnę wyrazu twarzy Harolda. 
- Przepraszam - parsknęłam śmiechem, przez co twarz Harrego dostała jeszcze większą dawkę śliny. Niestety matka Harrego wyszła i zaczęła się na nas drzeć. Głupia wiedźma zrzuciła winę na mnie, a jej kochanego synka usprawiedliwiła pod każdym możliwym względem. Takie jak one to się na stosie palić powinno. Wszyscy w domu byli bardzo zajęci. Przede wszystkim wszystkie matki zajmowały się czymś w kuchni. Nawet Meg znowu zawitała i starała się pomóc jak najlepiej umiała. Oczywiście jak zawsze matka Tomlinsona biegała za nią i starała się przekonać dziewczynę do tego iż jej syn jest wspaniałym człowiekiem. Jestem pod wrażeniem cierpliwości dziewczyny. Po założeniu czegoś suchego poszłam robić polewę na ciasta. Dzisiejszy dzień minął mi tylko na tej czynności.
*Z perspektywy Megan*
Cały dzisiajszy dzień spędziłam na pomaganiu przy przygotowaniach do Wigili. Standardowo matka Louisa cały czas gadała ze mną o tym, że jej syn mnie kocha. Jej zachowanie było bardzo toksyczne. Nawet jego siostry dały sobie spokój. Ta kobieta mnie przerażała. Teraz miałam znacznie ważniejszy problem. Otóż starałam się znaleźć deskę do prasowania, która oddzielała mnie od Lou w nocy. Pewnie Tomlinson gdzieś schował. Niech ja go tylko dorwę. Nie pozostało mi nic innego jak pójść się umyć i pomyśleć nad kolejną rzeczą, która będzie dzielić mnie od Lou. W łazience zrobiłam sobie długi i ciepły prysznic. Przebrałam się i poszłam do sypialni. Louisa jeszcze tam nie było więc mogłam douczyć się paru rzeczy na egzaminy. Ślęczałam nad książką dobrą godzinę a tego idioty nie ma. Pewnie poszedł wyrwać jakąś dziunie i pobawić się z nią w klubie. W końcu był wolny. Ja przynajmniej miałam czas na powtórzenie całego materiału. Po pewnym czasie ktoś szturchnął mnie w ramię. Podniosłam głowę aby zobaczyć kto to był. Zobaczyłam siedzącego przede mną Louisa. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł do pokoju.
- Kiedy przyszedłeś? - Zapytałam
- Ze dwie godziny temu.
- Która jest?
- Parę minut po 22.
- Chyba czas już spać. - Powiedziałam odkładając książkę. Położyłam się na boku. Zaraz obok mnie znalazł się Tomlinson. Patrzyliśmy się na siebie. W całym pokoju panowała cisza. Nie śmieliśmy jej przerwać. W pewnym momencie naszła mnie ochota na...
________________________
Liczę na komentarze. PRZYPOMINAM O KONKURSIE

piątek, 8 marca 2013

Piećdziesiąt jeden

*Z perspektywy Megan*
Do świąt zostało parę dni. pewnie już rodzina chłopców zjechała się. Jestem tylko ciekawa jak oni sie tam pomieszczą. Ludu było pełno. Mam nadzieję, że znajdą jakieś rozwiązanie. Po godzinie 11 zwlekłam się z łóżka z zamiarem ogarnięcia się i zaczęcia nauki. Moje plany pokrzyżował mi cholerny dzwonek do drzwi. W różowych kapciach świnkach i niebieskiej piżamie, składających się z szortów i koszulki na ramiączkach, poszłam otworzyć. Kto mógł się do mnie dobijać. Przecież nikogo nie zapraszałam. Przeklnęłam pare razy pod nosem i ze sztucznym uśmiechem otworzyłam drzwi. STała przed nimi trójka znajomych chłopców. Przyjrzałam się dokładniej i stwierdziłam, że to Harry Louis i Nialler. 
- Czego, chcecie??- zapytałam, dopiero teraz zauważając walizki w ich rękach.
- Bo jest taka, sprawa. - powiedział Harry i wszedł bezz jakiegokolwiek pozwolenia, za nim poszła pozostała dwójka. Rozsiedli się w salonie nie zdejmując nawet butów. Uświnili  mi cały dywan. Myślałam, że ich zabiję. Ślady błota rozciągały się po niemal całym salonie.
- Słucham? - zapytałam wyczekująco
- Jak możesz się domyślać już goście przyjechali i nie mamy gdzie spać. Sophie i Marry wyprowadziły się do swoich rodziców. Dziewczyny kazały nam tutaj zamieszkać. - powiedział Niall
- Dobra, możecie tu zostać, ale któryś z was będzie musiał spać ze mną...- powiedziałam - i to na pewno nie będzie Tomlinson - dokończyłam
- I tutaj jest problem....- powiedział Harry
- Jaki??
- Dziewczyny zabroniły nam spać z tobą i zostaje ci Louis - powiedział Niall z Harrym chórem.
- Louis śpisz na kanapie - zmierzyłam Lou groźnie wzrokiem i poszłam do łazienki. Szybko wzięłam prysznic. W czasie mycia zębów usłyszałam huk dochodzący z salonu. Szybko pobiegłam tam. To co zobaczyłam przekraczało wszelkie granice. Kanapa, na której miał spać Louis była cała rozwalona. Cała poczerwieniałam ze złości. 
- W tej chwili macie wynieść tą kanapę! - wrzasnęłam
- Mogę cię o coś zapytać? - powedział Tomlinson
-  Mów
- Czy rozwalenie tej kanapy oznacza, że będziemy dzielić razem łóżko??
- NIestety tak. - powiedziałam wracając do łazienki. dokończyłam mycie zębów i poszłam się uczyć. Wieczorem gdy wszyscy układali się do snu, ja już umyta i przebrana poszłam szukać deski do prasowania. Pewnie zastanawiacie się "Poco mi ta deska?". Wiedzcie, że na pewno o tej porze nie będę prasować. Wzięłam deskę pod pachę i poszłam do pokoju, w którym był Lou.
- Po co ci ta deska - zapytał widząc mnie w progu pokoju
- ZObaczysz - powiedziałam z nutką tajemniczości. Położyłam się obok niego. Następnie deskę do prasowania położyłam między nami. - Trzymaj ją. - rozkazałam - Ta deska jest granicą między moją częścią łóżka a twoją - powiedziałam po czym smacznie poszłam spać. 
*Z perspektywy Marry*
"Matka Harrego - Anne - smażyła się na wielkiej patelni. Ja tańczyłam uradowana przyglądając się kobiecie, która co trochę obdarzała mnie złowrogim spojrzeniem. Co jakiś czas biegłam podtrzymać palenisko, na którym patelnia była zawieszona..."
Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. MIałam wspaniały sen. O tym jak mama Haazzy smażyła się na ogromnej patelni. Szczerze nienawidziłam tej kobiety. Zresztą ona też mnie nie lubiła. Cały czas gadała, że Harry może mieć lepszą dziewczynę ode mnie. Kobieta cały czas szukała okazji na wytknięcie mi błędów. Z resztą po co zaprzątam swoje myśli tą kobietą. Szybko wstałam i ogarnęłam się. Następnie wzięłam torbę i wyszłam z domu. Szybkim krokiem poszłam na przystanek autobusowy. Czekałam jakieś 2 min  na autobus, który zatrzymywał się niedaleko domu chłopców. Po 30 min byłam w domu chłopców. Czekała tam na mnie Sophie, która pomagała pani Maurze, był tam Niller z Harrym Louisem i Liam, którzy nic nie robili, była tam Sue, która usilnie starała się udekorować babeczki świąteczne, i co najważniejsze była tam Megan. Mama Louisa cały czas starała się przekonać ją do tego, że jej syn jest idealny, natomiast siostry Lou zagadywały ją. Dziewczyna nie mogła skupić się na robieniu ciasta, za które się wzięła. Nagle podszedł do mnie Harry.
- Cześć kochanie. - powiedział dając mi buziaka. - Uprosiłem moją matkę, aby poszła z tobą po zastawę świąteczną.
- Pogięło cię??!! - wrzasnęłam 
- Nie, wiem, że w ten sposób się lepiej poznacie. - powiedział po czym uciekł. Nagle zza rogu wyloniła się ta wiedźma. Jestem na nią skazana.
- Znam świetny sklep z naczyniami, tam kupimy zastawę świąteczną. - powiedziała wyniośle, po czym ubrała sie i wyszła z domu. POwolnym krokiem poszłam za nią Parę minut później jechałyśmy w samochodzie kobiety. W sklepie było pełno pięknych zastaw i nie wiedziałam, która mi się podoba. PO pewnym czasie zobaczyłam śliczną białą skromną zastawę. POkazałam ją Annie lecz kobieta popatrzyła się na mnie jak na idiotkę.
 - Ta zastawa nie pasuje...
- Niby czemuu??
- BO nie ma na niej świątecznych wzorów...
- Ale będziemy jej używać częściej niż tylko na święta...
- Idziemy dalej - zarządziła. Po pewnym czasie kobieta zatrzymała się i zaczęła gapić się na obrzydliwą fioletową zastawę z wieloma beznadziejnym i niepasującymi do siebie ozdobami..
- Nie ma mowy - powiedziałam
- Bierzemy tą  i koniec
- Nie. 
- Ładniejszej tutaj nie ma.
- Może będziemy działać wspólnie to coś znajdziemy? - zapytałam, a ta wiedźma choć  nie chętnie zgodziła się na tę propozycję. Raz wybrałyśmy idealną zastawę...
*Z perspektywy Sophie*
PO dotarciu do domu chłopców Maura od razu zaangażowała mnie do rozkładania stolika. Wszystkie elementy mieliśmy rozłożone na podłodze. Teraz trzeba było tylko przeczytać instrukcję. Krok po kroku składałyśmy mebel.
- W którą stronę trzeba zakręcić tą śrubkę, aby do końca dokręcić ostatnią nogę. - zapytałam kobiety, która trzymała instrukcję.
- W prawo - opowiedziała z uśmiechem
- Jak to w prawo, przecież się nie da
- Jakk to się nie da...musi się dać
- NO to sprawdź sama...- ja i kobieta razem próbowałyśmy kręcić w prawą stronę, ale się nie dało.
- A może ten kto projektował ten stół kazał kręcić w prawo a tak naprawdę trzeba, kręcić w lewo?
- Możliwe Sophiee. - i znowu zaczęłyśmy kręcić, tylko tym razem w drugą stronę. Nawet to nie pomogło. W końcu zaczęłyśmy klnąć na cały dom i pluć się, że takie rzeczy powinni robić mężczyźni. Po pewnym czasie przyszedł do nas Nialler.
- Odsuńcie się, prawdziwy mężczyzna się tym zajmie - powiedział i zaczął coś kręcić. Wydawał się, że wszystko był złożone, ale niestety stolik w ostatnie chwili runął...
- NIall młocie po co się za to brałeś - krzyknęłam
- Może powinien pomóc prawdziwy prawdziwy mężczyzna. - zaśmiał się rehabilitant Sue, który pojawił się znikąd. Podszedł przeczytał instrukcję i złożył wszystko jak powinno być.
- Ja też bym tak zrobił. - powedział Niall
- Tak z pewnością - prychnęłam. - dziękuję za pomoc. - odezwałam się do Michaela
- Możesz mi podziękować na randce..- zbliżył się do mnie. Na szczęście do akcji wkroczył Niall. Zwinnie wślizgnął się między nas.
- Mam nadzieję, że nie będziesz kazał mi się powtarzać. - powiedział mierząc go wzrokiem.
- Nie nie musisz, ja już sobie pójdę. - powiedział puszczając oczko w moją stronę...