Zwiastun

Oto zwiastun opowiadania "Love??" http://www.youtube.com/watch?v=Eak2RV7yGz0
Zamówiony na stronie http://zwiastuny-na-blogi.blogspot.com/

niedziela, 17 marca 2013

Pięćdziesiąt Dwa

*Z perspektywy Sophie*
Już jutro Wigilia. Dzisiaj ostatnie przygotowania do rodzinnej kolacji. Miałam zamiar przyjść do domu chłopców nieco później, bo chciałam się wyspać. Niestety moje plany zostały pokrzyżowane przez pukanie do drzwi mojego pokoju. Leniwie wstałam przecierając oczy.
- Proszę. - powiedziałam na znak, że można wejść. W progu stanęła moja mama z telefonem w ręku.
- Jakaś kobieta do ciebie dzwoni. - powiedziała podając mi telefon
- Halo - powiedziałam jednocześnie ziewając.
- Gdzie ty jesteś Sophie?! Miałaś z samego rana przyjechać z tiramisu! Co ty sobie żarty stroisz?! - zaczęła się na mnie wydzierać Maura
- Już dobrze dobrze, zaraz przyjadę - powiedziałam leniwie
- Teraz to mnie możesz w nos pocałować. Zaraz podjedzie tam Liam i weźmie to co ty powinnaś przywieść.
- OKey, to znaczy, że mogę wrócić do spania?
- Tak - powiedziała rozłączając się. Przekazałam mamie, że Liam przyjedzie po to cholerne tiramisu i żeby mu je dała. Ja w tym czasie wróciłam do snu. Niestety nie bardzo mogłam oddać się w objęcia morfeusza. Postanowiłam posłuchać muzyki. Po pewnym czasie usnęłam, i dosłownie minutę później obudziłam się. Nie mogłam już usnąć. Postanowiłam wzięć zimny prysznic i przemyśleć w co się ubiorę na jutrzejsze spotkanie rodzinne.
*Z perspektywy Marry*
Aktualnie jestem w drodze do domu chłopców. Napadało trochę śniegu. W wiadomościach ukazała się informacja, że autobusy nie kursują, więc musiałam iść przez pół Londynu na piechotę. Przed wejściem do domu chłopców zobaczyłam Harolda odśnieżającego chodnik. Postanowiłam wrzucić go w śnieg. Po cichutku, jakby było to możliwe na tym śniegu, podeszłam do niego. Gdy już miałam go popychać poślizgnęłam się i upadłam. W trakcie upadku złapałam Hazze za ramię i chłopak upadł razem ze mną. Teraz ten grubas leżał na mnie. Po jakimś czasie przekręcił się do mnie przodem.nasze nosy się stykały. Prawie nasze usta złączyły się w pocałunku, ale zachciało mi się kichać. Po pewnym czasie nie wytrzymałam  i kichnęłam. Twarz Hazzy była pokryta moją śliną. Nie mogłam się powstrzymać od  śmiechu. NIgdy nie zapomnę wyrazu twarzy Harolda. 
- Przepraszam - parsknęłam śmiechem, przez co twarz Harrego dostała jeszcze większą dawkę śliny. Niestety matka Harrego wyszła i zaczęła się na nas drzeć. Głupia wiedźma zrzuciła winę na mnie, a jej kochanego synka usprawiedliwiła pod każdym możliwym względem. Takie jak one to się na stosie palić powinno. Wszyscy w domu byli bardzo zajęci. Przede wszystkim wszystkie matki zajmowały się czymś w kuchni. Nawet Meg znowu zawitała i starała się pomóc jak najlepiej umiała. Oczywiście jak zawsze matka Tomlinsona biegała za nią i starała się przekonać dziewczynę do tego iż jej syn jest wspaniałym człowiekiem. Jestem pod wrażeniem cierpliwości dziewczyny. Po założeniu czegoś suchego poszłam robić polewę na ciasta. Dzisiejszy dzień minął mi tylko na tej czynności.
*Z perspektywy Megan*
Cały dzisiajszy dzień spędziłam na pomaganiu przy przygotowaniach do Wigili. Standardowo matka Louisa cały czas gadała ze mną o tym, że jej syn mnie kocha. Jej zachowanie było bardzo toksyczne. Nawet jego siostry dały sobie spokój. Ta kobieta mnie przerażała. Teraz miałam znacznie ważniejszy problem. Otóż starałam się znaleźć deskę do prasowania, która oddzielała mnie od Lou w nocy. Pewnie Tomlinson gdzieś schował. Niech ja go tylko dorwę. Nie pozostało mi nic innego jak pójść się umyć i pomyśleć nad kolejną rzeczą, która będzie dzielić mnie od Lou. W łazience zrobiłam sobie długi i ciepły prysznic. Przebrałam się i poszłam do sypialni. Louisa jeszcze tam nie było więc mogłam douczyć się paru rzeczy na egzaminy. Ślęczałam nad książką dobrą godzinę a tego idioty nie ma. Pewnie poszedł wyrwać jakąś dziunie i pobawić się z nią w klubie. W końcu był wolny. Ja przynajmniej miałam czas na powtórzenie całego materiału. Po pewnym czasie ktoś szturchnął mnie w ramię. Podniosłam głowę aby zobaczyć kto to był. Zobaczyłam siedzącego przede mną Louisa. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł do pokoju.
- Kiedy przyszedłeś? - Zapytałam
- Ze dwie godziny temu.
- Która jest?
- Parę minut po 22.
- Chyba czas już spać. - Powiedziałam odkładając książkę. Położyłam się na boku. Zaraz obok mnie znalazł się Tomlinson. Patrzyliśmy się na siebie. W całym pokoju panowała cisza. Nie śmieliśmy jej przerwać. W pewnym momencie naszła mnie ochota na...
________________________
Liczę na komentarze. PRZYPOMINAM O KONKURSIE

piątek, 8 marca 2013

Piećdziesiąt jeden

*Z perspektywy Megan*
Do świąt zostało parę dni. pewnie już rodzina chłopców zjechała się. Jestem tylko ciekawa jak oni sie tam pomieszczą. Ludu było pełno. Mam nadzieję, że znajdą jakieś rozwiązanie. Po godzinie 11 zwlekłam się z łóżka z zamiarem ogarnięcia się i zaczęcia nauki. Moje plany pokrzyżował mi cholerny dzwonek do drzwi. W różowych kapciach świnkach i niebieskiej piżamie, składających się z szortów i koszulki na ramiączkach, poszłam otworzyć. Kto mógł się do mnie dobijać. Przecież nikogo nie zapraszałam. Przeklnęłam pare razy pod nosem i ze sztucznym uśmiechem otworzyłam drzwi. STała przed nimi trójka znajomych chłopców. Przyjrzałam się dokładniej i stwierdziłam, że to Harry Louis i Nialler. 
- Czego, chcecie??- zapytałam, dopiero teraz zauważając walizki w ich rękach.
- Bo jest taka, sprawa. - powiedział Harry i wszedł bezz jakiegokolwiek pozwolenia, za nim poszła pozostała dwójka. Rozsiedli się w salonie nie zdejmując nawet butów. Uświnili  mi cały dywan. Myślałam, że ich zabiję. Ślady błota rozciągały się po niemal całym salonie.
- Słucham? - zapytałam wyczekująco
- Jak możesz się domyślać już goście przyjechali i nie mamy gdzie spać. Sophie i Marry wyprowadziły się do swoich rodziców. Dziewczyny kazały nam tutaj zamieszkać. - powiedział Niall
- Dobra, możecie tu zostać, ale któryś z was będzie musiał spać ze mną...- powiedziałam - i to na pewno nie będzie Tomlinson - dokończyłam
- I tutaj jest problem....- powiedział Harry
- Jaki??
- Dziewczyny zabroniły nam spać z tobą i zostaje ci Louis - powiedział Niall z Harrym chórem.
- Louis śpisz na kanapie - zmierzyłam Lou groźnie wzrokiem i poszłam do łazienki. Szybko wzięłam prysznic. W czasie mycia zębów usłyszałam huk dochodzący z salonu. Szybko pobiegłam tam. To co zobaczyłam przekraczało wszelkie granice. Kanapa, na której miał spać Louis była cała rozwalona. Cała poczerwieniałam ze złości. 
- W tej chwili macie wynieść tą kanapę! - wrzasnęłam
- Mogę cię o coś zapytać? - powedział Tomlinson
-  Mów
- Czy rozwalenie tej kanapy oznacza, że będziemy dzielić razem łóżko??
- NIestety tak. - powiedziałam wracając do łazienki. dokończyłam mycie zębów i poszłam się uczyć. Wieczorem gdy wszyscy układali się do snu, ja już umyta i przebrana poszłam szukać deski do prasowania. Pewnie zastanawiacie się "Poco mi ta deska?". Wiedzcie, że na pewno o tej porze nie będę prasować. Wzięłam deskę pod pachę i poszłam do pokoju, w którym był Lou.
- Po co ci ta deska - zapytał widząc mnie w progu pokoju
- ZObaczysz - powiedziałam z nutką tajemniczości. Położyłam się obok niego. Następnie deskę do prasowania położyłam między nami. - Trzymaj ją. - rozkazałam - Ta deska jest granicą między moją częścią łóżka a twoją - powiedziałam po czym smacznie poszłam spać. 
*Z perspektywy Marry*
"Matka Harrego - Anne - smażyła się na wielkiej patelni. Ja tańczyłam uradowana przyglądając się kobiecie, która co trochę obdarzała mnie złowrogim spojrzeniem. Co jakiś czas biegłam podtrzymać palenisko, na którym patelnia była zawieszona..."
Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. MIałam wspaniały sen. O tym jak mama Haazzy smażyła się na ogromnej patelni. Szczerze nienawidziłam tej kobiety. Zresztą ona też mnie nie lubiła. Cały czas gadała, że Harry może mieć lepszą dziewczynę ode mnie. Kobieta cały czas szukała okazji na wytknięcie mi błędów. Z resztą po co zaprzątam swoje myśli tą kobietą. Szybko wstałam i ogarnęłam się. Następnie wzięłam torbę i wyszłam z domu. Szybkim krokiem poszłam na przystanek autobusowy. Czekałam jakieś 2 min  na autobus, który zatrzymywał się niedaleko domu chłopców. Po 30 min byłam w domu chłopców. Czekała tam na mnie Sophie, która pomagała pani Maurze, był tam Niller z Harrym Louisem i Liam, którzy nic nie robili, była tam Sue, która usilnie starała się udekorować babeczki świąteczne, i co najważniejsze była tam Megan. Mama Louisa cały czas starała się przekonać ją do tego, że jej syn jest idealny, natomiast siostry Lou zagadywały ją. Dziewczyna nie mogła skupić się na robieniu ciasta, za które się wzięła. Nagle podszedł do mnie Harry.
- Cześć kochanie. - powiedział dając mi buziaka. - Uprosiłem moją matkę, aby poszła z tobą po zastawę świąteczną.
- Pogięło cię??!! - wrzasnęłam 
- Nie, wiem, że w ten sposób się lepiej poznacie. - powiedział po czym uciekł. Nagle zza rogu wyloniła się ta wiedźma. Jestem na nią skazana.
- Znam świetny sklep z naczyniami, tam kupimy zastawę świąteczną. - powiedziała wyniośle, po czym ubrała sie i wyszła z domu. POwolnym krokiem poszłam za nią Parę minut później jechałyśmy w samochodzie kobiety. W sklepie było pełno pięknych zastaw i nie wiedziałam, która mi się podoba. PO pewnym czasie zobaczyłam śliczną białą skromną zastawę. POkazałam ją Annie lecz kobieta popatrzyła się na mnie jak na idiotkę.
 - Ta zastawa nie pasuje...
- Niby czemuu??
- BO nie ma na niej świątecznych wzorów...
- Ale będziemy jej używać częściej niż tylko na święta...
- Idziemy dalej - zarządziła. Po pewnym czasie kobieta zatrzymała się i zaczęła gapić się na obrzydliwą fioletową zastawę z wieloma beznadziejnym i niepasującymi do siebie ozdobami..
- Nie ma mowy - powiedziałam
- Bierzemy tą  i koniec
- Nie. 
- Ładniejszej tutaj nie ma.
- Może będziemy działać wspólnie to coś znajdziemy? - zapytałam, a ta wiedźma choć  nie chętnie zgodziła się na tę propozycję. Raz wybrałyśmy idealną zastawę...
*Z perspektywy Sophie*
PO dotarciu do domu chłopców Maura od razu zaangażowała mnie do rozkładania stolika. Wszystkie elementy mieliśmy rozłożone na podłodze. Teraz trzeba było tylko przeczytać instrukcję. Krok po kroku składałyśmy mebel.
- W którą stronę trzeba zakręcić tą śrubkę, aby do końca dokręcić ostatnią nogę. - zapytałam kobiety, która trzymała instrukcję.
- W prawo - opowiedziała z uśmiechem
- Jak to w prawo, przecież się nie da
- Jakk to się nie da...musi się dać
- NO to sprawdź sama...- ja i kobieta razem próbowałyśmy kręcić w prawą stronę, ale się nie dało.
- A może ten kto projektował ten stół kazał kręcić w prawo a tak naprawdę trzeba, kręcić w lewo?
- Możliwe Sophiee. - i znowu zaczęłyśmy kręcić, tylko tym razem w drugą stronę. Nawet to nie pomogło. W końcu zaczęłyśmy klnąć na cały dom i pluć się, że takie rzeczy powinni robić mężczyźni. Po pewnym czasie przyszedł do nas Nialler.
- Odsuńcie się, prawdziwy mężczyzna się tym zajmie - powiedział i zaczął coś kręcić. Wydawał się, że wszystko był złożone, ale niestety stolik w ostatnie chwili runął...
- NIall młocie po co się za to brałeś - krzyknęłam
- Może powinien pomóc prawdziwy prawdziwy mężczyzna. - zaśmiał się rehabilitant Sue, który pojawił się znikąd. Podszedł przeczytał instrukcję i złożył wszystko jak powinno być.
- Ja też bym tak zrobił. - powedział Niall
- Tak z pewnością - prychnęłam. - dziękuję za pomoc. - odezwałam się do Michaela
- Możesz mi podziękować na randce..- zbliżył się do mnie. Na szczęście do akcji wkroczył Niall. Zwinnie wślizgnął się między nas.
- Mam nadzieję, że nie będziesz kazał mi się powtarzać. - powiedział mierząc go wzrokiem.
- Nie nie musisz, ja już sobie pójdę. - powiedział puszczając oczko w moją stronę...

piątek, 25 stycznia 2013

Pięćdziesiąt

*Z perspektywy Marry*
Do Świąt został równy tydzień. Dzisiaj mieliśmy zamiar ogarnąć podwórko, a następnie je przystroić. Wszyscy z samego rana zebraliśmy się z łopatami do odśnieżania podwórka. Cały chodnik prowadzący do drzwi frontowych był zasypany śniegiem. Wszyscy wzięliśmy się za odśnieżanie. Jedynie Sue siedziała w oknie i  spoglądała na nasze zmagania. Sama bardzo chciała pomóc ale nie mogła. Jedynie mogła nam pomóc rozplątać światełka które zawiesimy na drzewach i krzewach naszego ogrodu. Poza tym chłopcy muszą jeszcze rozwiesić takie lampki na dachu i rozstawić renifera na dworze. Na razie zajęliśmy się odśnieżaniem. Mi to szło niestety opornie. Musiałam chociaż odśnieżyć kawałek tego chodnika. 
- Harry to obiboku, pracuj mi tutaj! - krzyknęłam do Hazzy, który olewał robotę. Cały czas stał opierając się o łopatę i patrząc się jak wylewamy z siebie siódme poty
- Nie chce mi się, nie mam siły...
- Coś czuję, że chcesz spać z dobermanem sąsiada, - spojrzałam na niego groźnie.
- Już się biorę do pracy słonko. - po tych słowach zaczął bardzo szybko ruszać łopatą. Wykonał za nas całą robotę. Potem poszliśmy się użerać ze światełkami. Każde rozplątane światełka rozkładaliśmy na roślinności znajdującej się przed domem. Resztę lampek chłopcy rozwiesili na dachu. Potem rozłożyli renifera. Po wykonanej robocie poszliśmy do domu na obiad, który zrobiła nam w między czasie Sue. 
*Z perspektywy Sue*
Teraz mieliśmy dzwonić to rodzin chłopców, aby ich zaprosić na wielkie wspólne święta. Na pierwszym miejscu była mama Liama pani Karen. Liam szybko na telefonie wykręcił numer do swojej mamy i włączył głośnik. Wszyscy w ciszy czekali aż pani Karen odbierze. PO trzech sygnałach odebrała.
- Słucham? - usłyszeliśmy miły głos kobiety.
- Cześć mamoo. - powiedział Liam
- Hej synku, jak życie mija. Już za tydzień na Święta tu do nas przyjeżdżasz, tak??
- Właściwie to dzwonimy wszyscy tutaj do ciebie w tej sprawie. Postanowiliśmy zorganizować jedną wielką Wigilię u nas w domu. Oczywiście jak chcesz możesz nam pomóc w przygotowaniach. - powiedział chłopak cały zestresowany na jednym oddechu. - zapraszamy także rodziny reszty chłopaków i ich dziewczyn.
- Jak reszta matek się zgodzi i jak przyjadą to ja też... - powiedziała
- Dziękujemy. - wykrzyknęliśmy wszystkich, a pani Karen zaczęła się śmiać, pożegnała się z nami i się rozłączyła.
Czas na kolejną mamę. Panią Anne , mamę Stylesa.
- Halo? - powiedział Harry gdy jego matka odebrała 
- Hej Harry, Słonko nie masz już problemów z pęcherzem, gdy ostatnio rozmawialiśmy bardzo cię bolał pęcherz, pamiętasz? - powiedziała zatroskanym tonem kobieta natomiast ja , zarówno jak i reszta parsknęła śmiechem.
- Mamo pogrążasz mnie. - sykną czerwony ze wstydu Loczek.
- A więc co chcieliście. - powiedziała kobieta, która zauważyła, że jest na głośniku. Harry powiedział jej to samo co Liam. Kobieta bez zastanowienia się zgodziła a potem pożegnała i rozłączyła.
*Z perspektywy Sophie*
Teraz mieliśmy dzwonić do mamy Niallera.
- Cholerne ciasteczka, znowu je przypaliłam. - krzyczała pani Maura.
- Emmmm...mamo??
- Cześć synu, znowu poparzyłam sobie palce piekąc te ciasteczka czekoladowe...- czasami posykiwała z bólu
- Mamo chciałbym ci przekazać dwie rzeczy. Po pierwsze jesteś na głośniku. Po drugie razem z moimi kolegami organizujemy wspólne Święta i chcemy was zaprosić na świętowanie z nami i rodzinami chłopcó i dziewczyn. - powiedział
- Oczywiście, że się zgadzam. Tylko jak my się tam pomieścimy?
- Damy radę. Teraz niestety muszę kończyć...
- Rozumiem, pa synku - powiedziała pani Maura i się rozłączyła.
Czas na mamę Tomlinsona - Jay
- Hallo - powiedziała pani Jay odbierając telefon
- Hej mamo, chciałbym cię zaprosić na wspólną Wigilię i Święta u nas w domu w Londynie, będą rodziny reszty moich przyjaciół, z którymi mieszkam i uwierz mi na pewni się pomieścimy. - powiedział.
- No dobrze widzę, że wszystko powiedziałeś co najważniejsze. Znając życie przyjedziemy, na razie muszę kończyć bo jestem na zakupach i muszę płacić.
- Cześć. - powiedzieliśmy wszyscy razem, a mama Tomlinsona zachichotała i się rozłączyła. 
Ze względu na to, że Zayn jest muzułmaninem i nie obchodzi Świąt on pojedzie po prostu do rodziny w odwiedziny.
*Z perspektywy Meg*
Znowu od samego rana uczyłam się. Przerobiłam już większość materiału. Od nauk oderwał mnie telefon od Marry.
- Siema, jak życie. - powiedziała Marry gdy odebrałam od niej telefon.
- Wszystko dobrze. - odpowiedziałam, wstając aby rozprostować kości.
- Jesteś teraz na głośniku i wszyscy teraz cię słyszymy a ty słyszysz nas. - powiedział Harry
- A więc, chcieliśmy cię zaprosić...-powiedział Niall
- Na wspólne świętowanie Świtą...-Liam
- Chcemy aby twoja rodzina też przyszła...- powiedziała Sophie
- Bardzo chcemy żebyś przyszła...- usłyszałam głos Lou
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł.-powiedziałam
- Ale nasze rodziny też będą...- powiedziała Marry.
- Jeszcze się nad tym zastanowię. - powiedziała rozłączając się

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Czterdzieści Dziewięć

*Z perspektywy Sue*
Dzisiaj mogłam wrócić do domu. Lekarze powiedzieli, że nie ma sensu trzymać mnie tutaj skoro nie mam żadnych problemów ze zdrowiem, a rehabilitację mogę mieć w domu. Tak naprawdę to było wszystko przez Michaela. To on powiedział lekarzom, że mogę być wypisana...  W każdym razie teraz byłam w drodze do domu. 
- Hej! - krzyknęłam wchodząc do domu.
- Cześć - odpowiedzieli chórem witając mnie od progu. Od razu poszliśmy do salonu i zaczęliśmy oglądać Ekipę z Newcastle. 
- Mam taki mały pomysł..- zaczęła Marry - co powiecie na to, że zaprosimy tutaj na wielką Wigilię nazą najbliższą rodzinę.
- Nie wiem czy to wypali.. - powiedział Lou
- Damy radę, przecież rodzina moja i reszty dziewczyn mieszka tutaj w Londynie, a raczej będziemy mieli miejsce na resztę rodziców i rodzeństwa, a jak nie to jeszcze mamy nasze stare mieszkanie. Jak nie będzie gdzie spać to my się tam wyprowadzimy z paroma osobami...
- W sumie to czemu nie zawsze warto spróbować.- powiedział Zayn
- A będzie tam Megan? - zapytał z nadzieją w głosie Louis
- Na pewno ją przekonamy, żeby przyszła - powiedziałam. Nagle ktoś zapukał
- Ja otworzę - powiedziała Sophie
- Nie ja to zrobię, wyczułem jego zapach. - powiedział Nialler podrywając się do drzwi. Jak się okazało w drzwiach stał Michael.. - ty pewnie na rehabilitację do Sue. Ona jest w pokoju, pamiętaj szerokim łukiem omiń Sophie, chyba, że chcesz abym się znowu musiał powtórzyć...- powiedział chłopak. Potem ja i rehabilitant poszliśmy na rehabilitację.
*Z perspektywy Marry*
- Co będziemy dzisiaj robić?? Godzina jest jeszcze młoda..- powiedział Hazz
- A może pojedziemy na sanki?? - powiedział Nialler
- Hahahahahhaaahaa, najpierw trzeba mieć takie sanki.- zaczęła się śmiać Sophie
- Nie można iść do sklepu i sobie kupić?? - powiedział Hazz najwyraźniej podjarany całym tym pomysłem.
- No to co wy, chłopaki idziecie kupić nam trzy pary sanek, a ja próbuję namówić Meg na pójście z nami - powiedziałam
- Naprawdę, ją namówisz? - zapytał Lou
- Postaram się ale nic nie obiecuję. - odpowiedziałam i wzięłam swój telefon w celu zadzwonienia. Chłopaki już pojechali, a ja i Sophie zaczęłyśmy się użerać z Megan. Dziewczyna bardzo nie chciała iść...ale ostateczne się zgodziła. Za godzinę miałyśmy po nią przyjechać. W tym czasie chłopcy powinni się wyrobić, a my w miarę ogarnąć. Jedynie Zayn, Sue i Liaś musieli zostać w domu. Gdy chłopcy przyjechali całą ekipą władowaliśmy się do vana. Z przodu usiadł sam Tomlinson, jako nasz kierowca, ze specjalny wolnym miejscem dla Megan. Jak się umawialiśmy tak przybyliśmy po czekającą dziewczynę. Meg chciała władować się gdzieś do tyłu ale nie było miejsca i musiała siedzieć obok Lou. Nie cieszyła się z tego powodu.
- To gdzie mamy jechać? - zapytał Lou
- Na obrzeżach Londynu jest wiele górek, tam coś znajdziemy. - powiedziała Sophie
*Z perspektywy Megan*
- Łomie miało być w prawo, a nie w lewo. - powiedziałam trzymając mapę do Louisa. - Przecież tam były te górki na których można zjeżdżać!! Tak nam przynajmniej jakaś baba powiedziała gdy pytaliśmy się ją o drogę. - wrzeszczałam na cały samochód
- Tak rozumie, już zaraz się cofnę.
- Tak jasne, jesteśmy na wąskiej drodze w środku lasu. Żeby cofnąć musiałbyś wjechać w drzewo.. - powiedziałam a cała reszta śmiała się z nas. W końcu jakimś cudem zakręciliśmy i wróciliśmy do tamtych górek. Oczywiście Tomlinson musiał zarysować samochód. Na miejscu chłopaki wyjęli sanki. Sophie usiadła na jednych sankach a Nialler zaczął ją wozić tak samo było z Marry. Jedynie ja i Lou patrzyliśmy się na jedne sanki.
- Jak chcesz to...
- Dobra - powiedziałam przerywając mu. Szybko usiadłam na sankach, a Lou złapał za sznurek i zaczął biec po śniegu. W pewnym momencie pobiegł w stronę górki, wbiegł na nią i zjechał razem ze mną. Ogólnie wszyscy świetnie się bawiliśmy. Chciałabym żeby było tak zawsze ale niestety nie mogło tak być. W pewnym momencie stwierdziłam, że będę zjeżdżać na tyłku. Szybko zlazłam z sanek i usiadłam na śniegu.
- Co ty robisz?- zapytał mnie Lou
- Jak to co będę zjeżdżać na tyłku, nigdy tak nie robiłeś? - powiedziałam po czym zjechałam i wpadłam głową w ogromną zaspę śniegu.
- Nic ci nie jest? - powiedział. Oczywiście nie mogłam odpowiedzieć, bo miałam śnieg w ustach. Chłopak szybko złapał mnie za nogi i wyciągnął. 
- Dzięki, za pomoc - powiedziałam cała się trzęsąc.
- Nie musisz dziękować, po prosu daj buziaka w policzek. - za te słowa sama wrzuciłam go w zaspę i poszłam do reszty.
*Z perspektywy Sophie*
Po powrocie do domu wszyscy wzięliśmy gorącą kąpiel. Zebraliśmy się przed telewizorem w piżamach. Dzisiaj mieliśmy oglądać jakiś horror. Hazz wybierał, a więc możemy się spodziewa czegoś strasznego. 
- Harry co wybrałeś?? - zapytał Nialler z niecierpliwością.
- "Ludzka stonoga" - przeczytał tytuł złowieszczym tonem. Wszyscy zasiedliśmy wygodnie, a Harold włączył płytę. Na razie nie było niczego strasznego, później dopiero była jakaś masakra. Od niektórych scen, aż było mi niedobrze..
- Horan idziemy stąd, w naszej sypialni możemy porobić o wiele więcej ciekawych rzeczy... - starałam się zachęcić Irlandczyka do wyjścia, ale on był za bardzo zafascynowany tym filmem. W końcu wtuliłam się w jego ramię tak, że nic nie widziałam, potem założyłam sobie słuchawki i włączyłam moją ulubioną piosenkę Drinking  from the bottle. Siedziałam tak nieruchomo..
- Ej twoja propozycja jest nadal, aktualna? - zapytał Nialler zdejmując mi jedną ze słuchawek.
- Teraz to spadaj i oglądaj to głupie chujstwo...
- Ale czemu??
- Bo jak się coś proponuje to od razu trzeba korzystać. - powiedziałam i założyłam słuchawkę. Potem chyba usnęłam...

sobota, 19 stycznia 2013

Czterdzieści Osiem

*Z perspektywy Marry*
Po powrocie do domu ze szpitala szybko położyłam się spać. Niestety Harry stwierdził, że dzisiaj będzie się do mnie trochę dobierać. Jego zachowanie było skandaliczne. Zagroziłam mu budą psa naszego sąsiada i szybko się ogarnął. Koło godziny szóstej wstałam i poszłam wziąć szybki prysznic. Założyłam najgorsze łachy z szafy i zaczęłam budzić Hazze.
- Wstawaj czas trochę posprzątać, bo jak nie to wiesz co cię czeka... - chłopak wstał i pobiegł do łazienki jak oparzony. Potem po paru minutach był gotowy. Najpierw zeszliśmy do salonu, aby tam zacząć myć dywan. Wcześniej oczywiście przygotowaliśmy miski ze specjalnym płynem do mycia dywanów. Razem na kolanach zaczęliśmy szorować. 
- Boże, ale ten dywan jest brudny, piana jest cała szara. - powiedziałam
- Co prawda, ale wytłumacz mi dlaczego sprzątamy tutaj skoro i tak wszyscy wyjeżdżamy do swoich rodzin?
- Miałam taki pomysł, żeby tutaj zrobić wielką wspólną wigilię. Wiesz zaprosimy naszych rodziców i rodziców chłopców i dziewczyn...
- A co będzie z Meg??
- Też ją zaprosimy, ale na razie bierz się za mycie - powiedziałam. Przez resztę dnia szorowaliśmy dywany. Nawet Sophie do nas dołączyła ale dopiero wtedy kiedy było najmniej roboty...
*Z perspektywy Sophie*
Od rana miałam jakiegoś dziwnego lenia. Strasznie mi się nudziło. Nie miałam co z sobą zrobić. Nawet nie chciało mi się palcem ruszyć, nie mówiąc już o pójściu do łazienki i ogarnięciu się.
- Sophie wstawaj, ktoś przecież musi mi zrobić śniadanie! - rozkazał Nialler
- Wal się, chyba, że chcesz wylądować na balkonie jak Harry ostatnio..
- Widzę, że moja tygrysica ma dzisiaj zły humor? Może cię rozweselę .. - szybko wskoczył na łóżku i zaczął mnie całować po szyi. Owszem było to przyjemne uczucie, ale nie miałam  na to ochoty... Leżałam na łóżku sztywno. - Co się dzieje?
- Nic...
- No to czemu tak leżysz...?
- Bo wtedy lepiej mi się skupić i myśleć..
- O czym?
- O życiu Niall, o życiu...zebrało mi się na filozoficzne wywody. Chciałbyś ich posłuchać?
- Jeżeli się lepiej poczujesz... - powiedział od niechcenia
- A więc pierwsze pytanie na jakie chciałam sobie odpowiedzieć: czemu świat jest taki brutalny?
- Słonko idź ty się lepiej prześpij - powiedział Niall wstając i wychodząc z pokoju. Ja natomiast dalej pogrążyłam się w tworzeniu swojej filozofii życiowej.
*Z perspektywy Megan*
Od samego rana siedzę z nosem w książkach. Dopiero teraz zrobiłam sobie małą przerwę. Jak na razie przerobiłam dość sporo materiału, ale to jeszcze za mało. Teraz weszłam na twittera i na youtube. Zaczęłam tweetować do różnych ludzi. A także włączyłam sobie Metallice. Zaczęłam cytować kawałki ich piosenek. Aż w końcu minęła prawie godzina. Zrobiłam sobie kanapki i wróciłam do nauki. Dopiero wieczorem zeszłam do skrzynki po wszelkie ulotki, i listy. Wyciągnęłam parę gazetek z perfumerii i aptek i pewien tajemniczy list. Nie miał on znaczka, ale na kopercie było moje imię. Wbiegłam szybko po schodach i po paru minutach siedziałam na biurku pełnym książek i czytałam list. Pismo było dziwnie znajome. 

Megan, wiem że bardzo cię zraniłem... Chcę wszystko naprawić,
ale nie wiem jak. Gdybyś tylko chciała mnie wysłuchać...
Dałbym wszystko, gdybyś do mnie wróciła... bardzo za tobą tęsknię...
Nawet nie pamiętam jak to się wtedy stało. 
Mogłabyś się ze mną spotkać. Na przykład w sobotę w kawiarni
niedaleko naszego starego domu, koło godziny 16:00 będę na ciebie czekał...
Louis xxx  
Na pewno tam nie pójdę. Nie jestem gotowa na tak poważną rozmowę. Szybko sprzątnęłam książki z łóżka i poszłam spać starając się nie myśleć o Louisie.
*Z perspektywy Sue*
Lekarze powiedzieli, że moja rehabilitacja będzie miała miejsce w domu chłopców. To znaczy ja jutro wracam do domu a Michael będzie do nas przychodzić. Na pewno mój rehabilitant maczał w tym paluchy. Będzie próbował uwieść Sophie, podczas jego pobytu w naszym domu. Zachowywał się jak ostatni dupek. Mimo, że Sophie ma chłopaka, on nadal do niej zarywał. To było żałosne... na razie nie miałam co robić więc rozwiązywałam krzyżówki i sudoku. Wieczorem  kiedy Liam poszedł do domu się wyspać nie było co do roboty, ale już niedługo będę mogła siedzieć z tymi głupolami w domu. Postanowiłam wejść na twittera, aby sprawdzić swoje interakcje. Było tam pełno tweetów takich jak "wredna suka, mogłaś zdechnąć pod tym samochodem",  albo "następnym razem nie pozbierasz się jak teraz, ja tego dopilnuję" bądź "kurwa musiała się obudzić...znowu zacznie się rządzenie Liamem". Oczywiście inne dziewczyny mnie broniły nawet Sophie do tych wszystkich napisała tweeta, żeby się ode mnie odczepiły....
__________________________________________________________
Komentujcie, proszę. Wasze komentarze bardzo mnie cieszą i dzięki nim wiem, że mam dla kogo pisać

piątek, 18 stycznia 2013

Czterdzieści siedem

*Z perspektywy Marry*
Z samego rana poszłam otworzyc drzwi balkonowe Hazzie. Kolejny dzień spał na balkonie. Chłopak wpadł do domu cały zmarznięty. Położył się na łóżku i przykrył się kołdrą.
- Następnym razem nie będę taki głupi. - powiedział trzęsąc się z zimna.
- No mam nadzieję, ale powiem jedno trochę się za tobą stęskniłam i martwiłam się, żebyś się nie przeziębił...
- To znaczy, że mogą wrócic??
- Tak, ale jeszcze raz mi taki numer wywiniesz, to będziesz spac w budzie dla psa sąsiada...
- Mam spac w budzie tego dobermana!? Ty nie masz serca
- Ja tylko cię ostrzegam. - powiedziałam i ruszyłam do łazienki, tam standardowy prysznic i ogarnięcie włosów. Wyszłam pachnąca w dresach i poszłam do kuchni zrobic sobie kanapki z czekoladą i śmietaną. Jak to ja ubrudziłam się nimi podczas jedzenia na całej twarzy. Po zjedzeniu stwierdziłam, że skoro wczoraj padał śnieg to trzeba wyjśc trochę poszalec. Ubrałam się ciepło i wybiegłam szalec na śniegu. Najpierw zaczęłam robic orły na śniegu. Zabawa była przednia. Potem zaczęłam robić bałwana. Po paru minutach zobaczyłam, że Hazz cały czas mnie obserwuje i śmieje się, Zrobiłam ze śniegu kilka śnieżek i zaczęłam rzucać w okno. Robiłam to cały czas, aż okno było całe zasypane i nic nie było widać. Byłam pewna, że przeniesie się do drugiego okna, więc je też zaczęłam zasypywać. Niestety się myliłam bo Hazz zaraz wyskoczył z domu i rzucił się na mnie. Byliśmy cali w śniegu. W pewnym momencie zatopiliśmy się w namiętnym pocałunku. Czułam się cudownie. Dawno Harold mnie tak nie całował. Po pocałunku Harry spojrzał się na mnie tymi swoimi ślicznymi, zielonymi oczami, a po chwili było widać jego słodkie dołeczki...
*Z perspektywy Sophie*
Po obiedzie, który oczywiście musiałam zrobić ja po kto inny jak nie ma Meg i Sue - naszych głównych kucharek - pojechaliśmy do Sue w odwiedziny. Naszym celem było również wyciągnięcie Liama. Gdyby chociaż spędzał noc w domu, a nie na oddziale to by było dobrze. P dotarciu na miejsce poszliśmy do sali Sue. Nie zastaliśmy tam nikogo, oprócz jej "lokatorek". 
- Wiecie gdzie jest Sue i Liam? - zapytałam się jednej z kobiet leżących w sali
- Sue poszła na rehabilitację godzinę temu a więc zaraz powinna tutaj być, a chłopak poszedł coś zjeść. Oboje powinni być niedługo. - odpowiedziała. Tak też było. Najpierw przyszła Sue z jej rehabilitantem...
- Sophie co ty tu robisz??? - zapytał Michael, który jak się okazało rehabilitował Sue..
- Mam nadzieję, że nie każesz mi się dzisiaj powtarzać? - Nialler staną szybko przedemną...
- Hę, nie rozumiem o co ci chodzi?? - zapytał zdezorientowany Michael
- Znowu muszę to robić... Jestem Niall. Jestem jej chłopakiem. Nie masz u niej szans. - znowu ten sam głupawy uśmiech...
- Mówiłeś mi to wczoraj...ale ja nie zamierzam z niej rezygnować...już raz jej wyznałem, że mi się podoba i będę robić wszystko żeby z nią być...
- Hej, zaraz zaraz to Sophie jest tą dziewczyną o której mi wczoraj opowiadałeś? - powiedziała Sue
- Tak? Skąd wy się znacie?
- Przyjaźnimy się. Tak poza tym to chyba jesteś w pracy a nie na spotkaniu towarzyskim, masz innych pacjentów. - powiedziała Sue
*Z perspektywy Sue*
- Przepraszam cię Sophie - powiedziałam
- Ale za co?
- Powiedziałam Michaelowi, żeby się nie poddawał i okazywał swoje uczucia do ciebie, bo przez to może docenisz jego wysiłki. Z tym, że nie widziałam, że ty jesteś tą dziewczyną..
- Nic się właściwie nie stało. Jakoś sobie dam rade. Nialler od razu jak czuje jego zapach zaczyna kręcić się bliżej mnie i obserwować teren. - zaśmiała się Sophie
- Coś w tym jest... - powiedziała Marry
-  A właściwie gdzie jest Meg?
- Wyprowadziła się wczoraj rano, ale na pewno cię odwiedzi..
- No mam taką nadzieję. - potem siedzieliśmy wszyscy i rozmawialiśmy o naszych planach na święta. Po jakimś czasie przyszedł do nas Liam, byliśmy prawie w komplecie. Brakowało nam Megan i Louisa. Dyskutowaliśmy o wszystkim.
- A planujcie gdzieś studiować? - wypalił nagle Zayn
- Ja zawsze interesowałam się gastronomią, ale zrobiłam sobie rok przerwy... - powiedziałam
- Twój talent na pewno zostanie doceniony - powiedział Liam całując mnie w czoło. - A jak z wami?
- Jeszcze nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym - powiedziała Sophie i temat się urwał..
*Z perspektywy Megan*
Tylko jak się obudziłam poszłam się ogarnąć. Założyłam ciemniejsze dżinsy, bluzkę i marynarkę. Do większej torby wsadziłam wszystkie moje papiery i poszłam na umówione spotkanie z dziekanem uczelni. Jest możliwość, że od następnego semestru będę chodziła na  wykłady. Uczelnia do której miałam się spotkać, kształciła przyszłych radców prawnych, prawników itp. Gdy byłam gotowa szybko wyszłam na przystanek autobusowy. Na moje nieszczęście były duże korki i mogłam się spóźnić. Po 30 minutach stania w korku przybyłam na spotkanie z pięciominutowym opóźnieniem. Mężczyzna już na mnie czekał. Wyglądał na  nieco starszego człowiek a lekko siwych włosach i w okularach. Miał na sobie białą koszulę, muchę, spodnie od garnituru i marynarkę.
- Dzień dobry. Chciałam przeprosić za spóźnienie, ale były dość spore korki. - powiedziałam podchodząc
- Dzień dobry, rozumiem rozumiem. Zapraszam do mojego gabinetu. - powiedział uprzejmie wskazując na drzwi. Weszłam tam razem z nim. - Mam rozumieć, że pani przynosła wszystkie papiery?
- Tak, oczywiście - powiedziałam wyjmując kartki i podając je dziekanowi.
- Wszystko się zgadza, jest pani świetnym materiałem na dobrego studenta. Idealne wyniki w nauce. Teraz pani musi zdać egzaminy z całego pierwszego semestru i może się pani tutaj uczyć.
- Oczywiście tylko kiedy mam je zdać?
- Teraz będzie przerwa świąteczna i studenci będą jechać do rodzin, a więc może po świętach kiedy  uczniowie będą przychodzić na poprawki to pani zda jako pierwsza...
- Dobrze, mam strasznie dużo czasu. Tylko mam pytanie, mogłabym wypożyczyć parę materiałów do nauki z biblioteki. 
- Dobrze, pójdę nawet z panią, aby bibliotekarka nie miała, żadnych "ale" - powiedział i poszliśmy razem do biblioteki. Potem poszłam do domu zacząć się uczyć...
_____________________________________________________________
Proszę  o komentarze ;D

czwartek, 17 stycznia 2013

Czterdzieści sześć

*Z perspektywy Sophie*
Po obiedzie siedziałam w oknie w salonie z kubkiem gorącej czekolady. Patrzyłam się na spadające płatki śniegu. W pewnym momencie ktoś zapukał. Tommo powiedział, że pójdzie otworzyć. Ja zaczęłam nasłuchiwać. 
- Cześć. - poznałam znajomy głos Michaela. Od razu zeskoczyłam z parapetu i poszłam podsłuchać o czym gadają.
- Hej, z kim mam przyjemność rozmawiać? - zapytał Lou, pewnie nie spodziewał się gości.
- Jest Michael, przyszedł odwiedzić Meg. - powiedział. W tej chwili lekko mu współczułam bo Louis dostał jakiegoś szału.
- Coooo? Pewnie się z nią spotykasz? Radzę ci odczepić się do niej...! - zaczął wymachiwać łapami na wszystkie strony. Coś czuję, że skończy się to bójką. Ja i Horan szybko zareagowaliśmy. Nialler odciągnął Lou a ja szybko założyłam buty, złapałam chłopaka ca nadgarstek i wybiegłam z domu. Dopiero za zakrętem stanęliśmy.
- Weź szalik po się przeziębisz. - powiedział oddając mi go. Ja szybko założyłam szalik i wyjaśniłam Michaelowi, że Lou to były Meg i dlatego tak się zachował.
- Wiesz co, ja nie przyszedłem tutaj spotkać się z Megan tylko zobaczyć się z tobą...
- Wczoraj Niall coś ci wyjaśnił. - oddałam mu szalik, ale on mnie przytrzymał - co ty wyprawiasz?
- Chcę abyś była ze mną... - w tym momencie Nialler ni z tąd ni z owąd wyskoczył i znowu staną między nami.
- Nie wiem czy mnie pamiętasz. Jestem Niall. Jestem jej chłopakiem. I nie będziesz miał u niej szans. Mówiłem ci to wczoraj na lotnisku. - powiedział mój chłopak z głupawym uśmiechem. Potem razem wróciliśmy do domu zostawiając Michaela  samego.
*Z perspektywy Sue*
Już jestem na nowym oddziale. Jest tutaj dość sporo praktykantów niewiele starszych ode mnie. Często wdawałam się z nimi w dyskusje. Za jakieś pół godziny miał przyjść praktykant, który miał prowadzić moją rehabilitację. Liam właśnie poszedł coś zjeść. W tym czasie chłopak powinien już się zjawić. Przyszedł wcześniej, właśnie dlatego o 15 min wcześniej zaczęliśmy rehabilitację. Polegała ona na podstawowych ćwiczeniach.
- Mógłbyś mi coś o sobie powiedzieć? - zagadnęłam go
- Nazywam się Michael, pochodzę z Australii. 
- Coś jeszcze?? - zapytałam - Może masz dziewczynę. - nagle wypaliłam - wiesz żeby nie było ja mam chłopaka.
- Spoko rozumiem, po prostu chciałabyś wiedzieć coś o mnie więcej? - zaśmiał się. A ja cała czerwona przytaknęłam. - mam mały problem sercowy. Taka dziewczyna, która mi się podoba odrzuca moje zaloty. Mówi, że ma chłopaka. 
- Nie poddawaj się może cię w końcu doceni - powiedziałam i zajęłam się ćwiczeniami. Okazało się, że jest bardzo dobrym rehabilitantem. Odpowiednio dobra ćwiczenia i po dwóch godzinach ciężkiego wysiłku potrafiłam już stać. Mój lekarz prowadzący powiedział, że powinnam chodzić po korytarzu szpitalnym razem z balkonikiem.
*Z perspektywy Marry*
Leżałam z założonymi rękami na kanapie. Byłam zła na Hazze za ten numer w saunie. Myślałam, że go pogryzę z nerwów. Na dodatek machał mi tyłkiem przed twarzom. Zasłaniał mi telewizor a akurat leciała ekipa z new jersey.
- Marry znudziło mi się już to machanie tyłkiem przed twoim nosem...- powiedział Hazz
- To usiądź na dupie i oglądaj
- Ale to jest nudne, oni nic tam nie robią, nie to co my w nocy.
- Erotomanie przez najbliższy czas śpisz na balkonie - wpadłam na genialny pomysł, stwierdziłam, że dawno nie grałam w zumę. Gwałtownie się poderwałam i pobiegłam do pokoju po mojego laptopa, Harry oczywiście zrobił to samo co ja. Włączyłam go i w google wpisałam "ZUMA". Szybko ściągnęłam pełną wersję gry na kompa i zainstalowałam. Ta papuga Styles zrobił to samo. Postanowiłam zrobić z nim sobie mały turniej gry. Szliśmy łeb w łeb, nie dawałam się. Strzelałam tymi kulkami. Zwyzywałam tą grę równo. Harry moim zachowaniem był przerażony.
- Marry, Słonko nie poznaję cię.
- Trudno ja muszę po prostu wygrać i zrobię to za wszelką cenę. - powiedziałam ratując się przed zjedzeniem. Harry niestety zagapił się i stracił ostatnią żabkę. Z radości zaczęłam tańczyć, a Harry płakał z powodu przegranej.
*Z perspektywy Megan*
Po długim rozmyślaniu stwierdziłam, że moje papiery są w biurku mojego taty, w domu moich rodziców. Postanowiłam do nich zawitać i poprosić o nie. Szybko się ubrałam i taksówką pojechałam do ich domu. Na podwórku stało wiele fanek, które wydzierały się, że "Liz to najgorsza suka na świecie". Interwencja policji nic nie zdziałała. Podeszłam do jednej z fanek.
- Co się tu dzieje? 
- Ty, ty, ty jesteś Megan zraniona dziewczyna Louisa. Dla ciebie tu jesteśmy- zdziwiona odeszłam od niej. Stanęłam na schodach prowadzących do domu i głośno gwizdnęłam. Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
- Dziewczyny, po co tu jesteście? Jeżeli chodzi o tę sprawę z Lou i Liz to zostawcie ją tam do rozwiązania. Takie zachowanie nic nie załatwi, a nawet może pogorszyć sytuację. Z niektórymi słowami niestety muszę się zgodzić. Ale oprócz Liz mieszkają tu moi rodzice i przez wzgląd na nich proszę was o zaprzestanie tego. - powiedziałam a fanki zaczęły się rozchodzić. Ja w takim razie zapukałam do drzwi. Otworzyła mi maka.
- Hej
-  Cześć - wpuściła mnie do środka
- Nie martw się nie zabawię tu długo. Przyszłam po moje papiery. - matka bez słowa poszła do gabinetu i przyniosła mi teczkę.
- Dziękuję, że uspokoiłaś te fanki - szepnęła
- w końcu jesteście moimi rodzicami a do rodzicom powinno się pomagać. - powiedziałam i wyszłam.
________________________________________________________________________
Mile widziane są KOMENTARZE